Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane

Na fejsie z moim synem książka audio MP3 Czyta Grażyna Barszczews ...
Janusz L. Wiśniewski,
Irena ...
cena: 27,14
Kazamiko opuszkami palców gładziła jego skórę. Topniał pod tym dotykiem. Byli razem. Słońce kreśliło swymi coraz bardziej nachalnie wdzierającymi się przez okno promykami dziwne wzorki na podłodze „jego” pokoju. Kolejna burza, która dopadła ich, z hukiem dziurawiących niebo grzmotów, przeminęła. Wciąż byli razem. Zdawało im się, że nic ich już nie rozdzieli.
- Kocham cię – oświadczył Kreska.
- Mylisz miłość z pożądaniem – stwierdziła prowokacyjnie Kazamiko.
- No dobra, kocham cię i pożądam – uściślił Kreska.
Uśmiechnęła się błogo.
- Niewiele pijesz – zauważył, sięgając po piwo.
- No nie – stwierdziła Kazamiko.
- Czemu? – spytał zaciekawiony.
- Kiedyś przesadzałam – odparła samokrytycznie.
- Taaak? – zapytał przeciągle Kreska.
- Tak, nie umiałam wyczuć tej subtelnej granicy. Fajnie mi się piło w dobrym towarzystwie, a potem męczył mnie kac straszliwy. Nienawidziłam tego. Po którymś takim razie, coś we mnie się zbuntowało przeciwko temu i zaczęło dawać mi jasne sygnały, kiedy skończyć. Nagle coś we mnie już wiedziało, ile mogę sobie bezkarnie wypić.
- Co ja słyszę, to upijałaś się w przeszłości? – podsumował ironicznie, w nawiązaniu do jej ataków, jakoby sam pił zbyt dużo.
- Nie do nieprzytomności – odcięła się zdecydowanie od jego insynuacji. – Tak załatwiłam się tylko raz…
- Hm, ciekawe, a kiedy to było? – ciągnął ją za język bezlitośnie, odkrywając tak kolejny skrawek lądu, z bijącym sercem pod powierzchnią.
Kazamiko już dawno podciągnęła przed nim swoją kusą sukienkę, pokazując mu bez cienia skrępowania swoje małe piersi i ściągnęła majtki odkrywając resztę… Cały czas Kreska zgłębiał jednak to, co w niej, to co wewnątrz. Uchylała najczęściej łaskawie rąbka swoich tajemnic. Tak było i tym razem.
- To było na moim pierwszym biwaku – powiedziała z czarującym uśmiechem. – Piliśmy poncz poziomkowy, który nikomu poza mną nie smakował. A mi owszem, a mi tak – skwitowała prawie z dumą. – Smakował jak tatowe wino – rozmarzyła się. – Tylko, niestety, procentów miał ze dwa razy więcej… Miałam spać w namiocie z kumplem. Film mi się zerwał nim do niego dotarłam. Ostatnie, co pamiętam, to jak leżę bezwładna w trawie i bełkoczę coś, że mam już dość. Rano obudziłam się, otworzyłam oczy, a świat zawirował mi okrutnie. Od razu zamknęłam oczy, w złudnej nadziei, że to minie. On zanucił schrypniętym głosem… „śpij aniele mój” – naśladując całkiem udanie Janerkę z repertuaru Klausa Mitffocha… Zdobyłam się na to i ponownie otworzyłam oczy. Zlustrowałam wszystko wokół, zbierając chaotycznie myśli do kupy. Zorientowałam się, że nie wiele pamiętam. No wiesz, ostatnie co pamiętałam, to jak padłam na trawę i nie mogłam wstać. To było straszne. Spojrzałam kontrolnie po sobie i ciut podejrzliwie na niego..
- Miałam sweter – powiedziałam głucho i moje słowa odbiły się jak echo w studni.
- Zdjęłaś go, bo było ci gorąco – odparł, co nie uszło mojej uwadze, ciut rozbawiony.
- A pas? – zapytałam martwo, próbując ustalić fakty. – Wiesz Sherlock Holmes na tropie niewyjaśnionego – uśmiechnęła się uroczo.
- Uwierał cię – odpowiedział ciepło.
Wiedział zapewne jakie myśli kłębią mi się w głowie i czekał, czy go o to spytam wprost. Nie zrobiłam tego, choć to nie dawało mi spokoju. Gnana niepewnością, jak tylko wróciłam z biwaku, umówiłam się do ginekologa i rozłożyłam przed nim nogi, choć teoretycznie nic mi nie dolegało.
- Wszystko dobrze – oświadczył lekarz, nie zaspokajając tym mojej ciekawości.
- Ale czy jestem dziewicą? – bąknęłam, uciekając wzrokiem jak najdalej. Najchętniej schowałabym się pod ziemię. Skryłabym się w jakieś norce i zapytałabym przez tubę.
Czułam się idiotycznie. Musiałam jednak zapytać. To nie dałoby mi spokoju. Spojrzał się na mnie i zapewne pomyślał: no tak, punkówa, nachlała się i nie wie, czy jest dziewicą, czy nie.
- Tak – odpowiedział, a ja czym prędzej się zmyłam z jego gabinetu. Czułam się z tym okropnie. Ufałam kumplowi, wydawało mi się, że nie zrobiłby czegoś takiego, ale też pił i na sto procent nie byłam pewna. Potem prześladował mnie jeden sen.
- Jaki? – spytał Kreska.
- Jesteśmy gdzieś całą ekipą. Wpadają skini, zaczyna się dym, a ja jestem tak pijana, że leżę na glebie. Mogę patrzeć, ale nic poza tym. Nigdy w życiu nie czułam się tak upodlona. Przytulił ją łagodnie i pogłaskał jej plecy. Zbierał się do wyjścia, choć wcale mu się nie chciało. Najchętniej zostałby z nią, przy niej, może nawet w niej, choć był cudownie zaspokojony. Obrzucił ją smutnym wzrokiem, jakby chciał zapamiętać jak wygląda.
- Ładnie się ubrałaś – rzucił będąc już na wylocie. – Czekasz na kogoś? – spytał pół żartem, pół serio.
- Na kochanka, ale będzie później – Kazamiko zażartowała okrutnie.
Oczywiście nie powinna tego robić. Nie dolewa się oliwy do ognia. Kreska był i bez tego bardzo zazdrosny, ale stało się. Jak to się mówi, uderz w stół, a nożyce się odezwą. Słowa padły. Nie sposób było je zawrócić, jak nie sposób odwrócić nurtu rzeki.
- Powiedz mu, jak już będzie po, że jest bardzo odważny. A jak zapyta dlaczego, dodaj, że mu nie mówiłaś, ale masz bardzo zazdrosnego faceta, który ma takie powiedzonko „nie znasz dnia ani godziny, kiedy dopadną ciebie skurwysyny”. Wspomnij, że twój facet jest porywczy i zdeptałby mu głowę lub zrobił coś równie nieprzyjemnego, gdyby wpadł w trakcie – wychrypiał.
- Nie przyszedłby więcej gdybym mu tak powiedziała – odparła Kazamiko, wczuwając się w hipotetyczną sytuację.
- A jakbym rzeczywiście wpadł? – pociągnął temat Kreska, również wczuwając się.
- To też by więcej nie przyszedł – westchnęła smutno, zmęczona tymi wizjami zdrady i kary. Pogładziła go uspokajająco po ramieniu. Pożegnali się czule. Niedługo potem zadzwonił.
- Jak było? – spytał.
- Przecież wiesz jak było! – powiedziała Kazamiko zdumiona. – Nie udaję ochów i achów, aby zrobić ci przyjemność, podbudować twoje męskie ego. Zresztą czy można udać gęsią skórkę, twardość sutków, wilgoć cipki. Przywołać rumieńce na policzki w chwili, gdy są nam one potrzebne. Przyśpieszyć bicie serca, powiększyć ciut piersi. Zabłyszczeć oczami. Było cudownie jeśli musisz to wiedzieć – skończyła Kazamiko.
- Takiej odpowiedzi oczekiwałem – wyszeptał.
Jej śmiech, niczym spadające koraliki z zerwanego sznura starych perełek.
- Nie chce mi się iść do pracy. Stoję tu, ale głowę zostawiłem przy tobie – wyznał.
- Zostawiłbyś pewnie coś jeszcze – powiedziała prowokująco.
Odpowiedziała jej cisza.
- Serce, kutasa, jajeczka do wypieszczenia – pociągnęła temat dalej. – Do pracy to tylko ręce, nogi, krzyż który to połączy – zamruczała.
Westchnął, a po chwili zmusił swoje ciało, by wsiadło do autobusu bynajmniej nie przybliżającego go do niej…
Zadzwonił do niej ponownie już z pracy.
- Nie mogę się skupić. Myślę o tobie od rana, o seksie z tobą i już nie wyrabiam. Kazamiko bolą mnie jajka – rzucił niby czule ale jednocześnie takim ciut oskarżycielskim tonem.
- Jak to bolą? Przecież mówiłeś, że ciebie nigdy nie bolą. Pamiętasz, zapytałam kiedyś o to? – powiedziała zdezorientowana.
- Nie bolały, teraz bolą – oznajmił.
Jej perlisty śmiech.
- To piękne, że aż tak ci się ze mną chce – uznała od razu.
- Kazamiko, ja się tu męczę – zaznaczył.
- Jak przyjedziesz zajmę się tym – oświadczyła pogodnie.
– Może tak być? – spytała retorycznie.
- Tak myszko – zgodził się od razu. – A weźmiesz do buzi? – spytał na zakończenie.
- Do buzi? – udała zawahanie.
- A co nie lubisz? – spytał tym razem on zdezorientowany.
- Lubię droczyć się z tobą, czasami – odparła rozbawiona.
Kiedy wrócił, zarzuciła mu ramiona na szyję. Wtulili się w ciepło swoich ciał. Zaraz po przywitaniu wyjęła mu koszulkę ze spodni i zaczęła gładzić mu brzuch, myślami już pragnąc zjechać niżej, ale hamowała się tym razem. Wiedziała, że to nieuniknione, więc i tak nadejdzie. Nie chciała jednakże niczego przyspieszać, choć coś w niej domagało się tego. Podniosła sama sobie poprzeczkę. Smakowała go tym razem powolutku…
„Czego oni od nas chcą? Czego ci ludzie od nas chcą? Mnie twoja proteza nie przeszkadza. Czego oni od nas chcą? Czego ci ludzie od nas chcą? Mnie ona absolutnie nie przeszkadza” – zanuciła tuż po kawałek Kosmetyków Mrs Pinki.
Na krawędzi marzeń (książka z autografem)
Wydawnictwo: Jirafa-Roja
Oprawa: miękka
Ilość stron: 260
Dostępność: niedostępny
Nasza cena: 23,73
Cena detaliczna: 26,08
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalnistwórz link z okładką na swoją stronę
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki |
| Wydawnictwo: | Jirafa-Roja |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 125x195 |
| Ilość stron: | 260 |
| Wprowadzono: | 13.04.2010 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzję
