zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Myśliwy - Andreas Franz

Myśliwy

Andreas Franz

cena: 33,50

Myśli - Blaise Pascal

Myśli

Blaise Pascal

cena: 38,13

My jesteśmy krasnoludki - PRACA ZBIOROWA .

My jesteśmy krasnoludki Zabawy maleństwa

PRACA ZBIOROWA .

cena: 8,88 7,55

MUZYKOLOGIA - Łukasz Śmigiel

MUZYKOLOGIA czyli the best of... spraw ...

Łukasz Śmigiel

cena: 26,31

Muzyka wobec rewolucji druku - Paweł Gancarczyk

Muzyka wobec rewolucji druku Przemiany w ...

Paweł Gancarczyk

cena: 34,86

Muzyka i my - Ewa Czerniawska

Muzyka i my O różnych przejawach wpływu ...

red. Ewa Czerniawska

cena: 38,13

Muzeum ciszy - Yoko Ogawa

Muzeum ciszy

Yoko Ogawa

cena: 31,68

Mumia - Tess Gerritsen

Mumia

Tess Gerritsen

cena: 29,48

Mroczna ostoja - Gail Z. Martin

Mroczna ostoja Kroniki Czarnoksiężnika

Gail Z. Martin

cena: 35,41

Morfina - Melisa Kuźniar

Morfina

Melisa Kuźniar

cena: 15,86 13,49

Moje sylabki 5 - Agnieszka Fabisiak-Majcher, Elżbieta Szmuc-Ławczys

Moje sylabki 5 Ćwiczenia do nauki ...

Agnieszka Fabisiak-Majcher,

Elżb ...

cena: 61,95

Moja Toskania! - Witold Casetti, Agata Jakóbczak

Moja Toskania! Vito Casetti

Witold Casetti,

Agata Jakóbczak

cena: 29,04

Myśliwy
powiększenie, przód
przeczytaj fragment książki
Myśliwy

Środa, 18.00
Konrad Lewell, odkąd policjanci wyszli z jego domu, chodził
niespokojnie po gabinecie i czekał na umówioną wizytę. Wreszcie
za trzy szósta rozległ się dzwonek. Nakazał sobie spokój.
— Witaj — powiedział, otworzywszy drzwi. Twarz miał poważną.
Wpuścił gościa do środka i rzekł: — Dziękuję, że przyszedłeś.
Chodźmy do gabinetu.
— Na Boga, Konradzie, co się z tobą dzieje? Co cię tak wyprowadziło
z równowagi?
— Usiądź. Czego się napijesz? Whisky, koniaku, wódki czy
czegoś innego?
— Poproszę szkockiej z lodem. A teraz mów, co się stało!
Lewell wrzucił lód do dwóch szklanek i napełnił je do połowy
whisky. Usiadł za biurkiem, głowę odchylił do tyłu.
— Zrobił się niezły bigos. Gliny były tu i pytały mnie o Carolę
Weidmann, Judith Kassner i Julianę Albertz. Powiedziałem im,
że nie znam Weidmann ani Albertz, ale wkrótce wykryją, że
skłamałem. O Erikę Mu¨ ller i Verę Koslowski też mnie zresztą
pytali.
— Dlaczego nie powiedziałeś im prawdy? Masz powody, by
się czegoś obawiać? Chyba to nie ty je zabiłeś, co?
Lewell przejechał palcami po włosach, robił wrażenie bardzo
zdenerwowanego.
— Nie wiem, co mnie napadło. Wystarczy, że zobaczę gliny,
i puszczają mi nerwy. To chyba ciągle jeszcze ma związek z tym,
co się wtedy stało.
— No i co z tego? Co ci może grozić?
— Nie masz pojęcia!Wezmąmniewobroty i spróbują obarczyć
odpowiedzialnością za te morderstwa. Nie mam alibi, przynajmniej
na ostatnią niedzielę.
— To jest problem. I jak zamierzasz go rozwiązać?
Lewell wypił duszkiem whisky, wstał i nalał sobie jeszcze raz.
Przez moment stał w miejscu, potem zrobił kilka kroków w kierunku
gościa. Spojrzał na niego z góry i rzekł lodowato:
— Posłuchaj, nie tylko ja bzykałem te trzy babki. Ty też je
posuwałeś, wiem o tym.
Odwrócił się i oparł o szafę.
— Chwilę, co chcesz przez to powiedzieć? Chcesz mnie w to
wciągnąć? Ostrzegam cię, zastanów się dobrze, co robisz. Nie ja
nawarzyłem piwa, lecz ty. Zawsze byłeś trochę dziwny. Każdy to
wie, kto cię choć trochę zna. Ale jeśli piśniesz o mnie choć słowo,
to własnoręcznie skręcę ci kark. Zapewniam cię, nie będę pozostawiony
sam sobie. Załatwimy cię jak gnidę. To wyłącznie moja
sprawa, kogo posuwałem.
— Okay — odpowiedział Lewell, odsunął się od szafy i z powrotem
usiadł. — W takim razie powiedz mi, dlaczego zabito
pięć kobiet, którym sporządzałem horoskop. Przyznaję, że moja
przeszłość nie jest krystalicznie czysta, ale nie jestem mordercą...
— Ale jesteś znany jeszcze z czegoś — odpowiedział gość
ostro. — Masz skłonności do przemocy, i to szczególnie wobec
kobiet. Nie siedziałeś tak zupełnie za nic. W stosunku do mężczyzn
jesteś raczej powściągliwy, bo wiesz, że nie dałbyś im rady.
No i co teraz, stary przyjacielu?
— To było wieki temu—wykrztusił z siebie Lewell i machnął
ręką. — Grzechy młodości!
— Grzechymłodości, jak się ma trzydziestkę? Zapomnij! Zresztą
wiem, że Julianę Albertz też kilka razy potraktowałeś dość brutalnie.
Samami to powiedziała. A i zmałąWeidmann nie obchodziłeś
się zanadto delikatnie. Możesz mówić o szczęściu, że ze strachu
przed skandalem obie niczego nie wypaplały. Ale w porządku,
jesteśmoim przyjacielem, pomogę ci, na ile zdołam. Tylko, na Boga,
nie wymieniaj mojego nazwiska w związku z tą sprawą, bo mam
wiele do stracenia. Ale jeśli ja stracę,wtedy ty też, i towięcej niż ja.
Nagle Lewell uśmiechnął się złośliwie.
— Masz wiele do stracenia? Okay, w takim razie powiem ci
coś. Przyjrzałem się bliżej horoskopom tych kobiet. I wiesz co?
Stwierdziłem coś dziwnego. Wszystkie były Skorpionami. Pamiętam,
jak rozmawialiśmy o nich...—Umilkł na chwilę, spojrzał
ostro na swego rozmówcę i zapytał: — Czy masz coś wspólnego
z tymi morderstwami?
— Drogi przyjacielu, jeśli ściągnąłeś mnie tu po to, żeby
oskarżać o morderstwa, to mogę ci powiedzieć tylko jedno: masz
nie po kolei w głowie. Nigdy w życiu nie uderzyłem kobiety.
Posuwałem je, owszem, ale nie biłem, a tym bardziej nie zabiłem.
I jak mi jeszcze raz z czymś takim wyjedziesz, to koniec z tobą.
Lewell znowu uśmiechnął się złośliwie, spoglądając na swego
gościa podstępnie. W końcu rzekł cicho, ale z naciskiem:
— A` propos posuwania. Jak to właściwie robisz? Wsuwasz im
sztucznego fallusa? Jak ktoś, komu nie staje, może posuwać
kobietę?
— Kto tak twierdzi? — zapytał jego rozmówca, mrużąc oczy
i pochylając się do przodu. Jego twarz dzieliło od Lewella
co najwyżej pięćdziesiąt centymetrów. — Kto twierdzi, że mi
nie staje?
— Mam swoje źródła. A poza tym ćwierkają o tym wróble na
dachu. Już nie możesz. Od dawna. Dobra, a teraz mów prawdę.
Masz coś wspólnego z tymi morderstwami?
— Wiesz co? Taki przyjaciel jak ty jest gorszy niż armia
wrogów. Mówię ci, nie mam z tym nic wspólnego! A teraz mi
powiedz, skąd wiesz, że niby nie mogę.
— Bez komentarza. Potrafię milczeć jak grób. Może wiem to
od Albertz, może od Kassner, nie mam pojęcia. Po prostu zapomniałem
od kogo. Dziwne, nie? Pamiętasz, jak mi opowiadałeś
co nieco na temat swojej przeszłości, a zwłaszcza o pewnej
kategorii kobiet? O tym, jak podle cię potraktowały i jak mimo to
w magiczny sposób cię pociągają? Raniły twoją próżność, twoje
ego. Kobiety Skorpiony są w tym świetne. W łóżku ogniste,
potrafią tak robić laskę, że niemal tracisz świadomość, wysysają
z ciebie ostatnią kropelkę. Ale jeśli partner kobiety Skorpiona nie
zachowuje się tak, jak one by tego chciały, potrafią mu dopiec do
żywego, potrafią tak go dręczyć, aż w końcu wpadnie w szał
i zacznie pałać żądzą zemsty. Czy tak było?
— Kompletnie zwariowałeś! Okay, przyznaję, że rajcuje mnie
określony typ kobiet i niestety niektóre z nich to Skorpiony.
Diabli wiedzą, czemu tak jest. Ale nigdy żadnej nie wyrządziłem
nawet najmniejszej krzywdy. Czy to ci wystarczy?
— Nie, nie wystarczy. Wszystko sobie w głowie poukładałem
i jakoś nie mogę pozbyć się myśli, że ty...
— Wybij sobie tę myśl jak najszybciej z głowy. Mam alibi. I jest
ono absolutnie nie do podważenia. A jak jest z twoim? Sam
mówisz, że nie masz żadnego. Gdzie byłeś w weekend? Tu
w domu? Sam? No, no, ale gówno! Na pewno ci uwierzą,
przyjacielu. Zwłaszcza gdy pogrzebią w twojej przeszłości. No,
powiedz wreszcie, gdzie byłeś? Któraś z twoich zdzir robiła ci
laskę? A teraz się boisz, że jej mąż się o tym dowie?
— Gówno cię to obchodzi, gdzie byłem i z kim...
— A ja byłem ze swoją żoną. I ona będzie mogła to potwierdzić,
bo spędziliśmy pół dnia w łóżku. I mam ci powiedzieć, co
robiliśmy? Na pewno nie spaliśmy ani nie oglądaliśmy telewizji.
Myślę, że będziemy musieli niedługo kupić nowe materace.
Głupio, jak się nie ma żony, co? — zapytał cynicznie gość.
— Wtakimrazie jestem ciekaw, czy gliny też będą tego zdania.
Na pewno znowu tu przyjdą, jestem tego pewien. Jak mi się
grunt zacznie palić pod nogami, to nie mogę niczego gwarantować.
Powiem im, że ty też posuwałeś te trzy babki. Mogę też im
powiedzieć, jak bardzo się interesujesz horoskopami. Wiesz,
nawet przyjaźń ma swoje granice. A ja nie chciałbym pójść do
pierdla za coś, czego nie zrobiłem. Raz mi już wystarczy.
— Jesteś wstrętną, parszywą świnią, Konradzie Lewellu. Ale
proszę, jeśli ci to sprawi frajdę, rób, co chcesz. Nie mam sobie nic
do zarzucenia. A teraz idę.—Wstał, odstawił szklankę na biurko,
spojrzał na Lewella ze współczuciem i dodał: — Naprawdę
myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Jak to się można pomylić!
Przestałeś dla mnie istnieć. Zapamiętaj moje słowa.
— Niema obawy, zapamiętam. Ale zanim odejdziesz, powiedz
mi, kto mógł się dobrać do moich danych. Ta Erika Mu¨ ller była tu
u mnie tylko raz, sporządziłem jej horoskop i poszła. Jej na
pewno nie ruszyłem, nie podobała mi się. Ale ty ją znałeś.
— A skąd ja mam wiedzieć, komu opowiadasz o swoich
klientach? A tę Mu¨ ller też znałem tylko z widzenia. Nigdy mi nic
o niej nie mówiłeś. Może ktoś się włamał do komputera i wykradł
dane? Kto wie? Mówią przecież, że jesteś wielkim dupkiem. I na
dodatek nieostrożnym, bo nie potrafisz trzymać języka za zębami.
Komu poza mną opowiadasz, z którymi babkami sypiasz? To
twój błąd, że jesteś takim chwalipiętą. Jeszcze raz za to zapłacisz.
Już nie jesteś taki dobry w podrywaniu, już nie każda kobieta,
którą byś chciał, rozkłada przed tobą nogi. Wiem, i to od dawna,
że umizgujesz się do mojej żony. Ale ona nigdy nie będzie twoja.
Zapomnij o niej, dobra? To moja żona i tak już pozostanie. I jeszcze
coś, moje pierwsze wrażenie, gdy cię poznałem, nie było zbyt
pozytywne. Później zmieniłem o tobie zdanie, myślałem, że się
pomyliłem. Ale niestety, okazuje się, że to pierwsze wrażenie
było jednak prawdziwe. Jest mi ciebie po prostu żal. Rób, co
chcesz, nie uda ci się mnie zastraszyć. A teraz idę i jeszcze raz ci
powtarzam: rób, co chcesz.
— Poczekaj — powiedział Lewell ze skruchą. — Przykro mi,
nie chciałem się tak zachować. Chciałem cię tylko trochę wyczuć,
przetestować, to wszystko. Jestem już po prostu wykończony. To
wszystko nie ma sensu. Zapomnij, co ci powiedziałem, bardzo
cię przepraszam. Strzeliłem w ciemno i nie trafiłem. Po prostu
pomyślałem, że możeszmieć problemy z potencją i z tego powodu
wpadłeś w jakąś paranoję. Teraz wiem, że to nie ty. Nikomu nie
wymienię twojego nazwiska, przysięgam. Nie chcę ryzykować
naszej przyjaźni, chociaż właśnie nieco przeholowałem.
— Nieco? — gość zapytał z ironią.— Posunąłeś się naprawdę
za daleko. Do tej pory nikt mnie tak nie uraził...
— Powiedziałem już, że mi przykro. Nie wiem, co począć.
Przysięgam, że nikomu poza tobą nie mówiłem nic o tych kobietach.
I nikt się do mnie nie włamał. Gliny zażądają wyjaśnień, a ja
nie mam żadnych. Co byś zrobił na moim miejscu?
Gość z powrotem usiadł. Spojrzał na Lewella badawczo.
— Wporządku, na razie zapomnę, co przed chwilą powiedziałeś.
Ale jeśli coś takiego jeszcze raz się zdarzy, koniec z przyjaźnią.
Wciągu minionych lat wyświadczyłemci tyle przysług, żewżyciu
mi się nie odwdzięczysz. I nie pozwolę, żeby ktoś mnie w ten
sposób traktował, zwłaszcza ty.Ateraz ci powiem, co bymzrobił na
twoimmiejscu. Powiedziałbymim prawdę.Na prawdzie zajedziesz
najdalej.Oni się prędko zorientują, jeśli będziesz kręcił. Najgorszą
rzeczą są kłamstwa. Powiedz im, co chcą wiedzieć, i zostawią cię
w spokoju. Gwarantowane. A ta komisarz Durant jest, jak mi się
wydaje, osobą całkiem sensowną. Można się z nią dogadać.
— Tak, na pewno taka jest. Nie tylko nieźle wygląda, ale ma
też głowę nie od parady. Sądzę, że nie mam innego wyjścia, jak
powiedzieć prawdę. Wypijemy jeszcze po jednym?
— Po jednym. A to, co o mnie mówiłeś, że już nie mogę, nie
wiem, skąd masz takie wiadomości, ale to nie jest prawda i długo
nie będzie. Wprawdzie ci opowiadałem, że bzykam te kobiety,
ale chyba dlatego, żeby ci zaimponować, tak naprawdę między
nami nic nie było. Nie mogły więc stwierdzić, czy jestem im-
potentem, czy nie. Tak im tylko to sugerowałem, żeby zostawiły
mnie w spokoju. Mogłem mieć je wszystkie, ale mój problem
polega na tym, że za bardzo kocham żonę.
Lewell uśmiechnął się, nalewając whisky do szklanek. Podał
alkohol gościowi i rzekł:
— A ja kochamwszystkie kobiety, dlatego też się nie ożeniłem.
A ty masz rację. Taką żonę jak twoja spotyka się raz w życiu. Na
zdrowie!
Wypili. Gość zapytał:
— Obiecujesz, że nikomu nic o mnie nie powiesz?
— Słowo honoru. A ja nigdy nie złamałem danego słowa.
— W takim razie wszystko w porządku. No to cześć.
Konrad Lewell poczekał, aż gość wyjdzie. Następnie nalał
sobie szkockiej i stanął przy oknie. Ty cholerny głupcze,pomyślał,
uśmiechając się cynicznie. Naprawdę sądzisz, że mógłbyś mnie
oszukać? Twoją starą posuwałem częściej niż ty. Śnij dalej o lepszym
świecie, durniu.
Światła mercedesa znikły za rogiem. Patrzył w ciemność panującą
na dworze, w końcu jedyną rzeczą, jaką widział, było jego
własne odbicie w szybie. Odwrócił się, wyszedł z gabinetu.
Poszedł na górę, umył twarz i uczesał się. Zerknął na zegarek,
minęła już dziewiętnasta. Postanowił pojechać do swojej ulubionej
włoskiej restauracji na ogromną porcję spaghetti po bolońsku
i kieliszek lub dwa wina.
Wrócił parę minut po dwudziestej pierwszej, poszedł do salonu,
włączył telewizor, wziął butelkę whisky, w której znajdowało się
jeszcze sporo alkoholu, i postawił ją wraz ze szklanką na stole.
Usiadł, nogi ułożył wysoko, nabił fajkę i kilka razy pyknął. Poczuł,
że przydałaby mu się teraz jakaś kobieta, która pomogłaby mu
się odprężyć. Czuł ucisk w lędźwiach, ale nie było nikogo, kto
mógłby ten ucisk złagodzić.
— Pieprzone baby — zaklął pod nosem i nalał sobie pół
szklanki whisky.
Duszkiem wypił brązowawy alkohol, pustą szklankę nadal
trzymał w dłoni. Wlał następną porcję, wypił łyczek, a szklankę
postawił na poręczy fotela. Zasnął trzydzieści minut przed północą.
Nie zorientował się, że po drugiej stronie ulicy kilka minut
wcześniej zaparkował pewien samochód.

Myśliwy

Wydawnictwo: Świat Książki

Ilość stron: 480

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 33,50

Cena detaliczna: 36,80

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
W ciągu kilku dni giną kobiety w różnym wieku. Komisarz Julia Durant i jej koledzy z wydziału kryminalnego znowu muszą zmierzyć się z rozwiązaniem makabrycznej zagadki. Żadna z ofiar nie została zgwałcona ani okradziona, za to każda brutalnie okaleczona i porzucona. W czasie śledztwa wychodzi na jaw zaskakujący wspólny element - wszystkie ofiary są zodiakalnymi Skorpionami. Czy odpowiedź na liczne pytania policji znajduje się w gwiazdach?

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: sensacja, kryminał, policyjny

Wydawnictwo: Świat Książki
Wymiary: 135x215
Ilość stron: 480
ISBN: 978-83-7799-119-0
EAN: 9788377991190
Wprowadzono: 09.01.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Bogowie deszczu - James Lee Burke

Bogowie deszczu

James Lee Burke

cena: 36,80 31,28

Mecz - Piotr Bojarski

Mecz

Piotr Bojarski

cena: 29,83 25,36

Rzeki Hadesu - Marek Krajewski

Rzeki Hadesu

Marek Krajewski

cena: 32,82 22,97

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.