zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Muzeum ciszy - Yoko Ogawa

Muzeum ciszy

Yoko Ogawa

cena: 31,68

Mumia - Tess Gerritsen

Mumia

Tess Gerritsen

cena: 29,48

Mroczna ostoja - Gail Z. Martin

Mroczna ostoja Kroniki Czarnoksiężnika

Gail Z. Martin

cena: 35,41

Morfina - Melisa Kuźniar

Morfina

Melisa Kuźniar

cena: 15,86 13,49

Moje sylabki 5 - Agnieszka Fabisiak-Majcher, Elżbieta Szmuc-Ławczys

Moje sylabki 5 Ćwiczenia do nauki ...

Agnieszka Fabisiak-Majcher,

Elżb ...

cena: 61,95

Moja Toskania! - Witold Casetti, Agata Jakóbczak

Moja Toskania! Vito Casetti

Witold Casetti,

Agata Jakóbczak

cena: 29,04

Mój wiek - Aleksander Wat

Mój wiek Tomy 1-2

Aleksander Wat

cena: 54,46

Mój dom - Delphine Durand

Mój dom

Delphine Durand

cena: 31,91 27,12

Muzeum ciszy
powiększenie, przód
przeczytaj fragment książki
Muzeum ciszy

Pomieszczenie, które nazwano składem, było dawniej pralnią i znajdowało się w wysokiej piwnicy we wschodniej części pałacu. Kiedy starucha otworzyła drzwi, natychmiast poczułem woń czy to pleśni, czy usychającej rośliny, w każdym razie - rozkładającej się materii.
Pokój był dość obszerny, ale panował w nim nieład. Co do czystości też miałem dużo zastrzeżeń. Półki, stoły i szafki poustawiane były chaotycznie, a najróżniejsze przedmioty, które jak się domyśliłem, stanowiły zawartość magazynu, leżały na nich porozrzucane bez żadnej logiki. Ani jedna z tych rzeczy nie sprawiała wrażenia, że znajduje się na swoim miejscu.
Ale to nie bałagan drażnił mnie w tym pokoju najbardziej. Zajęło mi trochę czasu, zanim zrozumiałem, co to naprawdę było.
Zatrzymaliśmy się dopiero mniej więcej na środku pomieszczenia, ale żeby tam dotrzeć, musieliśmy przedzierać się między przedmiotami, ostrożnie stawiając stopy i uważając, by nie zahaczyć o coś ramieniem. Wolałem sobie nawet nie wyobrażać gniewu staruchy, gdybym przypadkiem zrzucił coś z półki i rozbił. Podłoga wyłożona była kafelkami tworzącymi wzór dość nowoczesnej kraty. Mimo że pokój znajdował się w piwnicy, wąskie okienka w górnej części wysokiej ściany wpuszczały dużo światła. Za nimi widać było zieleń i niebo. Z czasów, kiedy w pomieszczeniu znajdowała się pralnia, pozostał sznur do suszenia rozwieszony pod sufitem, a także stara wyżymaczka i żelazko.
W zasadzie żaden magazyn ze starymi rzeczami nie powinien już mnie zaskoczyć. Lubiłem ślęczeć nad materiałami, zamknięty sam w pomieszczeniu, którego ciszy nie mąci obecność zwiedzających. Mimo to w składzie staruchy nie czułem się dobrze. Coś tutaj było inaczej. Jakby każdy z przedmiotów roztaczał wokół siebie tak silną, indywidualną aurę, że umieszczone razem, eksponaty kłóciły się ze sobą. Nawet w najgorszym, nieuporządkowanym magazynie zbiory należące do tego samego muzeum łączy jakaś wspólna idea, która łagodzi różnice. Tutaj nie było niczego, co nadawałoby przedmiotom charakter zbioru. Nie było też śladu sąsiedzkiej życzliwości, z jaką przedmioty w normalnym magazynie odnoszą się do siebie nawzajem. Nie umiałem się w tym pokoju zrelaksować.
Samochodzik napędzany na szpulkę po niciach i gumkę, złoty ząb, rękawiczka, pędzel malarski, buty do wspinaczki, pędzel do golenia, forma z gipsu ortopedycznego, kołyska... - na próbę przyjrzałem się po kolei każdej rzeczy, która wpadła mi w oko, ale do niczego mnie to nie doprowadziło. Przeciwnie, poczułem się jeszcze bardziej zagubiony.
- To pamiątki po zmarłych - powiedziała starucha. - Po mieszkańcach miasteczka.
Jej głos zabrzmiał ze znacznie bliższej odległości, donośniej niż podczas naszych rozmów w bibliotece.
- Chcę, żebyś zrobił muzeum, które będzie przechowywać i pokazywać te przedmioty.
Dopiero wtedy zrozumiałem, jaki był prawdziwy powód mojego rozdrażnienia. Moja pracodawczyni nie miała wełnianej czapki na głowie. Pomiędzy resztkami siwych włosów dostrzegłem uszy. Były tak maleńkie, że nawet w stosunku do karłowatych wymiarów jej ciała wydawały się zbyt małe. Wyglądały jak podeptane zwiędłe liście i ledwo trzymały się czaszki. W zasadzie pozbawione kształtu małżowiny można by pominąć i uznać, że po uszach zostały tylko otwory prowadzące w głąb głowy.
- Dość dużo tego... - powiedziałem powoli, usiłując przestać myśleć o uszach.
- Zaczęłam je zbierać jesienią tego roku, kiedy skończyłam jedenaście lat. To długa historia, za długa, żeby ją opowiadać. Ale kolekcja ciągle będzie się powiększała.
Dziewczynka podpierała staruszkę ramieniem, a ręką przytrzymywała jej biodra. Doskonale wiedziała, w którym miejscu i z jaką siłą musi manewrować. Wyglądało to tak, jakby ich ciała były ze sobą połączone.
- Kiedy ktoś w miasteczku umierał, starałam się wejść w posiadanie jakiejś jednej rzeczy, która do niego należała. Jak widziałeś, miasteczko jest nieduże, więc ludzie nie umierają tu codziennie. Mimo to dotrzeć do tych rzeczy nie było łatwo. Przekonałam się o tym, kiedy zaczęłam zbierać. Dla jedenastoletniej dziewczynki był to, być może, zbyt wielki ciężar, ale nie poddawałam się. W ten sposób zbieram już kilkadziesiąt lat. Największą trudność sprawiał fakt, że nie zadowalały mnie jakieś mało znaczące pamiątki. Nie mogło to być kimono, które człowiek za życia miał na sobie dwa razy. Nie mogła to być biżuteria, która przeleżała w szufladzie całe życie zmarłej. Albo okulary, które taka osoba założyła raz, na trzy dni przed śmiercią. Nie dawałam się zmylić takimi zupełnie nieistotnymi pamiątkami. Rozumiesz? Potrzebowałam rzeczy, które pełnym głosem zaświadczą o istnieniu osoby, która odeszła. Potrzebowałam prawdziwych pamiątek. Inaczej całe to przedsięwzięcie byłoby tylko marnowaniem wielu lat życia tych ludzi i odsuwaniem w nieskończoność ich ostatecznej śmierci. Pamiątki nie budziłyby żadnych ciepłych wspomnień. Miałyby wyłącznie wartość materialną.
Kobieta przełknęła ślinę i z pewnym smutkiem odgarnęła z czoła wątły kosmyk włosów. Za oknem, wysoko nad nami, niebo przecinał jakiś ptak. Pamiątki po zmarłych w dalszym ciągu otaczały nas swoim milczeniem.
- Na przykład spójrz na to.
Wystarczyło, że starucha mrugnęła powiekami, a dziewczynka natychmiast wyjęła ze sterty pamiątek jeden niepozorny przedmiot i pokazała mi go na wyciągniętej dłoni.
- Co to jest?
Jak na element biżuterii przedmiot był zbyt prosty, a na część maszyny - zbyt słaby. Dziewczynka trzymała w ręce zwyczajne, metalowe kółeczko.
- Mniej więcej pięćdziesiąt lat temu ktoś zabił w hotelu niemłodą już prostytutkę. Najpierw dźgnął ją nożem, a potem obciął jej sutki i zabrał je ze sobą. Było to najstraszniejsze morderstwo w historii miasteczka. Od tego czasu w ogóle nie mieliśmy tu zabójstw. Jak to bywa z prostytutkami, na pogrzeb nie przyszedł nikt z rodziny. Powiedziałam, że byłam jej jedyną bliską przyjaciółką, i pozwolono mi uczestniczyć w kremacji zwłok. Oczywiście skłamałam, żeby wejść w posiadanie jakiejś rzeczy po zmarłej. Z popiołów udało mi się wygrzebać to. Było jeszcze ciepłe, jakby ogrzane jej ciałem. Postanowiłam, że uczynię z tego pamiątkę. To krążek domaciczny zapobiegający ciąży. Teraz to...
Dziewczynka skinęła głową i odłożyła krążek na półkę. Tym razem przyniosła w objęciach słój. Zupełnie jakby się wcześniej umówiły albo porozumiewały jakimś szyfrem, córka bezbłędnie znajdowała akurat tę rzecz, o którą chodziło matce.
W słoju znajdowała się jakaś nieodgadniona zmumifikowana materia organiczna.
- Pewnego dnia na zapalenie płuc umarła staruszka. Niczym się nie wyróżniała. Była po osiemdziesiątce. Od śmierci męża elektryka wiodła samotne życie, uprawiając warzywa w ogródku. Nigdy nie pracowała w żadnym zawodzie ani nie miała artystycznych zamiłowań. Nie rzucała się w oczy, nie miała ani wrogów, ani przyjaciół. Po prostu zwykła stara kobieta, która całe życie poświęciła wypełnianiu domowych obowiązków. Jedyne, na co można by zwrócić uwagę, to pies. Kobieta miała żółtego, kudłatego psa, którego kochała całym sercem. Pies zdechł pół roku wcześniej, też na zapalenie płuc. Bardzo możliwe, że staruszka zmarła właśnie z tego powodu. W każdym razie w testamencie zażyczyła sobie, żeby razem z nią spopielić zwłoki psa, którego pochowała w ogródku. Wobec tego przed pogrzebem zakradłam się do ogródka i wykopałam psie szczątki.
Wytężyłem wzrok i rzeczywiście, zobaczyłem w słoju obleczone sierścią kości. Najwyraźniej nie poddano ich żadnej chemicznej konserwacji. Przednie łapy zgięte były w nienaturalny sposób, szczęki dociśnięte przykrywką, a przylegająca do szkła czaszka ciemnymi oczodołami wpatrywała się gdzieś daleko przed siebie.
- No jak? Łapiesz mniej więcej, o co chodzi? - spytała starucha.
- Tak... mniej więcej. Krążek domaciczny i mumia psa...
Powtórzyłem w myśli wszystko, co powiedziała, ale tylko tyle zdołałem wymamrotać.
- Jednym słowem, nie wszystkie z tych rzeczy uzyskała pani w oficjalny sposób - dodałem.
- W oficjalny sposób? Nie rozśmieszaj mnie. Wytłumaczyłam ci przecież, czym są pamiątki po zmarłych. Te prawdziwe. Nie ma oficjalnych i nieoficjalnych sposobów, żeby wejść w ich posiadanie. Nie jest to może powód do dumy, ale nie mam w miasteczku żadnych przyjaciół ani znajomych, którzy podzieliliby się ze mną pamiątkami po swoich bliskich. Dawniej miałam kilkoro, ale wszyscy umarli. W każdym razie moje przedsięwzięcie wymagało zdecydowanych kroków. Inne nie zdają egzaminu. Większość z tych rzeczy jest kradziona. Ja je ukradłam.
Na twarzy staruszki odmalowała się ta sama duma, z jaką pokazywała mi kalendarz. Pomajstrowała dłonią przy brodzie, tak jakby poprawiała wypadającą sztuczną szczękę, po czym mruknęła coś w rodzaju „hmm" i przeciągnęła się. Jednak w trakcie tego przeciągania jej zgięte biodra pozostały w swojej pozycji, jedynie płatki pomarszczonej skóry w miejscu uszu podskoczyły lekko kilka razy.
- Dlaczego zaczęła pani zbierać te przedmioty? - spytałem.
Dziewczynka odstawiła mumię psa tam, skąd ją wzięła. Na słoju pozostały ślady jej palców.
- O! Dobre pytanie - staruszka pochwaliła mnie wyjątkowo. - Jesienią tego roku, kiedy skończyłam jedenaście lat, na moich oczach umarł człowiek. Był to ogrodnik, który podcinał różę pnącą, stojąc na drabinie. Nie wiadomo dlaczego spadł z drabiny i uderzył głową o kamień. To był pradziadek obecnego ogrodnika. Pierwszy raz w życiu widziałam śmierć człowieka, ale nie miałam wątpliwości. Ogrodnik nie żył. Był to dobry, doświadczony pracownik, drabina nie była złamana ani wiatr nie wiał zbyt mocno. Mężczyzna spadł z drabiny, jakby wciągnięty w niewidoczną szczelinę. „Z niewiadomej przyczyny" - tylko tyle można było powiedzieć o tym upadku. Powoli zbliżyłam się do miejsca, gdzie leżał. Zdawało mi się, że przez nieuwagę mogę wpaść do tej samej szpary. Jego twarz nie była wykrzywiona grymasem bólu ani zalana krwią. Wyglądała tak jak przed chwilą, oczy wciąż wypatrywały zbyt długiej gałęzi, którą należało przyciąć. Może tylko była lekko zdziwiona, jakby ogrodnik chciał spytać: „Co ja robię w takiej pozycji?". W ręce wciąż trzymał minisekator. Jego palce zacisnęły się na wypolerowanym czarnym metalu. Ostrza narzędzia były mokre od soku, który puściły ścinane pędy. Natychmiast wyjęłam z ręki zmarłego sekator i schowałam go do kieszeni spódnicy. Narzędzie nie stawiało oporu, bez sprzeciwu oddaliło się wraz ze mną od ogrodnika. Jakby mówiło, że już wypełniło swoją rolę. Nawet teraz nie umiałabym wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłam. Nigdy wcześniej nie chciałam tego sekatora. Zdawało mi się, że jakiś duch albo głos wewnętrzny mówi mi, co mam robić. W każdym razie dokładnie wypełniłam powierzone mi zadanie. Tego byłam pewna.
Staruszka przerwała i westchnęła głęboko. Dziewczynka poprawiła chustkę na jej szyi, wsuwając wystający materiał z powrotem pod kołnierzyk. Nie wiadomo kiedy na niebie pojawiło się słońce i oświetlało teraz podłogę pod naszymi nogami.
- No i jak? - spytała starucha, patrząc na mnie wyczekująco.
- Myślę, że przede wszystkim trzeba coś zrobić, żeby słońce nie padało na eksponaty. Na pierwszy rzut oka widzę, że przedmioty szybko tutaj niszczeją, zwłaszcza drewniane. Skoro wcześniej była tu pralnia, to możliwe, że i wilgotność powietrza jest za wysoka. Najpierw powinniśmy zrobić tutaj remont...
- Głupcze! Nie o to pytam!
Ślina z jej ust trysnęła ze zdwojoną siłą. Machając laską, starucha straciła równowagę, a jej nogi zaplątały się w ciężką, grubą suknię, sięgającą ziemi. Przewróciłaby się, gdyby nie pomoc dziewczynki, która spokojnie chwyciła staruszkę pod pachami.
- Powiedz, jak wyobrażasz sobie muzeum.
Przestałem się już przejmować każdą zniewagą ze strony pracodawczyni. Przyzwyczaiłem się jakoś do rytmu, w jakim zmieniały się jej nastroje. Próbowałem przede wszystkim skupić się na meritum i odgadnąć sens zgromadzenia tych wszystkich rzeczy.
- Proszę mi powiedzieć, po co ma powstać to muzeum.
- Po co? Czy każde muzeum musi mieć kształcący cel? Ludzie chcą pozostawić coś po sobie. To jedna z ich podstawowych potrzeb. Już w starożytnym Egipcie wojownicy oddawali swój ekwipunek do świątyń.
Starucha obniżyła głos, więc pomyślałem, że moje pytanie było wybitnie nie na miejscu i zacząłem żałować. Tymczasem ona wydłubała zaschniętą wydzielinę z kącika oka, rozdrapała krostę na czole i mówiła dalej:
- Prawdę mówiąc, zdaję sobie sprawę, że do tego muzeum nie będą się ustawiały kolejki zwiedzających. Ale zadaniem muzeum jest nie tylko pokazywanie zbiorów. Zbieranie, przechowywanie i badanie eksponatów też są bardzo ważne. Tak zresztą było napisane w tym twoim ulubionym przemówieniu na konferencję.
Skinąłem głową.
- W końcu i mnie przybyło lat. To dziwne, ale zdaje mi się, że świat starzeje się razem ze mną. Zmarłych ciągle przybywa, a ja nie mogę już, jak dawniej, udawać przyjaciółki zmarłego, żeby uczestniczyć w pogrzebie, ani zakradać się do domów nocą. Z moimi słabymi biodrami to już bardzo trudne. Od tej pory zbieranie eksponatów będzie należało do ciebie. Zaadaptujesz stajnię za pałacem na potrzeby muzeum. Prace budowlane możesz powierzyć ogrodnikowi, jest świetnym cieślą. Do pomocy masz też moją córkę. Niech powstanie tutaj muzeum, które będzie miejscem wytchnienia dla starzejącego się świata.
Starucha stopniowo podnosiła głos tak, że w końcu sznur do suszenia prania, rozwieszony pod sufitem, zaczął drżeć pod wpływem wibracji. Trzęsące się zmarszczki na jej twarzy wykrzywiały się konwulsyjnie, a z pękniętej wargi popłynęła kropla krwi. Dziewczynka wytarła ją palcem.

Muzeum ciszy

Wydawnictwo: W.A.B.

z serii: z miotłą

Oprawa: miękka

Ilość stron: 208

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 
inne wydania produktu - e-Książki pdf / epub

Wybierz produkt z listy

Nasza cena: 31,68

Cena detaliczna: 34,81

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Młody muzealnik przyjeżdża do prowincjonalnego miasteczka, by na zlecenie pewnej starszej pani utworzyć muzeum. Chodzi o kolekcję przedmiotów, które kobieta gromadziła od dzieciństwa; wszystkie trzeba zabezpieczyć, opisać i uporządkować. To ostatnie wydaje się najtrudniejsze, ponieważ dotyczy zbioru niewiele wartych, najróżniejszych przedmiotów codziennego użytku, które łączy tylko jedno - wszystkie zostały ukradzione właścicielom tuż po ich śmierci, nie zawsze naturalnej. Mężczyznę, choć początkowo czuł się nieswojo, coraz bardziej fascynuje obsesja staruszki. To, co miało być sprzeciwem wobec śmierci zacierającej ślad ludzkiej egzystencji, stopniowo staje się niebezpiecznym fetyszyzmem. Przeplatające się w tej historii piękno i przemoc Ogawa opisuje spokojnym, przejrzystym językiem. Między eleganckimi zdaniami pełno jest jednak niedopowiedzeń i wymownego milczenia.

`Zgłębianie mrocznych namiętności to coś, w czym Ogawa osiągnęła niepokojącą biegłość.`
The New York Times

`Język prosty, chłodny i zdystansowany, a jednocześnie dojrzały. Poruszające obrazy i wizje. Thriller i dzieło filozoficzne w jednym.`
www.amazon.de

`Yoko Ogawa potrafi w subtelny, a zarazem przenikliwy sposób opisać mechanizmy ludzkiej psychiki.`
Kenzaburo Oë

`Intrygująca proza. Rytmiczny wzrost napięcia przypomina najlepsze muzyczne crescendo.`
Elle

tytuł oryginału: Chinmoku Hakubutsukan
przekład: Anna Horikoshi

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: Japonia, literatura piękna, powieść psychologiczna

Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: miękka
Wymiary: 125x195
Ilość stron: 208
ISBN: 978-83-7747-635-2
EAN: 9788377476352
Wprowadzono: 17.01.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

http://mojaksiegarnia.blogspot.com/ agulka(at)blaster.pl 23 luty 2012

"Muzeum to niekomercyjna, trwała instytucja publiczna, która służy społeczeństwu i jego rozwojowi, prowadzi różnorodne badania nad materialnymi dowodami działalności człowieka oraz nad jego środowiskiem, ponadto zbiera i przechowuje owe materiały, ogłaszając wyniki swoich badań, a także wystawia swoje zbiory w celach naukowych, edukacyjnych i rekreacyjnych."* Czyżby? Autorka książki "Muzeum ciszy", Yōko Ogawa, zaprasza nas w wyjątkowe miejsce. Jej bohaterowie zamierzają stworzyć muzeum, "które przekracza granice ludzkiego istnienia. Gdzie nawet pozbawiona charakteru, gnijąca na śmietniku obierzyna odkrywa cud życia..." ** Ma to być bowiem Muzeum Ciszy, w którym znalazłyby się pamiątki po zmarłych, bo przecież "ludzie chcą pozostawić coś po sobie. To jedna z ich podstawowych potrzeb." *** Ot, takie miejsce wytchnienia dla starzejącego się świata, dowodzące istnienia danego miasteczka i konkretnych osób. Do eksponatów należą zatem rzeczy dobitnie świadczące o życiu danej osoby i są to min.: krążek domaciczny, skalpel, mumia psa, kłak brudu wygrzebany z czyjegoś pępka, kula armatnia czy szklane oko. Właścicielką tego miejsca jest sędziwa pani (nazywana przez narratora staruchą), przeraźliwie niska, ostra, a wręcz niemiła i wyniosła, która postanawia zatrudnić młodego muzealnika, mającego jej pomóc w uporządkowaniu wszystkich tych rzeczy. Dzielnie wspierają ich także: adoptowana córka staruchy, ogrodnik i jego żona, będącą służącą w tym domu. Wszystkich zaś łączy jedno - pamiątki po zmarłych, roztaczające wokół siebie silną aurę, kłócące się ze sobą, nie mające niczego, co nadawałoby im status zbioru... Kiedy w miasteczku ktoś umiera, młody kustosz (nie znamy jego imienia, podobnie jak imion innych postaci) udaje się na poszukiwanie pamiątek, będących niczym 'lustra, w których odbija się przyszłość'****, opowiadające bardziej o świecie dokąd udali się zmarli po śmierci aniżeli jak przed nią żyli. Początkowo nie chce tego robić, boi się konsekwencji, ma zahamowania natury moralnej, ale stopniowo nasiąka atmosferą wielkiej rezydencji staruchy, jej filozofią i posuwa się coraz dalej... I choć może się to wydawać dość dziwnym zajęciem, nie sposób zaprzeczyć, że "wszystko na świecie ma swoją przyczynę, znaczenie i wartość. Tak jak pamiątki po zmarłych."***** Mimo wielu niebagatelnych zdarzeń takich jak wybuch bomby na rynku, spotkań z tajemniczym nauczycielem ciszy, śmierci kilku młodych kobiet i okrutnych okaleczeń ich ciał, załamań nerwowych i osamotnienia młody pracownik stoi wiernie u boku swojej pracodawczyni i wypełnia jej wolę, po to by na końcu... No właśnie - jak się kończy ta wieloznaczna, intrygująca i niebanalna historia? "Muzeum ciszy" to druga wydana w Polsce, po "Miłości na marginesie" z 2011 roku, powieść japońskiej pisarki Yōko Ogawy. Książka pełna tajemnic, napięcia, niedopowiedzeń, wnikliwych obserwacji ludzkich zachowań, ale także skarbnica delikatnie zaznaczonych, muśniętych łagodnym podmuchem wiatru głębszych myśli, skłaniających do refleksji. Doskonale oddany klimat wnętrz, odczuć bohaterów czy przesądów panujących w japońskim społeczeństwie to wielkie zalety tej powieści. Nie ma tu zbędnych słów, przegadanych momentów czy natłoku zdarzeń. Język Ogawy jest oszczędny, suchy, miejscami lakoniczny, ale za to dający do myślenia i pobudzający wyobraźnię. Autorka bez wątpienia poruszyła jeden z ważniejszych tematów, traktowany w dzisiejszym świecie po macoszemu jakim jest przemijanie człowieka. I nie ma to znaczenia, że nie pochodzi ona z naszego kręgu kulturowego - bezimienni bohaterowie Yōko Ogawy (nie wiemy nic o ich wyglądzie, wieku, itd. zarówno o zmarłych jak i żywych) są tak uniwersalni, że mogliby żyć wszędzie. Podobnie jest z miasteczkiem, w którym toczy się akcja, a którego mimo wielu szczegółów nie sposób usytuować na mapie. "Muzeum ciszy" BARDZO mi się podobało, bo wyczułam w nim powiew świeżości (jakże daleko mu do oklepanych wzorców czy powtarzających się we współczesnej literaturze tematów), subtelny (ale momentami także mroczny!) klimat, zauważalny powiew wiatru, zapach starych ksiąg czy pamiątek po zmarłych, gdzie prym bez wątpienia wiedzie cisza (produkt deficytowy naszych czasów). Nagromadzone przedmioty mimo, iż nie wydają z siebie dźwięku, krzyczą by zachować je w pamięci, by ocalić od zapomnienia je i ich właścicieli. U Ogawy wszystko dzieje się bez hałasu, nadmiernej ekscytacji, szaleństwa, za to z głębią, pasją i sensem. Polecam gorąco, bo to niezwykle interesująca i warta uwagi książka. * Muzeum ciszy, Yōko Ogawa, W.A.B. 2012, str. 14. ** tamże, str. 14. *** tamże, str.47. **** tamże, str.105. ***** tamże, str.127. PS Duży plus za świetne wydanie i wspaniałe tłumaczenie pani Anny Horikoshi.

Zobacz również

Freelancer - Andrzej Te

Freelancer

Andrzej Te

cena: 34,82 29,60

Dotyk - Gabriella Głaza

Dotyk

Gabriella Głaza

cena: 22,85 19,43

Bulwar peryferyjny - Henry Bauchau

Bulwar peryferyjny

Henry Bauchau

cena: 34,82 29,60

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.