:
:
:
:
:
Miasto popiołów Dary Anioła Tom 2
ocena: 4, głosów: 2
 
przeczytaj fragment książki
Miasto popiołów Dary Anioła Tom 2

Strzała Valentine’a

– Nadal jesteś wściekły?

Alec, oparty o ścianę windy, spiorunował Jace’a wzrokiem.

– Nie jestem wściekły.

– Owszem, jesteś.

Jace oskarżycielskim gestem wycelował palec w przybranego brata i syknął, kiedy ból przeszył jego ramię. Cały był obolały po tym, jak po południu przeleciał przez trzy piętra zbutwiałego drewna i wylądował na stosie złomu. Nawet palce miał posiniaczone. Alec, dopiero niedawno odstawiwszy kule, których musiał używać po walce z Abbadonem, nie wyglądał dużo lepiej od niego. Jego ubranie pokrywały zaschnięte grudy błota, włosy wisiały w strąkach, na policzku widniała długa cięta rana.

– Nie jestem – rzucił Alec przez zęby. – Mówiłeś, że smocze demony dawno wymarły...

– Powiedziałem, że są prawie wymarłe.

– Prawie wymarłe to niedostatecznie wymarłe. – Głos Aleca drżał z wściekłości.

– Rozumiem. Każę zmienić wpis w podręczniku demonologii z „prawie wymarłe” na „niedostatecznie wymarłe zdaniem Aleca. On woli potwory, które naprawdę wymarły”. Czy to cię uszczęśliwi?

– Chłopcy, chłopcy, nie kłóćcie się – skarciła ich Isabelle, przyglądając się swojej twarzy w lustrze windy. Odwróciła się do nich z promiennym uśmiechem. – Fakt, że było więcej akcji, niż się spodziewaliśmy, ale w gruncie rzeczy niezła zabawa.

Alec spojrzał na nią i pokręcił głową.

– Jak to robisz, że nigdy nie masz na sobie błota? – zapytał.

Jego siostra wzruszyła ramionami.

– Mam czyste serce – odparła filozoficznie. – To odpycha brud.

Jace prychnął tak głośno, że Isabelle łypnęła na niego, marszcząc brwi. Przybrany brat pomachał do niej umorusanymi palcami. Za paznokciami miał żałobę.

– Brud w środku i na zewnątrz.

Isabelle już miała mu coś odpowiedzieć, kiedy winda zatrzymała się z przeraźliwym zgrzytem.

– Czas ją wreszcie naprawić – stwierdziła, otwierając drzwi.

Jace wyszedł za nią na korytarz. Już nie mógł się doczekać, kiedy pozbędzie się broni, zrzuci zbroję i wskoczy pod gorący prysznic. Przekonał przybranego brata i siostrę, żeby wybrali się z nim na polowanie, choć oboje niechętnie opuszczali Instytut, odkąd zabrakło Hodge’a, udzielającego im instrukcji. Jace jednak pragnął odwrócenia uwagi, brutalnej rozrywki i zapomnienia, które mogła dać walka, a nawet odniesione rany. Alec i Isabelle się zgodzili, wiedząc, że właśnie tego mu potrzeba. Pełzli więc przez brudne, opuszczone tunele, aż znaleźli i zabili smoczego demona. We trójkę działali jak zgrany zespół. Jak rodzina. Jace rozpiął kurtkę i powiesił ją na kołku wbitym w ścianę. Alec siedział obok niego na niskiej drewnianej ławie i zdejmował zabłocone buty. Nucił niemelodyjnie pod nosem, by pokazać, że wcale nie jest zły. Isabelle wyjmowała szpilki z długich ciemnych włosów. Kiedy opadły wokół niej jak kurtyna, oznajmiła:

– Jestem głodna. Chciałabym, żeby mama tu była i coś nam ugotowała.

– Lepiej, że jej tu nie ma – powiedział Jace, odpinając pas z bronią. – Już by krzyczała, że brudzimy dywany.

– Masz rację – usłyszał za plecami chłodny głos.

Jace znieruchomiał z rękami przy pasie i odwrócił głowę. W drzwiach, z rękoma skrzyżowanymi na piersi, stała Ma­ryse Lightwood. Miała na sobie czarny strój podróżny. Jej włosy, czarne jak u Isabelle, były ściągnięte w gruby koński ogon sięgający połowy pleców. Spojrzenie lodowatych, błękitnych oczu przesunęło się po całej trójce, jak snop światła z reflektorów.

– Mama! – Isabelle pierwsza odzyskała zimną krew. Podbieg­ła do matki i uściskała ją serdecznie.

Alec wstał z ławy i dołączył do siostry, starając się nie utykać.

Jace został na swoim miejscu.

W oczach Maryse dostrzegł wyraz, który go zmroził. Z pewnością to, co powiedział, nie było aż takie straszne. Często żartowali z jej obsesji na punkcie starych dywanów...

– Gdzie tata? – zapytała Isabelle, odsuwając się od matki. – I Max?

Maryse zawahała się ledwo dostrzegalnie.

– Max jest w swoim pokoju, a twój ojciec, niestety, nadal w Alicante. Pewna sprawa wymagała jego obecności.

– Coś się stało? – zainteresował się Alec, na ogół bardziej niż siostra wyczulony na wszelkie nastroje.

– To raczej ja mogłabym zadać ci to pytanie. – Ton matki był suchy. – Utykasz?

– Ja...

Alec był fatalnym kłamcą. Isabelle gładko wybawiła go z kłopotu.

– Mieliśmy starcie ze smoczym demonem w podziemnych tunelach. Ale to nic takiego.

– Zapewne Wielki Demon, z którym walczyliście w zeszłym tygodniu, to też nic wielkiego? Nawet Isabelle straciła rezon. Spojrzała na Jace’a.

– To nie było zaplanowane. – Jace miał trudności ze skupieniem się. Maryse jeszcze się z nim nie przywitała, nie powiedziała mu nawet „cześć” i nadal spoglądała na niego oczami twardymi jak sztylety. Ucisk, który czuł w żołądku, po­woli rozpływał się po całym brzuchu. Nigdy wcześniej tak na niego nie patrzyła, choćby nie wiadomo co zrobił. – To był błąd...

– Jace! – Najmłodszy z Lightwoodów przecisnął się obok matki i wpadł do pokoju, umykając przed jej ręką. – Wróciłeś? Wszyscy wróciliście. – Z zadowoleniem uśmiechnął się do Aleca i Isabelle. – Tak mi się wydawało, że słyszę windę.

– A mnie się wydawało, że miałeś zostać w swoim pokoju – powiedziała Maryse.

– Nie pamiętam – odparł Max z takim dostojeństwem, że nawet Alec się uśmiechnął.

Max był mały jak na swój wiek – wyglądał na siedem lat – ale tak poważny i samodzielny, że, zwłaszcza w połączeniu ze zbyt dużymi okularami, wydawał się starszy. Alec zmierzwił mu włosy, ale chłopiec wpatrywał się płomiennym wzrokiem w przybranego brata. Jace poczuł, że zimna pięść zaciśnięta w jego żołądku trochę się rozluźnia. Max zawsze wielbił jak bohatera właśnie jego, a nie Aleca, pewnie dlatego, że Jace lepiej tolerował jego obecność.

– Słyszałem, że walczyliście z Wielkim Demonem – powiedział chłopiec. – Był straszny?

– Był... inny – odparł Jace wymijająco. – Jak Alicante?

– Super. Widzieliśmy fajne rzeczy. W Alicante jest ten wielki arsenał. Zabrali mnie w parę miejsc, gdzie wyrabia się broń. Pokazali mi nowe sposoby robienia serafickich noży, żeby dłużej przetrwały. Spróbuję namówić Hodge’a, żeby mi pokazał...

Jace zerknął na Maryse z wyrazem niedowierzania na twarzy. Więc Max nie wiedział o Hodge’u? Nic mu nie powiedzieli?

Maryse dostrzegła jego spojrzenie i zacisnęła wargi.

– Wystarczy, Max. – Wzięła najmłodszego syna za ramię.

Chłopiec zadarł głowę i popatrzył na nią zaskoczony.

– Ale ja rozmawiam z Jace’em.

– Widzę. – Matka pchnęła go lekko w stronę siostry. – Isabelle, Alec, zaprowadźcie brata do jego pokoju. Jace – jego imię wymówiła tak, jakby niewidzialny kwas wypalił sylaby w jej ustach – doprowadź się do porządku i przyjdź do biblioteki najszybciej, jak będziesz mógł.

– Nie rozumiem – odezwał się Alec, przenosząc wzrok z matki na Jace’a i z powrotem. – Co się dzieje?

Jace poczuł zimny pot na plecach.

– Chodzi o mojego ojca? – zapytał.

Maryse drgnęła, jakby słowa „mój ojciec” były policzkiem.

– Biblioteka – rzuciła przez zęby. – Tam porozmawiamy.

–To, co się wydarzyło, kiedy was nie było, to nie wina Jace’a – powiedział Alec.
– Wszyscy braliśmy w tym udział. A Hodge mówił...

– O Hodge’u też porozmawiamy później – przerwała mu matka ostrzegawczym tonem, zerkając na Maksa.

– Ale, mamo – zaprotestowała Isabelle. – Jeśli zamierzasz ukarać Jace’a, powinnaś ukarać również nas. Tak byłoby sprawiedliwie. Robiliśmy dokładnie to samo.

– Nie – rzekła Maryse po dłuższej chwili, kiedy już się wydawało, że nic nie powie. – Tak nie było.

***

– Zasada anime numer jeden – powiedział Simon. Siedział oparty o stos poduszek rzuconych na podłogę obok łóżka, z paczką chipsów ziemniaczanych w jednej ręce i pilotem w drugiej. Miał na sobie czarną bawełnianą koszulkę i dżinsy z dziurą na kolanie. – Nigdy nie zadzieraj ze ślepym mni-chem.

– Wiem. – Clary wzięła chipsa z torebki i umoczyła go w mis­ce z sosem stojącej na tacy między nimi. – Z jakiegoś powodu oni zawsze lepiej walczą niż mnisi, którzy widzą. – Zerknęła na ekran. – Czy ci faceci tańczą?

– Nie tańczą. Próbują się pozabijać. Ten gość jest śmiertelnym wrogiem tego drugiego, nie pamiętasz? Zabił jego tatę. Dlaczego mieliby tańczyć?

Clary chrupała chipsa, patrząc w zamyśleniu na ekran, gdzie między dwoma skrzydlatymi mężczyznami, którzy fruwali wokół siebie ze świetlnymi mieczami w rękach, falowały animowane kłęby różowo-żółtych chmur. Od czasu do czasu bohaterowie coś mówili, ale ponieważ był to japoński film z chińskimi napisami, dialogi niewiele wyjaśniały.

– Ten w kapeluszu to zły facet? – spytała.

– Nie, facet w kapeluszu był ojcem. Zły to ten z mechaniczną ręką, która mówi. W tym momencie zabrzęczał telefon. Simon odłożył paczkę chipsów i zrobił ruch, jakby zamierzał wstać i go odebrać, ale Clary położyła dłoń na jego nadgarstku.

– Nie. Niech dzwoni.

– To może być Luke. Może dzwonić ze szpitala.

– To nie Luke – powiedziała Clary z przekonaniem, którego w rzeczywistości wcale nie czuła. – Zadzwoniłby na moją komórkę, a nie na twój domowy numer.

Simon patrzył na przyjaciółkę przez dłuższą chwilę, po czym opadł z powrotem na dywan obok niej.

– Skoro tak twierdzisz.

Clary słyszała powątpiewanie w jego głosie, ale również niewypowiedziane słowa: „Ja tylko chcę, żebyś była szczęśliwa”. Nie wierzyła, że to w ogóle jest możliwe w sytuacji, kiedy matka leżała w szpitalu podłączona rurkami do piszczącej aparatury, a Luke siedział na twardym plastikowym krześle przy jej łóżku i wyglądał jak zombie. W dodatku Clary przez cały czas martwiła się o Jace’a. Dziesiątki razy sięgała po telefon, żeby zadzwonić do Instytutu, i odkładała słuchawkę, nie wykręciwszy numeru. Gdyby Jace chciał z nią rozmawiać, sam by się odezwał.

Może popełniła błąd, zabierając go ze sobą do szpitala, żeby zobaczył Jocelyn. Była pewna, że matka się obudzi, kiedy usłyszy głos pierworodnego syna. Niestety, nie obudziła się, a Jace stał sztywno obok łóżka, z pustym, obojętnym wzrokiem. Clary w końcu straciła cierpliwość i na niego nakrzyczała, na co on też zareagował krzykiem i wypadł z sali. Luke, który obserwował go z klinicznym zainteresowaniem malującym się na zmęczonej twarzy, zauważył:

– Po raz pierwszy zobaczyłem, że zachowujecie się jak brat i siostra.

Clary nie odpowiedziała. Nie było sensu mówić, jak bardzo chciała, żeby Jace nie okazał się jej bratem. Nie można zmienić DNA, choćby nie wiadomo jak się tego pragnęło. Choćby nie wiadomo jak by ją to uszczęśliwiło.

Ale nawet jeśli nie mogła być szczęśliwa, przynajmniej tutaj, u Simona, w jego sypialni, czuła się swobodnie, jak u siebie. Znała go dostatecznie długo, by pamiętać, że kiedyś miał łóżko w kształcie wozu strażackiego i stosy klocków lego leżące w kącie pokoju.
Teraz miał futon z kołdrą w kolorowe paski, prezent od siostry, a na ścianach wisiały plakaty z zespołami takimi jak Rock Solid Panda i Stepping Razor. W kącie, gdzie kiedyś walały się klocki, teraz stał zestaw perkusyjny, a w drugim komputer, na którego ekranie widniał zamrożony obraz z „World of Warcraft”. Czuła się tutaj prawie jak we własnym domu... który już nie istniał, więc dobrze, że przynajmniej miała tyle.

– Za dużo chibi – stwierdził ponurym tonem Simon. Wszystkie postacie na ekranie zmieniły się w calowe dziecięce wersje samych siebie i goniły się wokół garnków i patelni. – Zmieniam kanał. – Sięgnął po pilota. – Znudziło mi się już to anime. Nie wiem, na czym polega intryga, a w dodatku nikt tutaj nie ma płci.

– Oczywiście, że nie – powiedziała Clary, biorąc następnego chipsa. – Anime to zdrowa rodzinna rozrywka.

– Jeśli jesteś w nastroju do mniej zdrowej rozrywki, moglibyśmy spróbować kanałów porno – zaproponował Simon. – Wolisz „Czarownice z Cyckowa” czy „Kiedy kładę się z Dianne”?

– Daj mi to! – Clary sięgnęła po pilota, ale Simon ze śmiechem przerzucił na inny kanał. Ucichł tak raptownie, że Clary spojrzała na niego zaskoczona. Zobaczyła, że przyjaciel gapi się tępo w telewizor. Leciał w nim stary, czarno-biały „Dracula”. Oglądała kiedyś ten film razem z matką. Na ekranie akurat pojawił się Bela Lugosi, chudy, o białej twarzy, w znajomej szacie z wysokim kołnierzem. Pokazując w uśmiechu ostre zęby, oświadczył z twardym węgierskim akcentem:

– Nigdy nie piję... wina.

– Uwielbiam, kiedy pajęczyny są zrobione z gumy – powiedziała Clary, siląc się na lekki ton.

– Od razu to widać.

Ale Simon już wstał z podłogi, rzucił pilota na środek łóżka i mruknął:

– Zaraz wracam.

Jego twarz miała barwę zimowego nieba tuż przed deszczem. Clary odprowadziła go wzrokiem, przygryzając wargę. Po raz pierwszy, odkąd jej matka znalazła się w szpitalu, uświadomiła sobie, że może Simon też nie jest zbyt szczęśliwy.

***

Wycierając włosy ręcznikiem, Jace z marsową miną patrzył na swoje odbicie w lustrze. Znak uzdrawiający poradził sobie z najgorszymi obrażeniami, ale nie pomógł na cienie pod oczami ani na drobne zmarszczki w kącikach ust. Głowa go bolała, był nieco oszołomiony. Powinien rano coś zjeść, ale zaraz po obudzeniu się miał mdłości i ciężko dyszał po nocnych koszmarach. Nie chciał tracić czasu na jedzenie, tylko rzucić się w wir fizycznej aktywności, żeby wymazać sny siniakami i potem.

Cisnął ręcznik na bok i pomyślał z tęsknotą o słodkiej czarnej herbacie, którą Hodge parzył z nocnych kwiatów rosnących w oranżerii. Napar łagodził skurcze głodowe i szybko dodawał energii. Po zniknięciu nauczyciela Jace próbował gotować liście w wodzie, żeby osiągnąć ten sam efekt, ale otrzymał w rezultacie gorzki płyn o smaku popiołu. Zakrztusił się nim i zaczął pluć.

Boso poszedł do sypialni, włożył dżinsy i czystą koszulkę. Odgarnął w tył mokre blond włosy, marszcząc brwi. Stwierdził, że są już za długie; wpadały mu do oczu. Za takie rzeczy Maryse zawsze go karciła. Choć nie był ich biologicznym dzieckiem, Lightwoodowie traktowali Jace’a jak syna, odkąd adoptowali go w wieku dziesięciu lat po śmierci jego ojca. Rzekomej śmierci, poprawił się w myślach Jace. Natychmiast wróciło uczucie pustki w brzuchu. Przez kilka ostatnich dni czuł się tak, jakby wyrwano mu widelcem wnętrzności, a zarazem przyklejony uśmiech nie schodził z jego twarzy. Jace często się zastanawiał, czy cokolwiek z tego, co wiedział o swoim życiu albo o sobie, w ogóle jest prawdą. Uważał, że jest sierotą, a wcale nim nie był. Sądził, że jest jedynakiem, a miał siostrę. Clary. Ból wrócił, jeszcze silniejszy, ale Jace go zdusił. Jego wzrok padł na odłamek lustra leżący na komodzie.
Zachował się w nim obraz zielonych gałęzi i kawałka błękitnego nieba. W Idrisie zapadał zmierzch. Niebo miało kobaltową barwę. Dręczony przez uczucie pustki, Jace wciągnął buty i ruszył na dół do biblioteki.

Zbiegając po kamiennych stopniach, zastanawiał się, co Maryse chce mu powiedzieć na osobności. Wyglądała, jakby chciała odciągnąć go na bok i uderzyć. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz podniosła na niego rękę. Ligthwoodowie nie uznawali kar cielesnych, co stanowiło odmianę po metodach wychowawczych Valentine’a, który wymyślał najróżniejsze bolesne sposoby, żeby wymusić posłuszeństwo. Skóra Nocnego Łowcy szybko sie ­goiła, nawet z najgorszych ran. W dniach i tygodniach po śmierci ojca Jace pamiętał, jak szukał blizn na ciele, śladów, które stanowiłyby pamiątkę wiążącą go fizycznie ze zmarłym rodzicem. Gdy dotarł do biblioteki, zapukał raz i otworzył drzwi. Maryse już na niego czekała, siedząc w starym fotelu Hodge’a przy kominku. W świetle wpadającym przez wysokie okna Jace dostrzegł pasma siwizny w jej włosach. Trzymała w ręce kieliszek czerwonego wina. Na stoliku obok niej stała karafka z rżniętego szkła.

– Maryse – powiedział.

Drgnęła, rozlewając trochę wina.

– Jace. Nie słyszałam, jak wszedłeś.

– Pamiętasz piosenkę, którą śpiewałaś Isabelle i Alecowi, kiedy byli mali i bali się ciemności?

– O czym ty mówisz? – Maryse wyglądała na poruszoną.

– Słyszałem was przez ścianę – powiedział Jace. – Sypialnia Aleca była wtedy obok mojej. Maryse milczała.

– Była po francusku. Ta piosenka.

– Nie wiem, dlaczego miałbyś coś takiego pamiętać. – Patrzyła na niego z taką miną, jakby o coś ją oskarżał.

– Mnie nigdy jej nie śpiewałaś.

– Ty nigdy nie bałeś się ciemności – odparła Maryse po ­chwili wahania.

– A jaki dziesięciolatek nie boi się ciemności?

Jej brwi powędrowały w górę.

– Siadaj, Jonathanie – rzuciła rozkazującym tonem.

Jace ruszył przez pokój. Szedł specjalnie wolno, po to, by ją zirytować. Opadł na jeden z foteli z wysokim oparciem, stojących przy biurku.

– Wolałbym, żebyś nie nazywała mnie Jonathanem.

– Dlaczego? To twoje imię. – Popatrzyła na niego badawczo. – Od jak dawna wiesz?
– Co wiem?

– Nie udawaj głupiego. Dobrze wiesz, o co pytam. – Obróciła kieliszek w palcach. – Od jak dawna wiesz, że Valentine jest twoim ojcem?

Jace zastanowił się nad kilkoma odpowiedziami i wszystkie odrzucił. W takich sytuacjach zwykle radził sobie, rozśmieszając przybraną matkę. Należał do nielicznych osób, które potrafiły pobudzić ją do śmiechu.

– Prawie od tak dawna jak ty.

Maryse pokręciła głową.

– Nie wierzę.

Jace usiadł prosto. Dłonie spoczywające na oparciach fotela zacisnęły się w pięści. Widział, że jego palce lekko drżą, i zastanawiał się, czy kiedykolwiek wcześniej przytrafiło mu się coś takiego. Nie sądził. Zawsze miał ręce pewne jak bicie serca.

– Nie wierzysz mi?

Usłyszał niedowierzanie we własnym głosie i skrzywił się. Oczywiście, że mu nie wierzyła. To było oczywiste od chwili, kiedy wróciła do domu.

– To nie ma sensu, Jace. Jak mogłeś nie wiedzieć, kto jest twoim ojcem?

– Mówił mi, że jest Michaelem Waylandem. Mieszkaliśmy w wiejskim domu Waylandów... – A twoje imię? Jak brzmi twoje prawdziwe imię.

– Przecież je znasz.

– Jonathan. Wiedziałam, że tak miał na imię syn Valentine’a. Wiedziałam, że Michael również miał syna o imieniu Jonathan. To imię dość powszechne wśród Nocnych Łowców. Nigdy nie uważałam za dziwne tego, że dwaj chłopcy noszą takie samo imię, a jeśli chodzi o drugie imię syna Michaela, nie zapytałam o nie nigdy.

Miasto popiołów
Dary Anioła Tom 2

książka

Wydawnictwo: Mag

Oprawa: miękka

Ilość stron: 528

Dostępność: niedostępny

DARMOWA DOSTAWA od 50zł
(przy przedpłacie) Pocztą Polską

Nasza cena: 32,12

Cena detaliczna: 34,91

dodaj do przechowalni

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

27,93

Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje

  • Inne wydania

Miasto popiołów, Dary Anioła Tom 2 - opis produktu:

Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną.
Nazywają ich Shadowhunters.
Shadowhunters przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela. Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze.
Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki.
W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą martwe ciała zabitych Shadowhunters.
Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Shadowhunters, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również Mortal Instruments, trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom.
Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich.

Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli Mortal Instruments.
I było tak aż do Powstania, wojny domowej, która niemal na zawsze zniszczyła tajemny świat Shadowhunters. I mimo że od śmierci Valentine`a, Shadowhuntera, który rozpoczął wojnę, minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły.
Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych.
A Kielich zaginął...

Miasto popiołów, Dary Anioła Tom 2 - wybrana recenzja:

Loumee 3 maj 2011

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Valentine oficjalnie powrócił. I nie pozwoli o sobie zapomnieć. Chce zdobyć wszystkie Dary Anioła, by móc stworzyć własną armię. Armię, dzięki której będzie niepokonany. Jest już coraz bliżej zwycięstwa. Przez niego życie Clary i Jace'a stało się jeszcze bardziej skomplikowane. Chłopak i dziewczyna nie potrafią odnaleźć się jako swoje rodzeństwo, przez uczucie, które ciągle do siebie żywią. Do tego Jace jest podejrzany o spiskowanie z ojcem. Kiedy chłopak zostaje zamknięty w Cichym Mieście, staje się coś strasznego - wszyscy Cisi Bracia zostają zamordowani, a Miecz Anioła znika. Kolejny etap zakończony. Valentine potrzebuje jeszcze krwi. Krwi czterech stworzeń - między innymi krwi dziecka wampira i dziecka wilkołaka. Młodzi stają się więc celem... Tak naprawdę ta część nie podobała mi się tak jak pierwsza. Czegoś w niej zabrakło, ale jakoś nie wiem, czego. Ale i tak polecam!

Sprawdź wszystkie recenzje

Miasto popiołów, Dary Anioła Tom 2 - szczegółowe informacje:

Dział: Książki
Wydawnictwo: Mag
Oprawa:miękka
Wymiary:135x205
Ilość stron:528
ISBN:978-83-7480-135-5
Wprowadzono: 30.03.2009
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Miasto popiołów, Dary Anioła Tom 2 - recenzje klientów

7 październik 2013

Gdy okazuje się, że świat, w którym żyjesz to nie jedynym światem, gdy Twoja zwyczajna matka okazuje się być pogromczynią demonów zwaną Nocnym Łowcą, a ojciec jest jednym z najpotężniejszych Nocnych Łowców, jednak ma nie do końca dobre zamiary, gdy chłopak, którego kochasz nigdy nie będzie Ci przeznaczony? nie ma innej opcji niż taka, że Twoje życie obraca się w jednej chwili o 180?? A to nie wróży nic dobrego.

?(?) nie żyjemy i nie kochamy w próżni.?

Po wstrząsających wydarzeniach z tomu pierwszego, akcja na początku tomu drugiego odrobinę się uspokoiła. Ale nie na długo. Świat, w którym demony nieustannie próbują zdobyć władzę ? to już codzienność dla Clary, która powoli godzi się z własną, nowo odkrytą naturą ? należy do Łowców Nocy, jest pół-aniołem, strażnikiem ludzkości mającym na celu walkę z demonami. Ciężko jest się jej pogodzić z wiadomością kto jest jej ojcem oraz że ukochany Jace jest jej bratem.

Jednak Jace także nie ma lekko, kiedy wyszło na jaw, że jest synem Valentine?a podejrzewany jest o zdradę, za co potężna i nieustępliwa Inkwizytorka wtrąca go do więzienia ukrytego pod Miastem Kości. Niedługo po tym, Valentine atakuje siedzibę Cichych Braci zostawiając przy życiu Jace?a, ale zabierając drugi magiczny artefakt Anioła Razjela ? Miecz. Dlaczego nie zabił Jace?a, skoro już nie raz poświęcał dla własnego dobra inne wartości? W międzyczasie matka Clary okaże się nieprzytomna z powodu magicznej śpiączki w jaką sama się wprowadziła, by uchronić siebie i Clary przed Valentine?em, bohaterowie poznają chłodną i bezlitosną królową Jasnego Dworu, a Simon będzie przeżywał bardzo trudne chwile walcząc ze swoją naturą i uczuciami. Natomiast Valentine stara się być zawsze o krok przed Clave. Tym razem ma na usługach potężnego demona, Demona Strachu ? Agramona. Czy ktoś będzie w stanie go powstrzymać? Clary, Jace, Isabelle, Alec i Simon będą musieli połączyć swoje siły w obliczu niebezpieczeństwa i ratować siebie nawzajem. Czy im się to uda?

Pisarka ma bardzo lekki styl, jednak niepozbawiony wymyślnych metafor, porównań, epitetów i bogatych opisów, nie mówiąc już o samych neologizmach jakie stworzyła w celu wzbogacenia wykreowanego świata. W tym tomie zdecydowanie przeważają demony, ale nie zabraknie wampirów, wilkołaków, wróżek, czarodziejów i czarownic oraz wielu innych niezwykłych i magicznych postaci. Główni bohaterowie są jak żywi, zmagają się z problemami nieznanymi dla nas, ale także z własną naturą i uczuciami, nierzadko skomplikowanymi. W drugim tomie pisarka skupi się nie tylko na Clary, ale także na Jace?ie i Simonie, którzy będą przeżywali naprawdę ciężkie chwile w swoim życiu. Pojawią się też nowi bohaterowie, jacy? Sprawdźcie sami.

Cassandra Clare, naprawdę Judith A.Rumelt, to znana, amerykańska pisarka. Światową sławę zyskała dzięki liczącej sobie 6 tomów serii książek dla młodzieży ?Dary Anioła?. Napisała także równie ciepło przyjętą przez krytyków literackich trylogię ?Diabelskie Maszyny?. Jeśli chodzi o serię ?Dary Anioła? to mam wrażenie, jakby Cassandra Clare specjalnie uknuła taką, a nie inną intrygującą fabułę wyobrażając sobie jak z każdą kolejną stroną na twarzy czytelnika maluje się niedowierzanie i szok. Wprawdzie to tom pierwszy obfitował w najbardziej szokujące odkrycia, to tom drugi wcale nie jest gorszy. Akcja z początku rozkręca się troszkę mozolnie, jednak warto zaczekać na rozwój wydarzeń. Z każdą kolejną stroną ciężko jest się oderwać od lektury tej książki.

Moim zdaniem Cassandra Clare stworzyła niepowtarzalną serię książek i jedyne czego się obawiam, to że w dobie mało twórczego pisarstwa, po fenomenalnym sukcesie książek i filmu powstanie wiele innych powieści ściśle wzorowanych na schematach jakie wyraźnie da się dostrzec w książkach Clare. Obym jednak była złym prorokiem. ?Miasto popiołów? polecam równie bardzo jak ?Miasto Kości?. Jestem usatysfakcjonowana lekturą powieści, pomysłem Clare na fabułę, świat oraz bohaterów. Serdecznie zachęcam do lektury!

jstepaniak(at)wp.pl 26 kwiecień 2011

W 3 części "Miasto szkła" Jace i clary są razem. okazuję się że nie są rodzeństwem ! ;*
Pozdro dla fanów trylogii Dary anioła ! < 3

Pokaż więcej

rubihall(at)go2.pl 27 czerwiec 2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Miasto Popiołów to drugi tom trylogii Dary Anioła. Część pierwsza, czyli Miasto Kości praktycznie od razu zostało okrzyknięte kolejnym hitem dla nastolatków, co znajduje potwierdzenie w entuzjastycznych wpisach na forach internetowych. Sama również ze sporą przyjemnością ją przeczytałam, dlatego teraz z ciekawością sięgnęłam po Miasto Popiołów.
Powieść kontynuuje wątki zarysowane w poprzedniej części. Nasi młodzi bohaterowie: Clary, Jace, Simon i Alec nadal są nieco powiązani skomplikowanymi relacjami uczuciowymi. A nawet, choć wydaje się to niemożliwe, ich wzajemne układy ulegają jeszcze większemu zagmatwaniu, na skutek wizyty w Jasnym Dworze. Valentine Morgenstern staje się coraz bardziej groźny i zaczyna bezpośrednio zagrażać Nefilim. Oczywiście nasi bohaterowie starają się ze wszystkich sił przeciwstawić się mu, ale niestety nie mając oparcia w dorosłych (prócz Lukea) a wręcz mając ich przeciw sobie (przybrana rodzina Jacea, inkwizytorka, Clave) nie mogą wiele zdziałać. Ponadto Simon przemienia się w wampira.
Wartka i obrazowo opisana akcja, dowcipne dialogi, wciągająca fabuła (może momentami nieco zbyt infantylna) sprawiają, że książkę czyta się w sposób ekspresowy. Nie można jednak powiedzieć, by autorka nie chciała ukazać głębi uczuć swoich bohaterów. Skomplikowane relacje między nastolatkami, miłość między rodzeństwem, która bynajmniej braterską nie jest, narastająca zazdrość, wątek homoseksualny są pretekstem do pojawiających się co rusz rozterek i rozważań bohaterów odnośnie uczuć, zachowań, sytuacji jakie miały miejsce. Chciałoby się te wszystkie relacje określić mianem toksycznych, ale byłoby to jednak zbytnim uproszczeniem. A jednak np. stosunki między Jace a Valentinem idealnie oddawałoby to określenie. Wszystkie te monologi wewnętrzne i zewnętrzne nie zakłócają bynajmniej lektury. Ubarwiają ją na swój sposób i dodają kolorytu.
Cassandra Clare wykazała się i niezłym warsztatem pisarskim tworząc pozycję, która potrafi zainteresować młodego czytelnika, nie znudzić go w trakcie lektury i sprawić, by z niecierpliwością czekał na kolejny tom.
Lekturę polecam wszystkim, którzy lubią książki fantasy z wątkami miłosnymi.

23 marzec 2010

Clary Fray ma poważny problem. Jej najlepszy przyjaciel, Simon, zakochał się w niej, a walczący z demonami Jace, może być jej bratem, jej mama leży w śpiączce w szpitalu - ach, a czy wspomnieliśmy już że zły facet Valentine wzywa armię demonów aby przejąć kontrolę nad światem? Wystarczy tego aby każda normalna dziewczyna zaczęła wrzeszczeć z rozpaczy, ale Clary nie jest zwyczajną dziewczyną - jest Nocnym Łowcą, pogromczynią wampirów i w książce Cassandry Clare Miasto Popiołów jej życie staje się bardzo skomplikowane.

Mimo magicznych elementów Miasto Popiołów nie jest z całą pewnością ani bajką ani książką fantasy. Autorska wizja współczesnego Manhattanu jest ostra i konsekwentna, wojownicy mają oczy podkreślone mieniącym się tuszem i noszą modne skórzane spodnie a wróżki urządzają odjazdowe imprezy. Pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji wątek trzyma czytelnika w stałym napięciu i nieświadomości a opisy bohaterów są tak dokładne, że można sobie z łatwością ich wyobrazić.

Co więcej, prawdziwym powodem, dla którego nie będziesz mógł odłożyć Miasta Popiołów to jego zadziwiające postaci. Dramat rozgrywający się między Clary i jej przyjaciółmi tak Cię wciągnie, że ledwie zauważysz że noszą miecze anielskie, jeżdżą na latających motorach i zmieniają się w wampiry.

Clary jest sprytna i zaradna - dokładnie taka jaką chciałbyś mieć u boku podczas ataku demona. Nie jest tylko walczącą z wampirami heroiną ale również nastolatką rozdartą pomiędzy romantycznym uczuciem do wampira, którym stał się jej przyjaciel Simon a miłością do Jace, fascynującego Nocnego Łowcy, pełnego uroku gościa, który być może jest jej bratem?

Na pewno nie oprzesz się wspaniałemu Jace'owi. Miłosny trójkąt jest niesamowity ale autorka doskonale go rozwija.
Oczywiście nawet najzagorzalsi miłośnicy fantasy będą całkowicie usatysfakcjonowani szybkimi sekwencjami walki. Ale uwaga, doskonałe przedstawienie przez Cassandrę Clare ciemnych sił; wojsk Valentine'a może być przerażające i trochę odrażające...

12 styczeń 2010

"Miasto popiołów" zapierająca dech w piersiach kontynuacja "Miasto kości". Książki po prostu są świetne.Naprawdę bardzo wszystkim gorąco polecam. Już nie mogę się doczekać III tomu, ale jakoś dam radę. Pozdrawiam!

3 grudzień 2009

Na stronie wydawnictwa jest informacja,że 3 cześć bedzie w kwietniu,trzeba czekać.

30 listopad 2009

a czy już jest 3 cz po polsku???

angela_lola_french19(at)onet.pl 30 listopad 2009

ta książka jest boska
podoba mi się ta relacja między jace'em a clare; chcą być razem ale nie mogą, ja mam poprostu nadzieję, że okaże się że będą mogli być razem;;;

kwerjnwerjnpnre 19 listopad 2009

zmirzch przy tym wymieka ten gosciu ma racje ja tez kocha mta ksiazke ,lubie zmierzch ale on nie ma prawa sie mierzyc z ta ksiazka !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!11

xxDettwetwetwt 17 listopad 2009

kocham ta książke jest super ! siom jes tvampirem w 2 częsci i to mi sie podoba jes duzo lepsza od zmierzchu !!! zmierzh tez fajny ale miasto kosci i misto popiolow DUZO LEPSZA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KOCHAM TA KSIAZKE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!JEST SUPER !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ZMIERZH PRZY TYM WYMIĘKA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!11

6 listopad 2009

Druga część tak samo dobra jak pierwsza. Ciągle coś się dzieje, że aż chce się wiedzieć jak to się skończy.Cieszę się, że miłość Clary i Jacea nie została definitywnie zakończona pomimo tego,czego się dowiedzieli w I cześci.Ale czy to prawda?-po tej części są wątpliwości. Ponadto nadal można sie posmiać z wypowiedzi bohaterów. Polubiłam jeszcze bardziej Aleca i Magnusa. Intrygują mnie sny Clary. Widzi w nich Jacea z białymi skrzydłami i Simona z zakrwawionymi czarnymi skrzydłami.Być może ma to związek, że Simon napił się krwi Jacea. Na koniec fragment, który tak jakoś ... no jest smutny:"Od tej chwili będę tylko twoim bratem - oświadczył(...), a ona chciała krzyknąć, żeby przestał, bo roztrzaskuje jej serce na kawałki".

17 październik 2009

Hmm.. Fajna. Ale też i troszkę naiwna. Za dużo dziwactw. Oparta z całą pewnością na Zmierzchu. Masa RAŻĄCYCH podobieństw. A te dziwactwa i przesada z niektórymi postaciami (pożeracze itd) i mocami kojarzy mi się z Intruzem, który mnie nie powalił, niestety. Czytałam też Igrzyska Śmierci, ale NIC nie pobije Zmierzchu i nic jemu nie dorówna. Tylko Stephanie M. pisze tyle, ile trzeba, nie za mało nie za dużo, a akcja płynie tak miękko, że 800 stron można przeczytać na jednym oddechu.. :)
Pozdrawiam.

troll_lodz(at)tlen.pl 16 październik 2009

Jeżeli podoba Wam się seria Dary Anioła to przeczytajcie w między czasie Słodką jak krew Petra Neomillner a na pewno też będziecie czekać na kolejną część Gwarantuję

3 październik 2009

Niesamowita seria! Urzekła mnie w niej historia, napięcie, bohaterowie, styl pisania i oczywiście poczucie humoru! Naprawdę warta przeczytania.

Jeśli ktoś chciałby podyskutować na temat tych książek zapraszam na forum shadowhunters.fora.pl

10.00 10.00

Cassandra Clare - przeczytaj też

rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: