zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Matematyka konkretna 2 (PUS) - PRACA ZBIOROWA .

Matematyka konkretna 2 (PUS) Zegar i ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 12,88 10,94

Maskarada - Penny Jordan

Maskarada

Penny Jordan

cena: 18,14

Martwy i nieobecny - Charlaine Harris

Martwy i nieobecny seria: Sookie ...

Charlaine Harris

cena: 34,91 27,93

Martin Eden - Jack London

Martin Eden (lektura z opracowaniem)

Jack London

cena: 10,91 9,27

Marketing - Philip Kotler, Gary Armstrong

Marketing Wprowadzenie

Philip Kotler,

Gary Armstrong

cena: 117,11

MARIA - Heinz-Lothar Worm

MARIA

Heinz-Lothar Worm

cena: 33,48

Mama tata i ja - PRACA ZBIOROWA .

Mama tata i ja Książeczka maluszka

PRACA ZBIOROWA .

cena: 8,88 7,55

Mam 6 lat i idę do szkoły - Bożena Janiszewska

Mam 6 lat i idę do szkoły Poradnik dla ...

Bożena Janiszewska

cena: 24,50

Małpy Pana Boga - Maciej Parowski

Małpy Pana Boga Słowa

Maciej Parowski

cena: 35,41

Matematyka miłości przeczytaj fragment książki
Matematyka miłości

Ze snu wyrwał mnie dygot, a zimno napierało na mnie, jakby chciało się wedrzeć w sam szpik
moich kości. Uświadomiłam sobie, że zaspałam. Nie było słońca, więc może dlatego tak zmarzłam.
Byłam głodna, a obiecałam, że o dziesiątej zjawię się w stajni. Umyłam się i ubrałam jak najszybciej,
nie fatygując się włączaniem radia, bo to już nie miało sensu: to gadanie dochodziło ze zbyt wielkiej
odległości. Czesałam właśnie włosy, kiedy mój wzrok padł na stertę malowanek Cecila. Zabrałam je
wraz z pędzlem na parter.
Cecila nie było w kuchni, więc zjadłam kanapkę, poszłam do jego pokoju i włożyłam kolorowanki
wraz z pędzlem do jego szafki. Łóżko zalatywało słodkawym, wilgotnym zapachem. Ciekawe, czy
Susan by zmieniła mu pościel.
Na ścianie widniał nowy obrazek. Cecil rozpryskał śnieżnobiałą farbę jak śnieg na brązowym
zwierzęciu z nogami długimi jak koń, leżącym na białej plamie, z czerwienią wokół głowy; ściekała
po ścianie na podłogę. Kiedyś powiedział, że miewa złe sny - może to jeden z nich. Biedak.
Wychodząc, niemal wpadłam na Raya w korytarzu przed kuchnią. Niósł reklamówkę pełną
butelek.
- A, cześć. Znowu wychodzisz?
- Theo i Eva dali mi pracę.
- Coś takiego - mruknął, przesuwając ręką po rozczochranych włosach. - Doskonałe wieści. A jakie
masz godziny pracy?
- Jeszcze nie wiem. Pewnie pracuję wtedy, kiedy mnie potrzebują. Na ogół rano. - Usiłowałam go
wyminąć, a potem przyszło mi do głowy, że powinnam powiedzieć coś o Cecilu.
- Eee... wydaje mi się, że Cecil zmoczył łóżko
- No nie, znowu? - Westchnął w dość teatralny sposób i uśmiechnął się do mnie
porozumiewawczo, coś w rodzaju „My, dorośli, trzymamy się razem”. - Coraz z nim gorzej. Chyba
muszę się tym zająć. Kto by pomyślał, że ttuż obok ma łazienkę.
- Po prostu jest mały.
- Niestety. - Zerknął za moje plecy w stronę kuchni. - A to mi przypomina... Belle mówi, że
wczoraj zaprowadziłaś go na górę.
- Tak?
- Oczywiście chciałaś dobrze, ale skoro jest tu Belle... chyba lepiej, żeby trzymał się swojej części
domu. Jest bardzo mały, a to taki wielki dom, że trudno będzie nad nim zapanować, jeśli zacznie po
nim swobodnie buszować. Rozumiesz?
- Nie robił nic złego. Byłam z nim. I chyba w ogóle by nie napsocił.
- No, może nie. Ale... widzisz... chciałem ci to tylko powiedzieć. Lepiej dla niego, żeby nie
przyzwyczajał się do bywania na piętrze.
- Dlaczego?
- Bo... jak powiedziałem... powiedziałem? Kiedyś chodził za Susan, ale teraz nikt nad nim nie
czuwa. A gdyby wpadł na Belle... jej by się to wcale nie spodobało.
Poddałam się. Zresztą ja też nie życzyłam Cecilowi, żeby wpadł na Belle, a Ray po raz pierwszy
mnie o coś poprosił. Więc powiedziałam:
- W porządku. A on powtórzył:
- Świetna sprawa z tą pracą.
Potem się wyprostował, cicho westchnął i wrócił do kuchni, a ja wyszłam z domu i ruszyłam przez
chrupiącą, spieczoną trawę pomiędzy drzewa.
Kiedy dotarłam do stajni, Eva siedziała na piętrze przy biurku, wśród stert dokumentów.
- O, Anna, Bogu niech będą dzięki! Usiłuję właśnie się połapać w tych rachunkach, ale powinnam
pisać przemówienie do Madrytu. Weź sobie kawy, a ja ci pokażę, co trzeba zrobić.
Posortowałam wszystkie dokumenty tak, jak mi pokazała: sprzęt, materiały, koszty podróży, koszty
zamieszkania, wywoływanie, honoraria i tak dalej, a sumy spisałam jak najporządniej w rubryce z
prawej strony w wielkiej księdze rachunkowej i jakoś nie przyszło mi do głowy, że coś takiego
powinno mnie śmiertelnie znudzić. Na rachunkach były nazwy w rodzaju: „Hotel Mamounia,
Marrakesz”, a na jednej „Ernst Letiz Wetzlar Gmbh », a potem czarne kanciaste litery pełne
zawijasów, takie jakimi pisali mnisi. Spytałam o to Evę. Rzuciła okiem i wyjaśniła:
- To z Niemiec. Naprawy szkód w wyniku działania piasku i wstrząsu. Jedna leica spadła mi z
piramidy. Pasek się przerwał.
- W Egipcie?
- Tak. To była praca zlecona - gdzieś znajdziesz fakturę, chyba z „Time-Life”. Nieważne Na
szczęście leicę można reperować bez końca. Na czym stanęłam?
Wróciłam do rachunków. Niektóre brzmiały mniej egzotycznie, ale też frapująco, na przykład
„British Museum” i rachunek od Fortnuma&Masona, na którym widniał napis ręką Evy „czekoladki
dla Andrieja Sacharowa”. Wydało mi się, że znam to nazwisko.
W końcu została mi tylko sterta papierków, z którymi nie wiedziałam, co zrobić. Więc musiałam
zaczekać, usiłując nie robić takiej miny, jakbym czekała, bo Eva znowu rozmawiała przez telefon.
A potem usłyszałam skrobnięcie zapałki i ten cichy odgłos, którzy ludzie wydają po pierwszym
zaciągnięciu się papierosem, i do pokoju wszedł Theo, jeszcze trochę mrużąc oczy przed słońcem.
Szedł w chmurze zapachu odczynników, z którą mieszał się dym papierosowy.
- Zostaniesz na obiad, prawda? - spytał, niemal jakby to było całkiem naturalne, a ja powiedziałam,
że bardzo chętnie. I znowu to on go zrobił.
Byliśmy prawie w połowie, kiedy zebrałam się na odwagę i spytałam:
- Czy... czy będę wam potrzebna po południu?
Miałam nadzieję, że nie widać, jak bardzo na to liczę. Wzięłam jeszcze jeden kawałek kruszącego
się czarnego chleba, kwaśnego, z posmakiem dymu, żywego, i zrozumiałam, że bardzo, bardzo nie
chcę wracać... nie mogłabym powiedzieć „do domu", tylko „do Kersey Hall”. Ale gdzie miałabym się
podziać, gdyby Theo i Eva mnie nie chcieli?
- Theo, chciałeś pokazać Annie, jak się wywołuje zdjęcia? Theo patrzył na mnie.
- Tak, ale boję się, że jeszcze nie wszystko zrobiłem.
Eva wytarła bagietką sos po sałatce wprost z salaterki i włożyła ją sobie do ust.
- Coś ci powiem. Dajmy jej F2 i rolkę HP4, to sama je zrobi. O wiele więcej nauczy się na
własnych błędach, niż przyglądając się twojej pracy.
- Bardzo dobry pomysł - powiedział Theo. - Anno, co powiesz?
- Co to jest F2?
- Nikon... aparat fotograficzny - wyjaśniła Eva. - A HP4 to dobra amatorska klisza - bardzo
uniwersalna. Sama jej czasem używam Nawet Theo uznał, że nie jest zła, choć w Kalkucie nie mógł
dostać nic innego i miał do wyboru albo pracować na niej, albo umrzeć z głodu.
- Czarno-biała? - spytałam, usiłując ich naśladować. W ich głosach i słowach czuć było zapach
samolotów, whisky i maszyn do pisania, jak w Mieć i nie mieć i innych podobnych filmach.
- Tak - powiedziała Eva. - Wszystko zaczyna się od niej. - I przez chwilę przypominała mi moją
nauczycielkę historii, pannę Hudson, choć nie mogłam podejrzewać, że Eva pozwoliłaby się chłopcom
doprowadzić do załamania nerwowego. - Oczywiście kolor jest ważny Nawet bardzo. Ale fachu
uczysz się na świetle, formie, cieniach, teksturze, strukturze. - Przysunęła mi miskę brzoskwiń. -
Zainteresowana?
Podczas gdy Theo robił kawę, Eva włożyła mi w ręce aparat. Był wielki i ciężki, porysowany i
wytarty w miejscach, gdzie dotykały go palce. Moje palce zacisnęły się dokładnie na tych miejscach, a
kiedy przyłożyłam go do oka, poczułam na twarzy jego dotyk, trochę zimny, trochę ciepły. Pachniał
papierosami Theo. Eva pokazała mi, jak działa. Był zupełnie inny niż ididiotenkamera mamy - trzeba
było obracać różne pokrętła i tak dalej. Ważne było, co ma być ostre, a co niewyraźne, co jest w
zdjęciu ważne, a co nie. Wszystko obracało się gładko i solidnie, jak ten stary jaguar chłopaka mamy,
utracony, gdy bank zakręcił kurek, cały w grubej skórze, z drzwiami zamykającymi się z cudownym
głuchym pacnięciem. Tego chłopaka akurat lubiłam, przypomniałam sobie, ale nie został w okolicy na
długo. Ci mili na ogół znikali. Zawsze miałam nadzieję, że następny zostanie, a kolejne mieszkanie
spodoba się mamie na tyle, żeby zechciała się z niego nie wyprowadzać.
Eva założyła mi na szyję pasek aparatu, poklepała mnie po ramieniu i cofnęła się.
- Masz! Idź i przekonaj się, co znajdziesz. Po południu wychodzimy, ale wróć wieczorem, a Theo
pokaże ci, co się robi z kliszą.
Poszłam w miejsce, w którym widać Kersey Hall spomiędzy drzew, ale za płotem, jak na
pocztówce. Idąc, czułam lekki nacisk aparatu, kołyszącego się między moimi piersiami.
Zrobiłam zdjęcie domu, a potem straciłam koncept. Nie wiedziałam, co się nadaje do
fotografowania. Miałam na kliszy trzydzieści sześć klatek, tak powiedziała Eva, więc część
wypstrykałam tak sobie. Dziwnie się czułam. Wspięłam się na płot, ale dwór wyglądał jak domek dla
lalek. Na próbę podeszłam i obraz wypełnił jeden kamienny słup, brzydki, pełen plam jak stara skóra,
wcale nie dostojny. Ale... tak! W oknie w głębi odbijały się dwie inne kolumny i drzewa w oddali,
wszystkie pocięte na kwadraty i trochę drżące, ale wyraźne. Zrobiłam zdjęcie, a potem obróciłam się,
wypatrując uważnie

Matematyka miłości

Wydawnictwo: Świat Książki

Oprawa: twarda

Ilość stron: 416

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 34,31

Cena detaliczna: 37,71

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Niebanalna powieść obyczajowa, rozgrywająca się współcześnie i na początku XIX wieku. Zaniedbywana przez matkę szesnastoletnia Anna trafia pod opiekę wuja i zamieszkuje w starej szkole, która niegdyś była własnością Stephena Fairhursta, oficera z czasów wojen napoleońskich. Dziewczyna odkrywa swoją kobiecość, przeżywając pierwsze uczucie i jednocześnie ze starych listów poznaje losy mężczyzny, który utracił ukochaną. Subtelna psychologicznie, pełna malowniczych szczegółów, opowieść o potrzebie ciepła i miłości w dwóch epokach, różniących się od siebie jak rysunek od fotografii.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, powieść społeczno-obyczajowa

Wydawnictwo: Świat Książki
Oprawa: twarda
Wymiary: 128x205
Ilość stron: 416
ISBN: 978-83-247-0378-4
EAN: 9788324703784
Wprowadzono: 15.06.2008

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.