zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Małpy Pana Boga - Maciej Parowski

Małpy Pana Boga Słowa

Maciej Parowski

cena: 35,41

Malowanka cz.4 - PRACA ZBIOROWA .

Malowanka cz.4 3-5 lat

PRACA ZBIOROWA .

cena: 2,40 2,04

Mali piłkarze - PRACA ZBIOROWA .

Mali piłkarze Oficjalna kolorowanka ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,79 4,07

Mali odkrywcy. Zwierzęta - PRACA ZBIOROWA .

Mali odkrywcy. Zwierzęta Little People

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,79 4,07

Mali odkrywcy. Zawody - PRACA ZBIOROWA .

Mali odkrywcy. Zawody Little People

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,79 4,07

Mali mistrzowie - PRACA ZBIOROWA .

Mali mistrzowie Oficjalna kolorowanka ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,79 4,07

Maks i przyjaciele - Katarzyna Zychla

Maks i przyjaciele Świat Maksa

Katarzyna Zychla

cena: 7,75 6,59

LOVE - PRACA ZBIOROWA .

LOVE (Scala)

PRACA ZBIOROWA .

cena: 45,30

Lourdes - Marek Balon, Lodovico reż. Gasparini

Lourdes Dar dla świata

Marek Balon,

Lodovico reż. ...

cena: 31,69

Lotem gęsi - Mariusz Wilk

Lotem gęsi dziennik północny

Mariusz Wilk

cena: 27,24

Mały palec Buddy przeczytaj fragment książki
Mały palec Buddy

w studnię klatki schodowej, a wówczas między dźwiękami stawały się uchwytne krótkie mgnienia ciszy, lecz palce pianisty znów dopadały melodii, stawiały ją znów na stopniach i wszystko się powtarzało, tylko o piętro niżej. A działo się to w miejscu nieodparcie przypominającym schody domu numer osiem przy bulwarze Twerskim, tylko we śnie schody biegły w górę i w dół, dokąd wzrok sięgał, zapewne w nieskończoność. Olśniło mnie raptem, że każda melodia ma swój określony sens. Ta konkretnie demonstrowała metafizyczną niemożliwość samobójstwa – nie jego grzeszność, lecz właśnie niemożliwość. Wyobraziłem też sobie, że każdy z nas to zaledwie dźwięk płynący spod palców niewiadomego pianisty, po prostu krótkie tercje, potoczyste seksty i dysonansowe septymy majestatycznej symfonii, której nikomu z nas nie dane będzie usłyszeć w całej pełni. Ta myśl zasmuciła mnie głęboko i z tym smutkiem w sercu wynurzyłem się z ołowianych obłoków snu. Kilka chwil próbowałem sobie uprzytomnić, gdzie właściwie jestem i co się dzieje na tym dziwnym świecie, na który już od dwudziestu sześciu lat każdego ranka rzucała mnie nieznana siła. Miałem na sobie ciężką kurtkę z czarnej skóry, wojskowe bryczesy i buty z cholewami. Coś boleśnie uwierało mnie w biodro. Obróciłem się na bok i namacałem pod nogą drewnianą kaburę mauzera. Rozejrzałem się. Nade mną wisiał jedwabny baldachim z zadziwiającej piękności żółtymi chwastami. Za oknem rozpościerało się bezchmurne, błękitne niebo, w chłodnych promieniach zimowego słońca czerwieniały dachy odległych domów. Tuż na wprost mego okna, po drugiej stronie bulwaru, widniała obita blachą kopuła, z jakichś powodów przypominająca ogromny brzuch metalowej położnicy. Nagle zorientowałem się, że muzyka wcale mi się nie śni – wyraźnie dochodziła zza ściany. Zacząłem się zastanawiać, jak się tu znalazłem, i raptem, jak rażony prądem, momentalnie przypomniałem sobie wczorajszy dzień; pojąłem, że jestem w mieszkaniu von Erdena. Zerwałem się z łóżka, rzuciłem do drzwi i stanąłem jak wryty. Za ścianą, w pokoju, gdzie pozostał von Erden, ktoś grał na fortepianie, i to tę samą fugę f-moll Mozarta, którą wczoraj wieczorem przywołały w mojej pamięci kokaina i melancholia. Dosłownie pociemniało mi w oczach. Wyobraziłem sobie, że trup martwo wali w klawisze palcami, wysuniętymi spod narzuconego palta; zrozumiałem, że wczorajszy koszmar wcale się nie skończył. Trudno opisać popłoch, jaki mnie ogarnął. Obiegłem wzrokiem pokój i zobaczyłem na ścianie wielki drewniany krucyfiks z pełną wdzięku srebrną figurką Chrystusa; jej widok przez mgnienie wywołał dziwne uczucie, coś jakby déjà vu – jakbym już widział to metalowe ciało w jakimś niedawnym śnie. Zdjąłem krucyfiks ze ściany, wyciągnąłem mauzera z kabury i na palcach wyszedłem na korytarz. Powodowała mną mniej więcej taka myśl – jeśli przyjąć, że umrzyk może grać, to można także uznać, że zlęknie się krzyża. Drzwi do pokoju, gdzie grał fortepian, były uchylone. Starając się stąpać jak najciszej, podkradłem się tam. Zajrzałem przez szparę, ale widać stąd było tylko brzeg fortepianu. Odetchnąłem głęboko kilka razy i ściskając w jednej ręce ciężki krucyfiks, a w drugiej gotową do strzału broń, pchnięciem nogi otworzyłem szeroko drzwi. Pierwsze, co zobaczyłem, to sterczące z kąta buty von Erdena; on sam najspokojniej spoczywał pod swoim szarym angielskim całunem. Obróciłem się w stronę fortepianu. Siedział przy nim człowiek w czarnej bluzie, którego widziałem wczoraj w restauracji. Wyglądał na jakieś pięćdziesiąt lat, miał podkręcone w górę sumiaste wąsy i lekką siwiznę na skroniach. Nie zauważył chyba mego wejścia – oczy miał przymknięte, jakby bez reszty pochłonięty muzyką. A grał świetnie. Na wieku fortepianu leżała biała papacha z najdelikatniejszego karakułu ze wstążką z czerwonej mory i niezwykłego kształtu szabla we wspaniałej pochwie. – Dzień dobry – powiedziałem, opuszczając broń. Człowiek przy fortepianie uniósł powieki i obrzucił mnie uważnym spojrzeniem. Oczy miał czarne, przenikliwe; kosztowało mnie sporo wysiłku, by wytrzymać ich niemal fizyczny nacisk. Zauważył krzyż w moim ręku i ledwo dostrzegalnie się uśmiechnął. – Dzień dobry – odparł, nie przerywając gry. – To miłe, że od samego rana myśli pan o duszy. – Co pan tu robi? – spytałem, ostrożnie kładąc krucyfiks na wieku fortepianu obok jego szabli. – Próbuję zagrać – odrzekł – pewien bardzo trudny utwór. Niestety został napisany na cztery ręce i teraz następuje pasaż, z którym sam sobie nie poradzę. Byłby pan tak uprzejmy pomóc? Zdaje się, że zna pan tę rzecz. Niczym w transie wsunąłem mauzera do kabury, stanąłem obok i w stosownym momencie opuściłem palce na klawiaturę. Mój kontrapunkt ledwo nadążał za tematem, kilka razy się omyliłem; potem moje spojrzenie znów padło na rozrzucone nogi von Erdena i dotarł do mnie cały absurd sytuacji. Odsunąłem się i wbiłem wzrok w mego gościa. Przestał grać i czas jakiś siedział bez ruchu – widać głęboko zatopiony we własnych myślach. Po czym uśmiechnął się, wyciągnął rękę i wziął krucyfiks. – Niebywałe – stwierdził. – Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego Bóg objawił się ludziom w szpetnym człowieczym kształcie. Moim zdaniem o wiele odpowiedniejszą formą byłaby doskonale piękna melodia – taka, której można by było słuchać i słuchać bez końca. – Kim pan jest? – spytałem. – Nazywam się Czapajew – odparł nieznajomy. – Nazwisko nic mi nie mówi – rzekłem. – I dlatego właśnie go używam – powiedział. – Na imię mi Wasilij, po ojcu Iwanowicz. Przypuszczam, że to też panu nic nie powie. Wstał z taboretu, przeciągnął się, aż trzasnęły głośno wszystkie stawy. Poczułem delikatny zapach drogiej angielskiej wody kolońskiej. – Wczoraj – powiedział, przyglądając mi się uważnie – zostawił pan w „Muzycznej Tabakierce” swój sakwojaż. Oto on. Spojrzałem na podłogę i zobaczyłem stojącą obok nogi fortepianu czarną torbę von Erdena. – Dziękuję. Ale jak pan się dostał do mieszkania? – Próbowałem dzwonić – powiedział – ale dzwonek chyba nie działa. A klucze tkwiły w drzwiach. Zobaczyłem, że pan śpi, i postanowiłem poczekać. – Rozumiem – rzekłem. Po prawdzie jednak nic nie rozumiałem. Jak dowiedział się, gdzie jestem? Do kogo właściwie przyszedł? Do mnie czy do von Erdena? Kim jest i czego chce? I dlaczego – to właśnie dręczyło mnie najbardziej – dlaczego grał tę przeklętą fugę? Czy coś podejrzewa? (Nawiasem mówiąc, nakryty paltem trup w kącie peszył mnie najmniej – w mieszkaniach czekistów to najzwyklejszy element umeblowania.) Czapajew jakby czytał w moich myślach. – Domyśla się pan zapewne – stwierdził – że przyszedłem tu nie tylko z powodu pańskiego sakwojażu. Wyjeżdżam dziś na front wschodni, gdzie dowodzę dywizją. Potrzebny mi komisarz. Poprzedni… No, powiedzmy, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Wczoraj widziałem pańską agitację i sprawiła na mnie całkiem niezłe wrażenie. A propos, bardzo zadowolony jest także Babajasin. Chciałbym, żeby robotę polityczną w powierzonych mi oddziałach prowadził właśnie pan.

Mały palec Buddy

Wydawnictwo: W.A.B.

z serii: Don Kichot i Sancho Pansa

Oprawa: twarda

Ilość stron: 396

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 
inne wydania produktu - Książki

Wybierz produkt z listy

inne wydania produktu - e-Książki pdf / epub

Wybierz produkt z listy

Nasza cena: 36,23

Cena detaliczna: 39,81

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Mały palec Buddy to pierwsza powieść w literaturze światowej, której akcja toczy się w absolutnej pustce - pisze o Małym palcu Buddy sam autor. W rzeczywistości rozgrywa się ona jednocześnie w dwóch, równie nierealnych i groteskowych płaszczyznach - w roku 1919 w dywizji Czapajewa, w której główny bohater Piotr Pusto jest komisarzem, oraz w szpitalu psychiatrycznym w latach 90., gdzie ten sam Piotr Pusto poddawany jest eksperymentalnym badaniom. W tej szalonej, drwiącej z wszelkich konwencji i zasad powieści mamy do czynienia nie tylko z kpiną z mitu Czapajewa i majaczeniami pacjentów. Pojawiają się tu wątki wojny domowej, filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem, odwołania do Platona i Philipa Dicka, oglądamy środowisko mafii i moskiewskiego półświatka, a wszystko to składa się na przebogatą feerię nieprawdopodobnych pomysłów, efektownych zwrotów akcji, urzekających opisów prawdziwej miłości, a nade wszystko swoistej filozofii.
Powieść Mały palec Buddy (oryginalny, ale za zgodą autora zmieniony w większości przekładów tytuł to Czapajew i Pustota) uczyniła Pielewina najpoczytniejszym pisarzem rosyjskim.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, powieść społeczno-obyczajowa

Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: twarda
Wymiary: 123x195
Ilość stron: 396
ISBN: 978-83-7747-612-3
EAN: 9788377476123
Wprowadzono: 04.02.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.