zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Maks i przyjaciele - Katarzyna Zychla

Maks i przyjaciele Świat Maksa

Katarzyna Zychla

cena: 7,75 6,59

LOVE - PRACA ZBIOROWA .

LOVE (Scala)

PRACA ZBIOROWA .

cena: 45,30

Lourdes - Marek Balon, Lodovico reż. Gasparini

Lourdes Dar dla świata

Marek Balon,

Lodovico reż. ...

cena: 31,69

Lotem gęsi - Mariusz Wilk

Lotem gęsi dziennik północny

Mariusz Wilk

cena: 27,24

Losy naukowej łamigłówki - Rafał Nahirny

Losy naukowej łamigłówki Clifford ...

Rafał Nahirny

cena: 31,77

LÓD - Jacek Dukaj

LÓD

Jacek Dukaj

cena: 59,76 50,79

Littlest Pet Shop - PRACA ZBIOROWA .

Littlest Pet Shop Baw się i koloruj. ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 7,86 6,68

Listy tom 4 - ze Strydonu Hieronim

Listy tom 4 (116-130) Tekst łaciński i ...

ze Strydonu Hieronim

cena: 80,79

Mała encyklopedia małżeńska przeczytaj fragment książki
Mała encyklopedia małżeńska

Już samo słowo „pożycie" brzmi traumatycznie - jak gdyby to było jakieś życie po życiu. Albo też obrazuje to, co zostało po życie, czyli po zżęciu żyta, a wiadomo, że powstaje wtedy rżysko, niemiłosiernie kłujące, gdy ktoś się na nim kładzie. I chyba o to chodziło, przecież kobieta jako narzędzie szatana powinna się umartwiać. Lodowata w łóżku żona niekoniecznie zachęcała męża do pożycia, czy też powiedzmy łagodniej, współżycia. Znamy z literatury i z opowieści babek rady, jakie panny młode dostawały przed nocą poślubną: zaciśnij zęby, zamknij oczy, jakoś to przetrwasz!

* * *

ANORGAZMIA MAŁŻEŃSKA

Anorgazmia to bardzo nieprzyjemna dolegliwość, wyśmiewana i traktowana przez mężczyzn jako coś mało istotnego, damska fanaberia. Adam nie wyobraża sobie po prostu, że sypiając z nim, Ewa można nie doznać spazmu rozkoszy. Adam bowiem, jeśli nie ma poważnych zaburzeń z erekcją, po prostu ma go zawsze. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych anorgazmia była dość powszechna, choć się o niej nie mówiło. Z ówczesnych, nielicznych zresztą badań wynikało, że cierpi na nią dwie trzecie kobiet. Główną przyczyną anorgazmii były blokady obyczajowe oraz wstyd, wiążący się z poczuciem grzeszności seksu. Lód w łóżku, nawet jeśli niektórych mężów rajcował, to na krótko. Ciepła szukali gdzie indziej. Stąd opowieści prostytutek oraz różnych pracownic agencji towarzyskich, że mężczyźni przychodzą do nich nie tylko na bardziej lub mniej wyrafinowany „numerek", ale szukają ciepła i chcą pogadać także o tym, co może zrobić ze sobą dwoje chętnych ludzi. Chcą też poznać nowe sposoby, bo „żona daje tylko po bożemu" w pozycji „na misjonarza". Obecnie prawie nie używa się terminu anorgazmia, chociaż zjawisko z pewnością nadal istnieje. Sądzę, że wiele wyzwolonych kobiet, często uprawiających seks, nie czerpie z niego tak wielkiej przyjemności, jak to demonstruje. Udawanie orgazmu stosuje się powszechnie, a dobrze zagrany orgazm to oszustwo nie do wykrycia. Żony, dla świętego spokoju i by zadowolić męską ambicję, potrafią udawać orgazm przez długie lata pożycia. Dość często zdarza się, że anorgazmia dotyczy tylko seksu w łożu małżeńskim, ponieważ zachowanie dziewictwa aż do nocy poślubnej nie pozwoliło sprawdzić partnera. Gdy Ewa po latach spotka kogoś, z kim „zaiskrzyło", doznaje niewyobrażalnej rozkoszy i przestaje cierpieć. Odchodzi od Adama i wiąże się z tym, kto daje jej to, czego brakowało. Bywa i tak, że seks przestaje odgrywać w jej życiu jakąkolwiek rolę. Przyzwyczaja się do uprawiania go jako do obowiązku małżeńskiego, koniecznego, choć niezbyt przyjemnego. Czasami ma okres lub migrenę, po paru latach częstotliwość aktów się zmniejsza, aż dochodzi do prawie całkowitego wygaszenia. Adam być może zaspokaja się z chętną koleżanką z firmy podczas przerwy na lunch albo przed ekranem komputera, ściągając sobie filmiki porno, bo to nie rodzi wyrzutów sumienia i nie uchodzi za zdradę. Jeśli Ewa cierpi na anorgazmię wyłącznie z mężem, za radą przyjaciółki kupuje wibrator albo masturbuje się w inny sposób. Także w niej nie rodzi to poczucia winy, nikt nie może zarzucić jej posiadania kochanka. Nie naraża męża na opinię rogacza. Małżeństwo funkcjonuje z pozoru całkiem normalnie, bywa nawet, że uchodzi za wzorowe. Obecnie istnieje przymus odczuwania orgazmu. Pisma kobiece są pełne rad, co zrobić, żeby odczuwać rozkosz. W poradniach seksuologicznych można dostać odpowiednie środki lub skierowanie na psychoterapię. Jeśli Ewa nie ma na to ochoty, udaje orgazm i ma święty spokój.

LONG DRINK

Każde małżeństwo tworzy własne rytuały. Gdy mija szał młodości, dziesiątek spotkań, wielkich imprez, wesel przyjaciół, parapetówek, chrzcin, imienin, życie towarzyskie przygasa. Następuje eliminacja znajomych i zamykanie się w czterech ścianach. Wieczorem mieszczańskie małżeństwa jadają razem kolację, a potem oglądają telewizję. Czasami patrzy się na ekran, jedząc sałatę z sosem czosnkowym i popijając wino. Kieliszek wina nie jest long drinkiem, czasami jednak „przedłuża się" go do dwóch lub trzech i w ten sposób, w zależności od potrzeb, obala się butelkę lub dwie. Long drinkiem nie jest także „pół litra na łba" czystej lub pochodnych, barwionych na fioletowo alkoholi, jakie popija się w innych, mniej mieszczańskich sferach. Prawdziwy long drink to różne mieszańce. Ulubiony long drink angielskiej królowej babki, tej miłej staruszki, która żyła sto lat, matki długo panującej królowej Elżbiety, składał się z ginu z tonikiem. Tyle że królowa babcia popijała ten zdrowotny napój już na śniadanie. Na różnych imprezach pije się modne long drinki, które zapewniają sponsorzy. Potem pary naśladują te straszne mieszanki okropnych, gęstych soków z wódką czystą. Pija się codziennie, a long drink jest tylko przykrywką dla tego popijania. Kobiety często piją „dla towarzystwa", żeby ich mąż czy konkubent nie pił sam, żeby nie było mu przykro albo też żeby zagłuszyć natrętne myśli, że on jest alkoholikiem. Problem w tym, że mają większą skłonność do uzależniania się, dlatego przy każdej okazji, przy szczęściu czy nieszczęściu, sięgają po long drinka. Wtedy już bardzo, bardzo długiego, w zasadzie nieprzerwanego. Piją w ukryciu, chowają butelki przed dziećmi, które tymczasem dorastają, bo proces uzależnienia trwa długo. Regularne picie kobiet często zaczyna się, gdy dzieci są już prawie dorosłe lub wychodzą z domu i pojawia się „syndrom opuszczonego gniazda". Bywa, że to gniazdo opuszcza również mąż, a wówczas mamy do czynienia z degradacją, z dramatem samotnej, starzejącej się kobiety. Opisuje to Simone de Beauvoir w świetnej, małej, jakże jednak treściwej powieści Kobieta zawiedziona.

MAŁŻEŃSTWO DOSKONAŁE

To obrazoburcze jak na swoje czasy dzieło, wydane w 1926 roku, napisał holenderski ginekolog Theodor Henrik van de Velde, co nie pozostało bez wpływu na treść. Badając kobiety, doszedł do wniosku, że taka publikacja jest niezbędna. Sądził, że może uratować wiele małżeństw nie tylko przed seksualną nudą, ale wręcz przed rozpadem, wynikającym z wzajemnego niezrozumienia. Zanim wydał swoją książkę o problemach związanych z seksem małżeńskim, zanim, z wrażliwością i oszczędnie, opisał podstawowe pozycje seksualne, przeprowadził wiele rozmów. Utwierdził się w przekonaniu, że to, co robi ma sens. Rozmawiał z ludźmi Kościoła oraz z głęboko wierzącymi katolikami. Był przekonany, że jego pożyteczne dzieło zostanie dobrze przyjęte. Naiwny doktor podszedł do swojej pracy zbyt pragmatycznie, nie wziął pod uwagę tego, że porywa się z motyką na księżyc. Księżyc w tym przypadku to symbol seksu, sfery, która według ówczesnych przekonań powinna pozostać na zawsze tajemnicza i ciemna. Samo pisanie o niej w jakikolwiek sposób było nadużyciem. Uznając akt seksualny za grzech i dzieło szatana, Kościół jako instytucja tolerował wyłącznie seks służący prokreacji. Nawet zresztą z niej nie należało czerpać przyjemności, o rozkoszy nie wspominając. Nie grzeszyły święte męczennice, które podczas aktu odmawiały różaniec albo myślały o pieczeni, jaką przygotują jutro na obiad. Van de Velde sądził, że Kościół zmienił się już na tyle, że nie będzie krytykował sensownego poradnika małżeńskiego. Nic bardziej mylnego! Książkę i autora odsądzono od czci i wiary. Pius XI nazwał autora „burzycielem małżeństwa" „haniebnie wychwalającym fizjologiczne uświadamianie, znieprawiające biednych małżonków". Czytającym czy nawet tylko posiadającym jego poradnik groziła ekskomunika! Mężczyźni w sutannach czytali pewnie grzeszną książkę z płonącymi uszami, tylko po to, żeby wiedzieć, co jest grzechem, i odpowiednio przepytywać wiernych podczas spowiedzi. Mężów Kościoła wezwano do walki. Mieli zawracać wiernych z drogi „znieprawienia". Efekty można było przewidzieć. Na szczęście już dwadzieścia lat później ukazał się Raport Kinseya i Kościół miał już niewiele do gadania.

ZAIMKI MAŁŻEŃSKIE

Gdy zawiera się oficjalny związek małżeński, ze stułą czy z pieczęcią, para zaczyna funkcjonować jako byt podwójny. Trzeba się na początku trochę pomęczyć, żeby przywyknąć do tego, że od teraz będzie się za nami wlokła druga osoba, że będziemy z nią połączeni jak więzień skuty z szeryfem w westernie. Ludzie godzą się z tym, że są jak „dwie połówki jabłka" albo dwa gołąbki. Uznają, że powinni stracić pojedynczość, własną tożsamość na rzecz jakiegoś złożenia. Zaimek „ja" traci na znaczeniu. Wypiera go zaimek „my". Pojawiają się idiotyczne formy, mówi się na przykład, że byli u nas „Stasiowie", a nie chodzi o związek gejów, lecz o Stasia i Alę. Ta forma wychodzi z użycia, jednak jej istota, czyli byt podwójny, zostaje. Gdy wszystko układa się nieźle, zaimek „my" nie razi, odpowiada bowiem sytuacji psychologicznej. Nie ma wtedy fałszu. Gdy zaś świat związku się rozpada, wtedy „my" staje się czystą formą, prezentowaną na użytek rodziny, sąsiadów, księdza z parafii, koleżeństwa z firmy czy mediów w przypadku celebrytów. Można czasem zauważyć puste oczy, podczas gdy para uśmiecha się lakierowanymi zębami. Walki wewnętrzne w takich parach są chyba jeszcze gorsze niż wśród tak zwanych zwykłych ludzi, którzy udają tylko przed rodziną, żeby ojciec nie dostał zawału, a matka nie przestała zajmować się pociechą. W kłótniach rzadko pojawia się wówczas zaimek „my". „My" występuje w opozycji do kogoś. Opozycje w małżeństwie są wielorakie: „my" to znaczy mąż i żona w roli matki i ojca „ich", czyli nieznośnych dzieciaków. „My nie będziemy tolerować...". Jeśli oczywiście się zgadzają i nie stawiają dziecka w ogniu sprzecznych rozkazów. W dobrych związkach „my" występuje jako jedność przeciwko teściom albo rodzicom, dziadkom, pociotkom itd. Czasami mąż z synem stają przeciw matce: „my mężczyźni". Albo córka z matką przeciw ojcu: „my kobiety wiemy lepiej". „My" ma różne oblicza. W kłótniach zaimek osobowy „ty" pojawia się w zbitce z zaimkiem wskazującym i dzierżawczym: „Ty i ta twoja rodzina!", mającym wyrażać najwyższą pogardę dla klanu. To bardzo często używana forma obrzucania się obelgami, robi to zarówno jedna, jak i druga strona. Do zaimków można dorzucić coś mocniejszego, w zależności od środowiska, kultury, statusu, chociaż ostatnio nie ma tak wielkich różnic jak kiedyś. Zarówno wśród meneli, jak i wśród wyższych sfer medialnych można usłyszeć zaimki nieokreślone: „byle kto nie będzie mi mówił, co mam robić", oraz osobowe i dzierżawcze wzmocnione przymiotnikami: „ty chuju złamany, z tą twoją pierdoloną rodzinką...". W rozmowach ze swoją rodziną o rodzinie żony mówi się „oni". „Oni" to klan teściów: „oni nie mają klasy". Kobiety lubią stosować zbitkę: „bo ty zawsze", „bo ty nigdy", globalizując sprawy. Mąż mówi: „czy ty możesz się zamknąć?" Zaimki dają wiele różnych możliwości, także bardzie wyrafinowanych, niestety te elegantsze formy nie są zbyt częste. A przecież można posłać kogoś do diabła, mówiąc: „idź dokądkolwiek i nie wracaj".

Mała encyklopedia małżeńska

Wydawnictwo: W.A.B.

Oprawa: miękka

Ilość stron: 208

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 
inne wydania produktu - e-Książki pdf / epub

Wybierz produkt z listy

Nasza cena: 31,68

Cena detaliczna: 34,81

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Małżeństwo to według Wielkiej encyklopedii powszechnej "kulturowo akceptowany związek między osobami przeciwnej płci, w którym utrzymywanie stosunków seksualnych jest aprobowane i z którym jest związane oczekiwanie, że narodzą się w nim dzieci. M. stanowi podstawowy, powszechnie społecznie uznawany sposób formowania rodziny, m. uznano za jądro rodziny".
Czytając tę definicję, dochodzimy do oczywistego wniosku, że jest zbyt staroświecka, nie obejmuje wielu sfer, spędzających sen z powiek zarówno tym, którzy chcą wstąpić w związek, jak i tym, którzy w nim pozostają z chęcią czy też z przymusu.
W czasach ogromnych zmian obyczajowych oraz ucieczki od małżeństwa domaga się ono nie tylko nowej, znacznie pełniejszej niż w Wielkiej encyklopedii powszechnej definicji, ale wręcz osobnej pracy. Krystyna Kofta pół żartem, pół serio wypełnia tę lukę. W Małej encyklopedii małżeńskiej autorka przedstawia zagadnienia, których próżno szukać w zwykłych encyklopediach. Na przykład "pożycie małżeńskie":


Krystyna Kofta - ukończyła filologię polską na UAM w Poznaniu. Jest autorką powieści: Wizjer (1978), Wióry (1980, wydanie zmienione W.A.B. 2006), Pawilon małych drapieżców (1988), Złodziejka pamięci (W.A.B. 1998), Chwała czarownicom (2002), Krótka historia Iwony Tramp (W.A.B. 2001), Fausta (W.A.B. 2010), jak również scenariuszy filmowych, książek publicystycznych i dramatów. Za słuchowisko radiowe Stare wiedźmy otrzymała Grand Prix na Festiwalu Dwa Teatry - Sopot 2007. W tym samym roku we Frankfurcie nad Odrą odbyła się premiera jej sztuki Salon profesora Mefisto. Sztuka Pępowina została wystawiona przez teatr z Glasgow i znalazła się w programie tamtejszego festiwalu teatralnego. W 2003 roku nakładem W.A.B. ukazała się najbardziej osobista z książek pisarki: Lewa, wspomnienie prawej. Z dziennika, a w 2006 - Monografia grzechów. Z dziennika 1978-1989. Jako felietonistka Kofta współpracuje z czasopismami Twój Styl i Nowe Książki. Maluje, rysuje, bloguje.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: eseje, felietony i publicystyka literacka

Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: miękka
Wymiary: 135x192
Ilość stron: 208
ISBN: 978-83-7747-543-0
EAN: 9788377475430
Wprowadzono: 03.02.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Isadora zwiedzamwszechswiat.blogspot.com 16 styczeń 2012

"Mała encyklopedia małżeńska" (w skrócie MEM) powstała w wyniku wnikliwej obserwacji współczesnego społeczeństwa i stanowi intrygująco trafne świadectwo gwałtownych i dynamicznych zmian, jakie niemal na naszych oczach zachodzą w sferze obyczajowej i kulturowej. Przemiany te są na tyle rewolucyjne i burzliwe, że z ledwością nadążamy za ich tempem gubiąc się w gąszczu nowych zjawisk, wzorców zachowań, relacji międzyludzkich. Poczucie zagubienia potęguje fakt, że brak nam rzetelnego źródła informacji, które uwzględniałoby obyczajowe modyfikacje ostatnich lat. Nawet Wielka Encyklopedia Powszechna (WEP) nie spełnia w tym przypadku swojej roli bądź zupełnie pomijając występujące coraz szerzej zjawiska społeczne (np. instytucja singla, zdrada małżeńska, trójkąt małżeński), bądź też podaje definicje przestarzałe, kompletnie nie przystające do współczesnej rzeczywistości (np. małżeństwo jako związek dwóch osób różnej płci). Autorka, dostrzegając te luki i niedopatrzenia, postanowiła pójść z duchem czasu, wziąć na siebie trud uwspółcześnienia WEP - i w swoim charakterystycznym, ironiczno - żartobliwym stylu uzupełnić powszechną wiedzę na temat różnych aspektów życia małżeńskiego o nowe wzorce zachowań i społecznych fenomenów. W powstaniu MEM niebagatelną rolę odegrała obserwacja - przede wszystkim wieloletnich związków małżeńskich krewnych, znajomych i przyjaciół autorki, jak również własne doświadczenia i wnioski będące efektem analizy jej związku, a także wyniki badań opinii publicznej. Dzięki tak wszechstronnemu spojrzeniu hasła opracowane są bardzo solidnie i wiarygodnie - trudno zarzucić autorce gołosłowność czy nieznajomość tematu - a w dodatku z dużym poczuciem humoru, które zdecydowanie osładza ich gorzką niejednokrotnie wymowę. Hasła MEM odnoszą się nie tylko do zjawisk obyczajowych związanych w jakikolwiek sposób z relacjami małżeńskimi i pozamałżeńskimi - od tych najbardziej powszechnych (aborcja, alimenty, rozwód, zdrada) po stosunkowo nowe lub też funkcjonujące od jakiegoś czasu, ale dopiero niedawno uznane za odrębny fenomen (singiel, bambocciono). Znajdziemy tu także objaśnienia haseł odnoszących się do sfery intymnej (orgazm, anorgazmia, wibrator, trójkąt małżeński) oraz ściśle powiązane z polską tradycją chrześcijańską (chrzest, komunia, wesele, ślub, obrączka). Jednak i to nie wszystko; autorka pokusiła się także o analizę haseł niektórych zjawisk psychologicznych występujących w małżeństwie (syndrom opuszczonego gniazda, szantaż rodzinny, ciche dni, kłótnie małżeńskie) oraz o stworzenie rewelacyjnego dekalogu małżeńskiego - chyba najbardziej czytelnego świadectwa naszych czasów i przemian społecznych rejestrującego m.in. stereotypy dotyczące postrzegania społecznych ról kobiety i mężczyzny. "Małą encyklopedię małżeńską" cec[...]e lekki, przystępny, a zarazem wysmakowany literacko styl obfitujący w celne wnioski: jednocześnie logiczne i prawdziwe, jak i przepełnione cyniczną goryczą. Oczywiście, mają one wydźwięk feministyczny, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Choć nie brak tu emocji, nie uświadczycie androginicznej zajadłości czy nienawiści skierowanej ku męskiemu rodzajowi. Konkluzje autorki są po prostu efektem wnikliwej i bystrej obserwacji naszej smutnej polskiej rzeczywistości, wciąż jeszcze - mimo wielu rewolucyjnych zmian - obarczonej katolicko - patriarchalnymi stereotypami przenikającymi (czasem nawet nieświadomie) rozmaite aspekty małżeńskiego życia oraz relacji międzyludzkich. Autorka zwraca na nie uwagę, obnaża je i poddaje gruntownej analizie; cięty język, idealna równowaga pomiędzy słusznym gniewem a obiektywizmem, na który nie każdego byłoby stać, oraz styl - elegancki, wykwintny, ale niepozbawiony bardziej dosadnego słownictwa dodającego mu pikanterii, jasny, czytelny i dowcipny jednocześnie sprawia, że "MEM" jest lekturą przeznaczoną dla szerokiego grona odbiorców. Pełni ona rolę nie tylko rozrywkową; pod etykietką "pół żartem, pół serio" kryje się gorzka, naga prawda o niedoskonałościach toczących nasze społeczeństwo od wewnątrz. Przynajmniej niektóre z nich "MEM" pozwala sobie uświadomić, a być może przyczynić się do ich wyplenienia. Przejawy charakterystycznej polskiej mentalności i światopoglądu, pokutujące stereotypy, ale i nowe wzorce zachowań i zjawiska społeczne, czy tego chcemy, czy nie, kształtują naszą rzeczywistość; książka Krystyny Kofty pozwala je zidentyfikować, oswoić się z ich obecnością, poznać ich specyfikę w sposób szczególny, przesycony wyjątkową mieszanką ironicznego humoru i gorzkiego, przenikliwego autentyzmu. Wielbiciele pióra Krystyny Kofty z pewnością nie potrzebują dodatkowej zachęty; tym, którzy dotąd nie mieli okazji zapoznać się ze swobodną, soczystą, dojrzałą i błyskotliwą prozą autorki, gorąco polecam "Małą encyklopedię małżeńską".

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.