rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Kwiaty na poddaszu
ocena: 5, głosów: 1
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Kwiaty na poddaszu

Kiedy byłam małą dziewczynką, naiwnie wierzyłam, że całe moje życie będzie jak jeden długi, cudowny letni dzień. Wierzyłam w to, bo tak się ono dla mnie zaczęło. Choć niewiele pamiętam z wczesnego dzieciństwa, jedno o nim mogę powiedzieć na pewno: było szczęśliwe, za co do dziś jestem ogromnie wdzięczna. Moi rodzice nie byli bogaci, ale nie byli też biedni. Na niczym nam nie zbywało, dlatego nikomu z nas nie przychodziło do głowy myśleć o pieniądzach, martwić się ich brakiem czy nadmiarem. W naszym średnio zamożnym sąsiedztwie nikt nie miał ani mniej, ani więcej, nikt też w związku z tym nie próbował porównywać własnego bogactwa do bogactwa innych. Byliśmy zwykłymi ludźmi, którzy cieszyli się urokami spokojnego życia. Nasz tata pracował w służbie informacyjnej dużej firmy produkującej komputery, w Gladstone – małym miasteczku o liczbie dwunastu tysięcy sześciuset dwóch mieszkańców – w stanie Pensylwania. Tata osiągnął wielki sukces. Jego szef tłumaczył to niezwykłe powodzenie w pracy nienagannymi manierami i nieprzeciętną urodą ojca. Często, jadając z nami obiad, wy- chwalał go pod niebiosa, na koniec oświadczając: „Wielki Boże, Chris, nikt rozsądny nie mógłby się oprzeć facetowi takiemu jak ty!”. Wpełni się z tym zgadzałam. Ojciec był ideałem. Miał metr osiemdziesiąt pięć wzrostu, ważył osiemdziesiąt dwa kilo i miał gęste, jasne włosy. Jego błękitne oczy wyrażały ogromną wolę życia. Grał w tenisa i golfa jak profesjonalista, a pływał tak często, że przez cały rok zachowywał doskonałą kondycję. Zawsze był w biegu. Podróżował w interesach samolotami po całym kraju, od Kalifornii po Florydę. Często drogi jego służbowych wojaży prowadziły za granicę. Podczas nieobecności taty my pozostawaliśmy w domu pod opieką mamy. W każde piątkowe popołudnie, nawet jeśli padał deszcz czy śnieg, dla nas zawsze świeciło słońce, bo tata, który nie mógł, jak sam mówił, znieść rozłąki dłużej niż pięć dni, niezawodnie tego dnia uszczęśliwiał nas swoim powrotem. Instynktownie odgadując godzinę jego przyjazdu, mój brat i ja chowaliśmy się gdzieś blisko frontowych drzwi, a gdy tata wreszcie wykrzykiwał słowa powitania, z wrzaskiem wybiegaliśmy z naszych kryjówek, aby po chwili odnaleźć się w silnych ramionach ojca, którego pocałunki rozgrzewały nasze usta. Tak, piątki były najszczęśliwszymi dniami, sprowadzały tatę do domu – do nas. Podczas naszych powitań mama zazwyczaj stała z boku, cierpliwie czekając na ich koniec. Dopiero wówczas, kiedy zabieraliśmy się do rozpakowywania przywiezionych przez tatę prezentów, ona, układając usta w powitalny uśmiech, wolno podchodziła do niego. Wtedy tata czule brał ją w ramiona i ciekawie przyglądał się jej twarzy, jakby się długo nie widzieli. Mama doskonale wiedziała, jak osiągnąć ten efekt. W piątki spędzała pół dnia w salonie piękności. Po przyjściu do domu brała kąpiel w pachnącej olejkiem wodzie. Potem na długą chwilę siadała przed lustrem przy toaletce i ostatecznie przeobrażała się z kobiety atrakcyjnej w istotę tak zachwycająco piękną, że aż nieprawdziwą. Najzabawniejsze w tym wszystkim było przekonanie taty, który stanowczo twierdził, że mama nigdy nie stosowała makijażu. Po prostu wierzył, że z natury była urzekającą pięknością. Kiedy tak stali przytuleni jedno do drugiego, tata zasypywał mamę pytaniami o to, czy go kocha, czy cieszy się z jego powrotu, czy bardzo tęskniła, a ona odpowiadała mu pocałunkami, zmysłowym spojrzeniem lub namiętnym szeptem. Pewnego dnia, gnani zimowym wiatrem, Christopher i ja wróciliśmy ze szkoły do domu wcześniej niż zazwyczaj. Mama siedziała przy kominku w pokoju gościnnym. Jeszcze zanim tam weszliśmy, dwukrotnie zdążyła przypomnieć nam o konieczności zdjęcia butów. Zrzuciliśmy je w przedpokoju, tam też zostawiliśmy ciężkie płaszcze z kapturami, a potem tylko w skarpetkach ścigaliśmy się do tego miejsca wysłanego białym pluszowym dywanem. Pokój gościnny był królestwem mamy. Urządziła go sama, według własnego pomysłu. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że wszystkie zgromadzone w tym pastelowym pokoju rzeczy istnieją wyłącznie po to, aby jej służyć. Dobrane z gustem świadczyły o wyrobionym smaku mamy, a pełniąc rolę jedynego w swoim rodzaju tła, dyskretnie podkreślały walory jej urody. Najczęściej był dla nas zamknięty. Zresztą nie miało to większego znaczenia, gdyż nigdy nie czuliśmy się w nim naprawdę swobodnie. Zdecydowanie woleliśmy pokój taty, gdzie mogliśmy się bawić bez obawy, że coś zniszczymy. – Mamo, mróz jest na dworze! – obwieściłam zdyszana, przysuwając się do ognia. – Jazda do domu na rowerach była wspaniała. Wszystkie drzewa i krzaki iskrzą się diamentowymi soplami lodu. Świat wygląda bajecznie. Za nic nie chciałabym mieszkać na południu, gdzie nigdy nie ma śniegu. Kiedy ja szczebiotałam o pogodzie, Christopher, mądrzejszy i starszy ode mnie o dwa lata i pięć miesięcy, w milczeniu ogrzewał się przy ogniu, uważnie obserwując mamę. Zdziwiona jego zachowaniem, spojrzałam na nią, szukając powodu takiego zainteresowania. Jednak niczego szczególnego nie zauważyłam. Mama, szybko i z dużą wprawą, robiła na drutach biały sweterek, wielkością odpowiadający mniej więcej rozmiarom moich lalek. Pomyślałam więc, że to prezent na Boże Narodzenie dla jednej z nich. – Mamo, dobrze się czujesz? – nagle spytał Christopher. – Oczywiście – odpowiedziała, łagodnie się uśmiechając. – Wyglądasz na zmęczoną – nie dawał za wygraną. – No, dobrze. Powiem wam – rzekła, odkładając robótkę. – Byłam dziś u lekarza… – Mamo! Jesteś chora? – przerwał jej przerażony Christopher. Zaśmiała się serdecznie, głaszcząc zaróżowiony od zimna policzek mojego brata. – Christopherze Dollangangerze, ty przecież dobrze wiesz. Od dawna mnie obserwujesz i wiem, że męczą cię podejrzenia – mówiąc to, przyciągnęła nasze dłonie i położyła je sobie na brzuchu. – Czujecie coś? – zapytała z dziwnym zadowoleniem. Zawstydzony Christopher szybko cofnął rękę, więc mama zwróciła się do mnie. – Co czujesz, Cathy? – spytała. Gdzieś tam, w środku niej, działo się coś dziwnego. Delikatne, ledwie wyczuwalne ruchy poruszały od wewnątrz jej ciałem. Podniosłam głowę i wnikliwie przyjrzałam się mamie. Nigdy nie zapomnę, jak pięknie wtedy wyglądała, niczym Madonna Rafaela. Po chwili głębokiego zastanowienia postawiłam diagnozę: – Mamo, to chyba twój obiad rusza się w żołądku, a może masz wzdęcie? Musiałam ją nieźle rozbawić, bo śmiała się długo, a potem poprosiła, abym raz jeszcze spróbowała odgadnąć. Niestety, bezskutecznie. Kiedy wreszcie dzieliła się z nami nowiną, jej głos brzmiał uroczyście i słodko, a my w ciągu pięciu minut dowiedzieliśmy się, że ona jest w ciąży, że w maju urodzi dziecko, właściwie nie jedno, lecz dwoje, bo lekarz podczas ostatniego badania wyczuł dwa tętna. – Wasz ojciec jeszcze o niczym nie wie, więc nie mówcie mu, dopóki ja tego nie zrobię – skończyła mama, a jej piękna twarz jaśniała w blasku ognia, pośród ciszy, której nikt z nas nie potrafił przerwać. Nie wiedziałam, co powiedzieć ani w ogóle jak się zachować. Czułam tylko, że w ciągu tych pięciu minut stałam się najnie - szczęśliwszym dzieckiem na świecie. Ze łzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się twarzą na łóżko. Wiadomość o jakichś nowych dzieciach, które za kilka miesięcy miały pojawić się w naszym domu, wywołała u mnie burzę niekończących się spazmów. To przecież ja byłam jeszcze dzieckiem i wcale nie potrzebowałam innych mniejszych ode mnie dzieci, które miałyby zająć moje miejsce. Najgorsza była świadomość tego, że zostałam postawiona przed faktem dokonanym, a więc niczego nie mogłam już zrobić, aby się temu przeciwstawić. Dlatego z bezsilności waliłam pięściami w po - duszki, a potem pomyślałam o ucieczce. Wtedy ktoś zapukał delikatnie do drzwi. – Cathy – usłyszałam głos mamy – czy mogę wejść i porozmawiać z tobą? – Odejdź – krzyknęłam. – Już teraz nienawidzę tych twoich dzieci! Dobrze wiedziałam, co mnie czekało: los tak zwanego środ- kowego dziecka, o które nikt nie dba, o którym tak naprawdę nikt nie pamięta. O mnie też wszyscy zapomną. Nie będzie już więcej piątkowych prezentów, a tata zajmie się wyłącznie mamą, Christopherem i tymi wstrętnymi bachorami, które zajmą moje miejsce (...)

przeczytaj fragment książki odsłuchaj fragment książki

Kwiaty na poddaszu (miękka)

książka

Wydawnictwo: Świat Książki

z serii: Kwiaty na poddaszu

Oprawa: miękka

Ilość stron: 384

Dostępność: niedostępny

Nasza cena: 29,60

Cena detaliczna: 34,82

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

27,86

Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (2)

  • Inne wydania

Kwiaty na poddaszu - opis produktu:

Kwiaty na poddaszu to wciągająca historia o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości. Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice, mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, nie dojadają. W dodatku brat z siostrą niebezpiecznie zbliżają się do siebie...

Wielki powrót kultowej powieści.

Tłumacz: Bożena Wiercińska

Kwiaty na poddaszu - wybrana recenzja:

Anna_markietanka 13/03/2012

„Kwiaty na poddaszu” to wstrząsająca saga rodzinna, poruszająca temat wyizolowania, zakazanej miłości i „dziwnych” relacji rodzinnych. Stanowi ona pierwszy tom opowieści o rodzinie Dollangangerów.
Tą kochającą się rodzinę spotyka tragedia, która... (czytaj dalej)

Kwiaty na poddaszu - szczegółowe informacje:

Dział: Książki
Wydawnictwo: Świat Książki
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:125x187
Ilość stron:384
ISBN:978-83-7943-014-7
Wprowadzono: 13.02.2012
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Kwiaty na poddaszu - recenzje klientów

13/03/2012

„Kwiaty na poddaszu” to wstrząsająca saga rodzinna, poruszająca temat wyizolowania, zakazanej miłości i „dziwnych” relacji rodzinnych. Stanowi ona pierwszy tom opowieści o rodzinie Dollangangerów.
Tą kochającą się rodzinę spotyka tragedia, która zmienia nieodwracalnie ich życie. W wypadku samochodowym ginie ojciec, pozostawiając żonę i czwórkę dzieci w bardzo trudnej sytuacji, praktycznie bez środków do życia. Kobieta, która na skutek swojego małżeństwa została wykluczona z rodziny, jest teraz zmuszona wrócić do rodzinnego domu i dostosować do panujących tam reguł. Aby dziadek nie dowiedział się, że jego córka ma dzieci, kobieta wraz z matką, ukrywają dzieci na poddaszu. Dzieci przez wiele lat są zmuszone żyć w izolacji, bez kontaktu z otoczeniem, bez możliwości wyjścia na dwór, podczas gdy ich matka ponownie wychodzi za mąż i prowadzi wystawne życie.
Rodzeństwo zaczyna tworzyć własną rodzinę, dbać o siebie, opiekować się – jest funkcja taty, mamy i dzieci. Zaczynają ich łączyć niezdrowe więzi i uczucia – skąd jednak mają brać wzorce postępowania? Nikt się nimi nie zajmuje, nie interesuje, nie kocha…. Są zamknięte i zdane tylko na siebie – a przecież to tylko dzieci! Makabryczne !

„Kwiaty na poddaszu” wstrząsnęły mną po raz kolejny, chyba nawet mocniej niż przed laty – teraz sama jestem matką i jeszcze głębiej porusza mnie opowieść. Jak matka może stawiać wyżej swoje dobro i przyjemności nad dobro własnych dzieci? Praktycznie je porzuciła i wyparła się ich – co z tego, że zapewniała im żywność, prezenty ( i to też do czasu)?! Nie jestem w stanie zrozumieć motywów takiego zachowania. Wstrząsa i wzburza sytuacja dzieci, które nagle musza dorosnąć i rozumieć rzeczy, które nie powinny ich dotyczyć. Dzieci, które same muszą tworzyć swoje wzorce, radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach, kochać się, wspierać i marzyć o wolności ….

To makabryczna, sięgająca w głąb duszy opowieść, która pozostawia po sobie niezatarty ślad. Wzbudza w czytelniku mnóstwo emocji. Jest napisana w nieskomplikowany sposób, jednak otacza ją aura tajemniczości i grozy.
„Kwiaty na poddaszu” to jedna z tych niewielu książek, które pamięta się przez całe życie.

http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2012/01/kwiaty-na-poddaszu-virginia-cleo .html

- 15/02/2012

W tej powieści roi się od zagadek i mrocznych tajemnic. Dlaczego matka z czwórką dzieci wraca do domu rodziców, którzy jej nienawidzą? Dlaczego godzi się na kolejne szantaże i zamyka swoje pociechy na strychu domu? Dlaczego coraz rzadziej wraca do swoich więźniów? Co tak naprawdę zdarzyło się w przeszłości? Virginia Andrews wie, jak budować napięcie i tworzyć pełną grozy historię, która wciąż nie traci na aktualności. Ta powieść, chociaż bohaterowie posługują się tu w dialogach sztucznie brzmiącym, wiktoriańskim językiem, wciąż angażuje emocje odbiorców - i to w najwyższym z możliwych stopniu. Przede wszystkim z uwagi na nietypowy wątek niosący fabułę - kazirodcze związki w skazanej na ciężką karę rodzinie. Poza tym również ze względu na zaburzenie tradycyjnych literackich relacji matka-dziecko. Tu zagrożenia płyną ze strony, z której nikt by się ich nie spodziewał - i to właśnie potężna siła "Kwiatów na poddaszu".

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Czereśnie zawsze muszą być dwie

M. Witkiewicz

książka

23,93 zł taniej -35%

13 powodów

J. Asher

książka

24,71 zł taniej -31%

Deniwelacja Trylogia z komisarzem ...

R. Mróz

książka

27,87 zł taniej -30%

Virginia C. Andrews - przeczytaj też

Mroczny las Rodzina de Beers tom 2

V. Andrews

książka

26,92 zł taniej -25%

Willow Rodzina de Beers tom 1

V. Andrews

książka

30,51 zł taniej -15%

Tajemniczy brat

V. Andrews

książka

29,68 zł taniej -15%

Pamiętnik Christophera Duchy ...

V. Andrews

książka

29,68 zł taniej -15%

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: