Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Robimy pięć formalnych kroków do krawędzi schodów. Ja i Szakal. Znowu się napinam, by zapanować nad ciałem. Bez skutku. Jakbym był uwięziony w wielkim robocie, może takim jak z „Obcego”, który idzie zgodnie z zaprogramowanym poleceniem, a ja nie potrafię nawet znaleźć panelu sterowania. Stajemy. Palce naszych stop dotykają krawędzi otchłani.
Wiem, że znajdujemy się dokładnie sto szesnaście stóp mierzonych w pionie nad placem Ocelota albo trzysta osiemdziesiąt dziewięć stóp, jeżeli zmierzyć odległość do pokonania po schodach, czyli jakieś dwieście sześćdziesiąt kroków. Ale teraz mam wrażenie, że wysokość jest dwukrotnie większa, i to nie dlatego, że ciało mam mniejsze niż wcześniej. Spoglądamy w dół na wirujące latawce. Wir, który nas wciągnie. Turkusowe stopnie pokryte różową pianą, mieszanką piwa z agawy i krwi wcześniejszych ofiar. Każdy schodek ma z boku trójkątny kamień, przez co krawędzie przypominają ogromne ząbkowane ostrza piły. Architektura jako broń.
Chodziło o to, że mam się stoczyć z gracją po schodach. Na dół dotrę na pewno w częściach. A ludzie zbiorą je wtedy i przygotują ze mnie jajecznicę, po czym zaczną częstować porcjami wszystkich, którzy zgromadzili się na placu między trzema piramidami.
Niech to szlag. Prawdziwy pech. Może zbyt wiele oczekiwałem. Myślałem, że zjawię się w mieście Majów i wszystko będzie jak należy: usadowię się w ładnym, czystym mózgu na najwyższym stołku obecnego świata i stąd, skoro zostanę władcą, będę mógł robić, co mi się żywnie podoba: może nawet będę miał prawdziwą okazję, by wziąć udział w Grze, zbuduję sobie grobowiec według własnego widzimisię, a wcześniej nawet trochę poużywam życia, bez problemu. Gdybym tylko...
Dość, powiedziałem sobie. Wróć do rzeczywistości. W rzeczywistości
po prostu nie kontroluję motorycznych ścieżek nerwowych Szakala. Jestem tylko bagażem, zwisam bezwładnie z kory mózgowej jego płatów czołowych. A Szakal ma zamiar z godnością i wiarą, imbecyl jeden, rzucić się ze schodów, umrzeć w spektakularnym akcie heroizmu – i to już za chwilę...
„Czternaście słońc, piętnaście słońc...”
Pieśń staje się coraz głośniejsza i bardziej napięta. Ludzie mnie dopingują, zachęcają do skoku, i czuję pragnienie, by nie tylko postąpić zgodnie z tymi oczekiwaniami, ale nawet powyżej oczekiwań. Mieli tyle nadziei, tyle wiary – ode mnie chcieli tylko jednego małego kroku...
Chyba każdy na tym miejscu mógłby skoczyć w przepaść, byle sprostać oczekiwaniom tłumu na dole. Może to właśnie należało zrobić...
Nie. Odrzuć tę myśl, Jed, napomniałem się. No, dalej. Przerzuć dźwignię biegu obok fotela kierowcy, chwyć kierownicę i zawroć woz. Tubylcy przekroczyli granicę. Żadnych waha...
Ma! – warknął na mnie Szakal. Nie!
Poczułem pęta zaciskające się na moich myślach, jakby mentalne okowy, i w ułamku sekundy ogarnęła mnie klaustrofobia, a wraz z nią fala paniki, gdy zacząłem się dusić. Wydawało mi się, że zacząłem krzyczeć, ale usta miałem zamknięte, a do płuc nie wciągnąłem głęboko powietrza – nic się nie stało. Tylko stałem jak łania w świetle reflektorów, drżałem z przerażenia i powtarzałem: o mój Boże, o mój Boże. A potem wydało mi się, że słyszę lub wyczuwam, jak świadomość Szakala śmieje się ze mnie, praktycznie rży ze śmiechu w orgiastycznej rozkoszy.
To jest to. Ostatnie chwile przed upadkiem w zapomnienie. Upadkiem,
który wydaje mi się coraz bardziej atrakcyjny.
KRÓLESTWO SŁOŃCA. KSIĘGA I. część *
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: miękka
Ilość stron: 480
Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy
Nasza cena: 36,21
Cena detaliczna: 39,80
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Stany Zjednoczone stają się celem ataku, przy którym zamach z 11 września to drobny incydent. Naukowcy odkrywają, że zostało to dokładnie przepowiedziane w tajemniczym kodeksie Majów. Najważniejszy... i ostatni zapis dotyczy daty 21 grudnia 2012 r. Potem nie ma już nic. Jed DeLanda, rusza z misją w przeszłość, do miasta Majów z roku 664, by poznać odpowiedź na pytanie, które spędza sen z powiek ludzkości:
Czy nadchodzi nasz koniec?
Brian D`Amato - najłatwiej spotkać go w Nowym Jorku, Michigan lub Chicago spacerującego z ukochanym golden retrieverem, Woofym. Artysta rzeźbiarz, który prezentował swoje prace zarówno w galeriach oraz muzeach amerykańskich, jak i zagranicznych, m.in. Whitney Museum, Wexner Center for Contemporary Art i w New Museum of Contemporary Art. W roku 1992 współpracował przy pierwszym pokazie nowego wówczas medium - rzeczywistości wirtualnej - w nowojorskiej Jack Tilton Gallery. D`Amato pisze również dla takich czasopism, jak: Harpers Bazaar, Index, Vogue, Flash Art, oraz najczęściej Artforum. Prowadził zajęcia na temat sztuki i historii sztuki na uniwersytetach w Nowym Jorku, Ohio i Yale (ma licencjat tej uczelni). W 1992 jego "Beauty", thriller poświęcony chirurgii kosmetycznej stał się bestsellerem i został przetłumaczony na kilka języków. Dean Koontz uznał tę książkę za najlepszy debiut jaki czytał w ciągu ostatnich 10 lat. Jesienią 2007 r. D`Amato powrócił na listy bestsellerów z powieścią "Królestwo Słońca". Jak zapowiada jest punktem wyjścia do 3-tomowego cyklu.
Tytuł oryginału: In the Courts of the Sun
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: fantastyka, fantastyka naukowa, podróże w czasie, sensacja |
| Wydawnictwo: | Fabryka Słów |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 125x195 |
| Ilość stron: | 480 |
| ISBN: | 978-83-7574-608-2 |
| EAN: | 9788375746082 |
| Wprowadzono: | 19.01.2012 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjęKoralina 18 marzec 2012
Mówi się, że nie należy oceniać książki po okładce, jednak gdy tylko zobaczyłam polskie wydanie Królestwa Słońca autorstwa Briana D'Amato, nabrałam świętego przekonania, że to musi być coś ekstra. Oba tomy prezentują się świetnie, a zestawienie ich razem na półce daje bardzo estetyczny efekt. Nie da się ukryć, że wydawca postarał się aby przyciągnąć uwagę czytelnika do tej pozycji, w niebanalny sposób sugerując, że treść będzie warta swej oprawy. I cóż, sugestia okazała się być trafna. Szczerze mówiąc jestem oczarowana. Nie tyle samą treścią książki, co pomysłem i sposobem jego przedstawienia. Tak wiele mówi się o przepowiedniach Majów, o końcu świata, o roku 2012, mogło by się wydawać, że tak maglowany temat powoli już "trąci myszką". Tymczasem D'Amato nie dość że skutecznie go odkurzył, to jeszcze tchnął w niego świeżość i oryginalność. Magią tej książki jest nauka i matematyka. Wszelkie niezwykłości, mają swoje logiczne źródła. Nawet coś tak abstrakcyjnego i niepojętego jak świadomość czy podróż w czasie, można zważyć i wyliczyć. Niezależnie od tego czy autor podaje nam fakty czy tylko literacką fikcje chłoniemy treść jak gąbka, przekonani, że tak powinno być. Taka jest kolej rzeczy. Akcja natomiast jest bardzo nierówna: raz pędzi na złamanie karku, żeby nagle i nieoczekiwanie zwolnić, zapychana dygresjami Jeda, które choć niezwykle ważne, mogą nieco zirytować, gdy pojawiają się w samym środku niezłego zamieszania. Nie da się ukryć, że Królestwo Słońca to pozycja niebanalna, owszem mająca pewne minusy, ale są one skutecznie przyćmiewane przez zalety. A co najważniejsze, nie tylko fani jednego gatunku znajdą tu coś dla siebie. Mnie skutecznie zaciekawiła historia Majów i sprawiła, że już niecierpliwie czekam na kontynuację.
Cavadrac kgoth1(at)wp.pl 2 luty 2012
„Królestwo Słońca” Briana D’Amato jest książką o tyle nietypową, że wymykającą się klasyfikacji. Czytelnik ma do czynienia częściowo z powieścią historyczną, opowiadającą o życiu i zwyczajach Majów, ale na kartach powieści odnaleźć można elementy przygodowe, sensacyjne, jak również, jeśli nie przede wszystkim, science-fiction. Wystarczy stwierdzić, że ten gatunkowy gulasz wyszedł autorowi nad wyraz smakowicie. „Królestwo Słońca” jest pierwszą księgą trzytomowego cyklu „Gra Ofiarna” traktującego o dość chodliwym ostatnimi czasy temacie, a mianowicie wieszczonym końcu świata mającym nastąpić 21go grudnia 2012 roku. Dlaczego więc warto zainteresować się akurat tą pozycją? Przede wszystkim dlatego, że zamiast udowadniać nieuchronność zguby rodzaju ludzkiego, bohater D’Amato, genialny matematyk i potomek Majów – Jed DeLanda robi cokolwiek w kierunku zapobiegnięcia zagładzie. Jednakże nie jest to jedyny argument przemawiający za powieścią. Autor dostarcza historię wciągającą od pierwszych stron i teorii na temat podróży w czasie. Pełna napięcia akcja, częste kończenie rozdziałów tzw. „cliffhangerami” oraz pierwszoosobowa, przesycona humorem i kąśliwymi uwagami narracja jedynie dokłada kolejne smaczki do przyjemności płynącej z lektury. Pierwsza księga trylogii została przez Fabrykę Słów podzielona na dwie części. Zabieg uzasadniony, patrząc na objętość „Królestwa Słońca”, jak również na cenę, rozłożoną na dwa tomy w miejsce jednej, ale wyższej. Wydanie trzyma wysoki poziom od okładki począwszy, na słowniczku oraz rycinach mających ułatwić czytelnikowi orientację w świecie Majów skończywszy. „Królestwo Słońca” można polecić właściwie każdemu miłośnikowi dobrej książki. Nawet jeśli ktoś na sam dźwięk słowa „fantastyka” dostaje dreszczy, to pozostałe elementy powieści sprawią, że ta drobna niedogodność przestanie być odczuwalna. Książka warta swojej ceny.
Zobacz również
