zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Królestwa Grozy - Joe Dever

Królestwa Grozy Lone Wolf

Joe Dever

cena: 29,96

Król Edyp - SOFOKLES

Król Edyp

SOFOKLES

cena: 27,23

Krav maga - David Kahn

Krav maga

David Kahn

cena: 28,60

Krakatit - Karel Capek

Krakatit Literatura czeska

Karel Capek

cena: 27,22

Kosmiczne jajo - Christian Heinrich, Christian Jolibois

Kosmiczne jajo Kurczaki Luzaki

Christian Heinrich,

Christian ...

cena: 11,27 9,58

Kosi kosi łapci - PRACA ZBIOROWA .

Kosi kosi łapci Książeczka maluszka

PRACA ZBIOROWA .

cena: 8,88 7,55

Koronacja - Boris Akunin

Koronacja

Boris Akunin

cena: 31,68

Korona dla Hansa Andersa - Laura Jackson

Korona dla Hansa Andersa Utwory wybrane: ...

Laura Jackson

cena: 35,40

Kopciuszek - PRACA ZBIOROWA .

Kopciuszek Edukacyjny teatrzyk kukiełkowy

PRACA ZBIOROWA .

cena: 29,41 25,00

Koniec świata - Jean-Marc Bot

Koniec świata Duch czasów ostatecznych

Jean-Marc Bot

cena: 27,14

Koniec gry - Anna Onichimowska

Koniec gry

Anna Onichimowska

cena: 29,83 25,36

KRÓLESTWO SŁOŃCA. KSIĘGA I. część **
powiększenie, przód
przeczytaj fragment książki
KRÓLESTWO SŁOŃCA. KSIĘGA I. część **

Ludzkie roje kłębiły się pod `mul` Huraganu, przepływały do stosów płonących liści i proporców oraz kart ofiarnych. Ludzie zataczali się do ognisk z wiązkami trzciny, szmat i drewna, przepychali się przez otaczający je krąg obserwatorów i dorzucali swój ładunek do stosów. Widziałem, jak krewniak Powoju w białej przepasce, trochę starszy ode mnie, unosił dziecko jak najdalej od ognia i przepychał się do stopni dziedzińca. Heroiczny uczynek, pomyślałem. Ktoś jednak stara się ratować innych. Ludzie nie są tacy źli. Krewniak przeszedł
nad kręgiem starych kobiet. Siedziały na osmalonych zwłokach i skubały kwiaty ze świątecznych girland, podczas gdy tuż obok ich wnuki szarpały się ze sobą i zdzierały łupy ze zmarłych. A wokół rozbrzmiewał śmiech.
Ale ludzie nie tylko się śmiali. Pomagali sobie w samobójstwie. Na przykład widziałem, jak mężczyzna wyciąga ramię i zachęca drugiego, chyba brata, by je obciął. A brat próbował tego dokonać przy pomocy niewielkiej piły. Trzy pociągnięcia, by przepiłować kość, po czym jeszcze trzeba było odciąć ścięgna. Potem nastąpiła zmiana miejsc, tyle tylko, że osłabiony amputacją brat nie zdołał już odwzajemnić przysługi. To było jak jakaś koszmarna, slapstickowa czarna komedia, trochę jak sceny z Czarnym Rycerzem w „Monty Pythonie i Świętym Graalu”, tyle tylko, że ci ludzie naprawdę cierpieli po okaleczeniu, nawet
jeżeli się śmiali. Dostrzegłem grupkę akolitów po kolei próbujących przebić mur na stopniach. Wcale nie chcieli przejść. I dziecko biegnące przez krąg muzyków do wysokiego ogniska. Myślałem, że dzieciak chce je przeskoczyć. Nie uda mu się, pomyślałem, to niemożliwe.
Ale chłopak tylko eleganckim szczupakiem zanurkował w płomienie i zniknął w fontannie iskier. Jego towarzysze wznieśli wiwaty. Wyglądało, jakby świetnie się bawili.
Z pewnością nie przypominało to rewolucji w rozumieniu dwudziestego pierwszego wieku. Nikt nie planował pozbycia się ludzi wyższego stanu. Podejrzewam, że nikomu z niższych klanów nie przyszłoby nawet do głowy, by przejąć władzę. Pokrewieństwo i przynależność łatwo było rozpoznać po strojach i znakach. Widzieliśmy braci, wujów i dzieci zabijających się i okaleczających nawzajem, zebrani w małe grupy praktycznie rozbijali sobie głowy, podnosili babkę lub matkę i rzucali nią jak workiem lub przegryzali im szyje. Inni, którzy nigdy by się nawet nie dotknęli, teraz mieszali się razem. Różnice społeczne zniknęły. Kobiety tańczyły z mężczyznami należącymi do konkurencyjnych
klanów. Tragarze w papierowych przepaskach gołymi rękami tłukli oszczepników Pumy w skandalicznie bogatych strojach. Dwudziestu niemal nagich niewolników, którzy zerwali linę trzymającą ich na uwięzi, ale nadal byli skrępowani w pasie razem w długi szereg, przeciskało się do ogniska jak olbrzymi wij, po drodze napychając sobie usta jedzeniem złożonym w ofierze. Godzinę temu wzbudziłoby to święte oburzenie. Miasto opierało się na kruchej piramidzie hierarchii, a kiedy rozerwało się parę więzi, runęło wszystko.
To nie przypominało zamieszek w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Bardziej wyglądało, jakby festiwal Mardi Gras wymknął się spod kontroli, jak rozwiązłość w obliczu czarnej śmierci, stopniowe pogrążanie się w chaosie, które wiązało się z ostatnim dniem roku szkolnego, kiedy kosze na śmieci fruwają przez okna, a uczniowie skaczą po ławkach, drą i rzucają na schody podręczniki. Albo kiedy kibicom puszczają hamulce po wielkich imprezach sportowych i zaczynają się akty wandalizmu. Oczywiście to mała skala, ale ta sama atmosfera, ten sam ponadczasowy wzorzec. Nic nie czyni człowieka bardziej wolnym niż poczucie wolności niszczenia, poddanie się nienawiści i niszczenie życia w prawdziwie Sardanapalowskim stylu. Było to szaleństwo jak na koniec świata przystało.
La gran puta, pomyślałem. Chodziło tylko o odwrócenie uwagi, ludzie mieli zrobić zamieszanie, żebyśmy mogli zakraść się do Pum, ukraść narkotyk i zniknąć. Nie zakładałem, że dojdzie do takiego zamętu. Przecież ci ludzie nie chcą chyba spalić swojego domu, prawda? Nie chcą...
Może sytuacja zdarzyłaby się niezależnie od warunków, wystarczyłaby tylko odpowiednia mieszanka stresujących czynników. W Teotihuacan panowała śmiercionośna kombinacja ekonomicznej desperacji i religijnych napięć, jak w Organizacji Wyzwolenia Palestyny. I chyba, jak w przypadku zamachowców samobójców, główną motywacją działania była zniewaga. Mieszkańcy Teotihuacan może nie byli gotowi, by uczynić to, czego żądała Koh, ale złość na kocie klany sprawiała, że zrobiliby niemal wszystko, by im odpłacić. Dla zwolenników Gwiezdnego Grzechotnika ten jeden mroczny dzień odnowił ich baach – ich twardość, chłód, macho, soldatentum, honor, męskość, serce i tę całą resztę, którą też można włączyć do tłumaczenia. To była szansa na załatwienie starych porachunków.
Jak dotąd Pumy nawet nie zaczęły się nami interesować. Czyli dywersja się udała, czyż nie?
Zauważyłem, że Powój w białej opasce krewniaka wrócił do pożaru. Trzymając swoje dziecko za włosy i za przepaskę, rozhuśtał je, by nabrało pędu, po czym rzucił syna w piekło, jakby to był worek odpadków. Dziecko wrzasnęło, potem umilkło, gdy upadło w żar, ale znowu zaczęło krzyczeć, głośniej i bardziej przeszywająco, dopóki jego małych płuc nie wypełnił dym.
Hun Xoc uszczypnął mnie dłonią od włóczni i pociągnął naprzód. Na górze byliśmy wystawieni na ogniste pociski. Pogalopowałem po schodach na plac. Znowu ustawiliśmy się w szyku i ruszyliśmy przez tłum.
Przeszliśmy pół dziedzińca, zanim uświadomiłem sobie, że tłok przed nami robi się większy. Krewniacy z pierwszych szeregów padli pod naporem. Potknąłem się i wsparłem na krewnym przede mną, jak się okazało – 4 Słonecznym Rozprysku, zszywaczu skóry. Dobrze.
Zawsze miło mieć pod ręką medyka. Auć.
Nic nie widziałem.
Odwróciłem się, wymacałem ramię Łajna Pancernika. Miało bliznę od oparzenia, dlatego go rozpoznałem. Wskazałem na swoje oczy. Łajno Pancernika pochylił się, niemal mnie odpychając, ujął moją twarz w dłonie, otworzył mi powieki palcami i wylizał gałki oczne.
Przećwiczyliśmy to jako zastępnik maści. Dla obserwatorów wyglądało to pewnie, jakbyśmy postanowili jednak zająć się sobą, nie walką. Na dodatek nawet przez grubą tkaninę przepaski wyczułem, że chłopak ma erekcję. To tylko stres, chciałem mu powiedzieć. Nie myśl sobie czasem...
Oczy miałem otwarte. Och, o wiele lepiej. Ktoś naparł na formację od mojej strony. Krewniak Jaszczura. Jeden z naszych upadł bezwładnie. Został ciężko ranny. Pierwszy szereg położył go wygodniej. Nie mogliśmy jednak uniknąć deptania po nieszczęśniku. Nasz nacom, egzekutor, zabił go, przecinając arterie pod pachami.
Kolejnym problemem, jaki wiązał się tutaj z walką, było pragnienie, by nieść poległych z resztą oddziału. Nikt nie chce, by wrogowie zabrali ciało członka rodziny. 12 Kajman i ja wiedzieliśmy, że na to nie można sobie przy naszym zadaniu pozwolić. Ale krewniacy nie poradziliby sobie z pomysłem, by porzucić martwych towarzyszy. Nie chcieliśmy też, by myśleli, że jeżeli polegną, pozostawimy ich na pastwę wrogów, by ich dusze stały się niewolnikami wrogów na wieki. Dlatego wypracowaliśmy kompromis. Nacom odcinał warkocz krewniaka i jego jądra, by zabrać je do rodziny, a ciało pozbawiał cech pozwalających na rozpoznanie – zdzierał tatuaż i odbierał krewniakowi oddech, imię i uay czymś w rodzaju małej samehada – maczugi z miotełką. Ale nawet wtedy 12 Kajman musiał przypomnieć krewnym, żeby puścili ciało. Przypominało to rozkazanie głodnemu psu, by puścił gnata.
Znowu czekaliśmy. Krew zabitego kleiła się nam do gumowych podeszew sandałów. Co chwila naciskaliśmy lekko naprzód, ale za każdym razem zostawaliśmy odepchnięci – jak szczenięta od drzwi klatki.

KRÓLESTWO SŁOŃCA. KSIĘGA I. część **

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Oprawa: miękka

Ilość stron: 432

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 36,21

Cena detaliczna: 39,80

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Klan Ocelota chce zniszczyć władcę miasta Ix i przejąć jego królestwo. Człowiek z przyszłości i przywódca klanu Orła mają zbieżne cele - pragną zmienić przyszłość, tą najbliższą i wieki późniejszą. Trudniej o bardziej zdumiewający sojusz.
Genialny matematyk Jed DeLanda, wraca do czasów świetności cywilizacji Majów. Nie fizyczne. Kopia jego umysłu zostaje zagnieżdżona w głowie ówczesnego wojownika. To największy sukces w dziejach ludzkości. I prawdopodobnie ostatni, bo znana jest już data wyznaczająca kres istnienia ludzkiego gatunku.
Jed miał poznać sekrety mistrzów narzędzia przepowiadania przyszłości - tajemniczej Gry Ofiarnej i znaleźć przyczyny nadciągającej zagłady. Jest setki kilometrów od celu, sam w obcym miejscu i w obcym czasie. Wiedza z przyszłości i umysł matematyka to jego broń.
Ale czy można powstrzymać przeznaczenie?


Brian D`Amato - najłatwiej spotkać go w Nowym Jorku, Michigan lub Chicago spacerującego z ukochanym golden retrieverem, Woofym. Artysta rzeźbiarz, który prezentował swoje prace zarówno w galeriach oraz muzeach amerykańskich, jak i zagranicznych, m.in. Whitney Museum, Wexner Center for Contemporary Art i w New Museum of Contemporary Art. W roku 1992 współpracował przy pierwszym pokazie nowego wówczas medium - rzeczywistości wirtualnej - w nowojorskiej Jack Tilton Gallery. D`Amato pisze również dla takich czasopism, jak: Harpers Bazaar, Index, Vogue, Flash Art, oraz najczęściej Artforum. Prowadził zajęcia na temat sztuki i historii sztuki na uniwersytetach w Nowym Jorku, Ohio i Yale (ma licencjat tej uczelni). W 1992 jego "Beauty", thriller poświęcony chirurgii kosmetycznej stał się bestsellerem i został przetłumaczony na kilka języków. Dean Koontz uznał tę książkę za najlepszy debiut jaki czytał w ciągu ostatnich 10 lat. Jesienią 2007 r. D`Amato powrócił na listy bestsellerów z powieścią "Królestwo Słońca". Jak zapowiada jest punktem wyjścia do 3-tomowego cyklu.

tytuł oryginału: In the Courts of the Sun

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: fantastyka, fantastyka naukowa, podróże w czasie, sensacja

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: miękka
Wymiary: 125x195
Ilość stron: 432
ISBN: 978-83-7574-630-3
EAN: 9788375746303
Wprowadzono: 19.01.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Koralina 18 marzec 2012

Mówi się, że nie należy oceniać książki po okładce, jednak gdy tylko zobaczyłam polskie wydanie Królestwa Słońca autorstwa Briana D'Amato, nabrałam świętego przekonania, że to musi być coś ekstra. Oba tomy prezentują się świetnie, a zestawienie ich razem na półce daje bardzo estetyczny efekt. Nie da się ukryć, że wydawca postarał się aby przyciągnąć uwagę czytelnika do tej pozycji, w niebanalny sposób sugerując, że treść będzie warta swej oprawy. I cóż, sugestia okazała się być trafna. Szczerze mówiąc jestem oczarowana. Nie tyle samą treścią książki, co pomysłem i sposobem jego przedstawienia. Tak wiele mówi się o przepowiedniach Majów, o końcu świata, o roku 2012, mogło by się wydawać, że tak maglowany temat powoli już "trąci myszką". Tymczasem D'Amato nie dość że skutecznie go odkurzył, to jeszcze tchnął w niego świeżość i oryginalność. Magią tej książki jest nauka i matematyka. Wszelkie niezwykłości, mają swoje logiczne źródła. Nawet coś tak abstrakcyjnego i niepojętego jak świadomość czy podróż w czasie, można zważyć i wyliczyć. Niezależnie od tego czy autor podaje nam fakty czy tylko literacką fikcje chłoniemy treść jak gąbka, przekonani, że tak powinno być. Taka jest kolej rzeczy. Akcja natomiast jest bardzo nierówna: raz pędzi na złamanie karku, żeby nagle i nieoczekiwanie zwolnić, zapychana dygresjami Jeda, które choć niezwykle ważne, mogą nieco zirytować, gdy pojawiają się w samym środku niezłego zamieszania. Nie da się ukryć, że Królestwo Słońca to pozycja niebanalna, owszem mająca pewne minusy, ale są one skutecznie przyćmiewane przez zalety. A co najważniejsze, nie tylko fani jednego gatunku znajdą tu coś dla siebie. Mnie skutecznie zaciekawiła historia Majów i sprawiła, że już niecierpliwie czekam na kontynuację.

Zobacz również

Teraz ją widzisz - Joy Fielding

Teraz ją widzisz

Joy Fielding

cena: 34,82 29,60

PLAYER ONE - Ernest Cline

PLAYER ONE

Ernest Cline

cena: 39,70 33,75

Kancelaria - John Grisham

Kancelaria

John Grisham

cena: 41,61 35,37

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.