książka
Złoto generałów. Służby specjalne PRL na tropie skarbów III Rzeszy
Kowalski Jacek M., Kudelski Robert J.
Cena: 30.50 PLN
więcej >>

Koszty przesyłek pocztowych w Księgarni Gandalf
Masz wątpliwości?
Skontaktuj się z nami:
(9:00-17:00)
Mateusz
Edyta
0 801 000 798 (24gr/min z vat)
(0 42) 252-39-23Ania
Zamówienia przyjmujemy wyłacznie
poprzez stronę www.


Jeszcze żyję...
Joanna Tlałka-Stovrag
Wydawnictwo: Branta
Oprawa: miękka
Wprowadzono:
26-05-07
ISBN: 978-83-601-8651-0
Stron: 168
Wymiary: 145x205
Nasza cena: 3.26 PLN
Rabat: 9%
Cena rynkowa: 3.58 PLN
Wysyłamy w: 24 do 48h + czas dostawy
Prawdziwa, wzruszająca historia dwojga młodych ludzi - dziewczyny z Krakowa i chłopaka z Sarajewa, którą czyta się jednym tchem. Lektura dla każdego, bo o wielkim uczuciu, rozłące, rozterkach; sprawach zawsze i wszędzie aktualnych, choć ich tło bywa zmienne. Bohaterowie tej opowieści, wbrew przestrogom wsłuchiwali się w bicie swoich serc. Ich losy zainteresowały kiedyś Waldemara Milewicza - legendę polskiego dziennikarstwa - który nakręcił o nich film. Teraz oni na kartach tej książki wspominają jego. Weź do ręki i przeczytaj, jakimi ścieżkami może chodzić miłość.
Tłem książki "Jeszcze żyję..." jest wojna w Bośni, o której Polacy nigdy tak naprawdę nie wiedzieli za wiele, choć kraj ten jest oddalony od nas raptem o tysiąc kilometrów. W lipcu ubiegłego roku minęło 11 lat od masakry w Srebrenicy, a jej sprawcy do tej pory nie zostali rozliczeni; w listopadzie - 11 lat od zakończenia konfliktu, który stał się "wyrzutem sumienia Europy". Warto o tym pamiętać, choćby było to tylko tłem prawdziwej historii o miłości, która przetrwała. Jeszcze jednym z powodów jest wspomnienie o Waldemarze Milewiczu - póki czas, póki go jeszcze ludzie pamiętają...
Joanna Tlałka-Stovrag - rodowita krakowianka, ukończyła slawistykę na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, z zawodu i zamiłowania zajmuje się przekładem i nauczaniem języków słowiańskich; od kilkunastu lat jest tłumaczem przysięgłym języków: chorwackiego, bośniackiego i serbskiego; pracowała jako pilot wycieczek zagranicznych. W czasie wojny na Bałkanach towarzyszyła Waldemarowi Milewiczowi jako tłumacz w wyjazdach organizowanych przez TVP; współautorka przewodnika turystycznego "Chorwacja", który po sukcesie na polskim rynku ukazał się w Czechach, oraz "Słownika pisarzy świata". W "Jeszcze żyję..." dzieli się z Czytelnikami opowieścią, którą napisało samo życie. To historia o miłości, nadziei i wojnie. Tragizm wojny na Bałkanach nie został tu przedstawiony poprzez świat fikcji, jest realny, a przez to bliski każdemu człowiekowi.
21 sierpnia 2007
Irena Szulc irena.szulc@op.pl
Wreszcie świetna książka, biały kruk na polskim rynku, wreszcie ktoś ośmielił się napisać o miłości pięknie, z czułością, tak po prostu, naturalnie, bez wulgaryzmów, bez brudu i naciąganego modnego bełkotu zwanego często przez krytyków i recenzentów "literackością". tW obecnym świecie tak mało mówi się o pozytywnych uczuciach. Ludzie niestety nie dzielą się dobrem, które przeżywają (a szkoda, bo każdy człowiek ma serce), jednak prawdziwe uczucia rozwijają się obok nas i wielu potrafi żyć pięknie. Warto to pokazywać, bo czytelnicy są spragnieni książek, w których jest nadzieja, a nie bezwartościowe pijackie czy bezwstydne monologi, seks, narkotyki i najgorszy ludzki brud. tJoanna Tlałka-Stovrag nie boi się mówić też o wierze, o Bogu, a na to decyduje się niewielu pisarzy. Robi to z taktem, jej słowa płyną naturalnie, z godną pozazdroszczenia prostotą, nie rażą co łatwo może się zdarzyć przy podjęciu tego tematu. Autorka również tu wychodzi obronną ręką, choć opisuje uczucie rozwijające się między ludźmi różnej wiary, przerwane niespodziewanym wybuchem wojny w Bośni. W tym kontekście nie dziwi pozytywna opinia na okładce Ojca Leona Knabita: "...zostałem wchłonięty przez wygrywającą miłość i przegrywającą nienawiść". tW książce, oprócz wątku opisującego miłość młodych studentów: Polki i Bośniaka, jest również godny podkreślenia wątek o domu rodzinnym, o matce autorki. Jakże ten tekst różni się od popularnych obecnie tekstów o "toksyczności rodziców", których wielu obwinia za swoje nieudane życie, nieudane związki, za niezdolność do miłości. tW "Jeszcze żyję..." jest coś, co należałoby nazwać "pokrzepieniem dla ducha", bo mimo dramatyczności historii miłosnej, poczucie nadziei nie gaśnie przy lekturze - od początku do końca. A po skończeniu gwarantowany czas na przemyślenia o przeczytanym tekście - ta książka po prostu wywiera niesłychane wrażenie i pozostawia ślad!tJa zainteresowałam się nią po artykule Magdaleny Huzarskiej-Szumiec pt. "Miłość w czasach wojennej zarazy", jaki ukazał się w Gazecie Krakowskiej i przeczytałam przez noc, nie mogąc się oderwać. Gazeta poświeciła tej pozycji całą stronę oraz dołączyła zdjęcie autorki wraz z mężem i dziećmi. W książce jest dużo zdjęć, które przy historii prawdziwej są jej dodatkowym atutem - obejmują długi okres, bo od 1989 r. do 2006 r. tKsiążka wciąga jak mało która, nie męczy, nie nudzi. Już od pierwszych stron widać, że jest świetnie napisana, bo intryguje i zaciekawia. Dobry warsztat. Nikt, kto ją przeczyta, nie będzie stratny, bo ten tekst nie tylko potrafi poruszyć głęboko duszę, sprawić, że zastanowimy się nad tym, jak mało w nas umiejętności cenienia tego, że nasza ojczyzna żyje w pokoju, jak mało wytrwałości, wiary czy tolerancji; ale też można się z niej dowiedzieć dużo o Bałkanach, o tym, jacy ludzie tam żyją, jacy są, z czym borykali się przez wieki, czy są podobni do nas Polaków. Wiele ciekawych informacji jest podanych w taki sposób, że czytając, chłonie się je mimowolnie, bez trudu, bez męczących opisów. Jakby podawał nam je doświadczony wykładowca. W tej książce nie ma trudnych do przebrnięcia partii tekstu, nie ma sztampy, nie ma też koszmarów, mimo że to książka również o straszliwej wojnie, o której niestety szybko zapomniano. Kto z Polaków wiedział, że w XX wielu musiano w Sarajewie wykopać podziemny tunel, bo miasto było zablokowane kilka lat (było to najdłuższe oblężenie miasta w historii XX-wiecznych wojen). tGodne uwagi jest również to, że autorka nawet nie wymienia Slobodana Miloszewicia czy Ratka Mladicia, nie oskarża nikogo, choć pisze o Serbach, Chorwatach i Muzułmanach. Oby więcej było takich tekstów, zwłaszcza o tym konflikcie, w których autor potrafi zachować dystans i nikogo nie oskarżać. Kolejną wartością jest wzmianka o znanym dziennikarzu Waldemarze Milewiczu. Autorka, która była jego tłumaczką, opisała swoje spotkanie z nim z dużą dozą obiektywizmu, choć wyraźnie można odczuć, że ona widziała w Milewiczu przede wszystkim dobrego człowieka - choć inni mogli mu mieć do zarzucenia, że pozuje i gra pod publikę; jedni go lubili, inni nie, jak to bywa między ludźmi, zwłaszcza w stosunku do kogoś, kto jest popularny i odnosi sukcesy. Na okładce książki jest dyskretny napis: "Bałkańska miłość uwieczniona kamerą Waldemara Milewicza", gdyż Milewicz nakręcił film dokumentalny o bohaterach tej książki. Według mnie ten napis powinien być trochę większy, by przyciągnąć większą liczbę czytelników, bo choć ludzie odchodzą, od nas zależy, czy o nich pamiętamy. Chętnie sama też obejrzałabym ten film, niestety TVP nie powtarza programów tego reportera, a szkoda, bo jak dotąd nie ma dziennikarza choćby dorównującego Milewiczowi. Książkę "Jeszcze żyję..." polecam gorąco, jest świetna, opisuje zwykłe-niezwykłe wydarzenia, porusza tematy ważne dla każdego człowieka, daje rzetelne informacje o Bałkanach i wojnie, jaka tam miała miejsce, nawet o roli ONZ i, co warto podkreślić, może ja z zaciekawieniem przeczytać nastolatka, dojrzały mężczyzna, jak i osoba starsza. Szkoda tylko, że nie jest bardziej obszerna, bo to corvus albus na rynku księgarskim.


















