rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Jedenaście minut
ocena: 6, głosów: 21
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Jedenaście minut

Zrozumieć miłość - oto mój cel. Gdy kochałam, czułam, że naprawdę żyję. Wiem też, że wszystko, co mam teraz, jakkolwiek może się wydawać ciekawe, nie wzbudza we mnie entuzjazmu.
Miłość jednak bywa okrutna. Widziałam, jak cierpią moje przyjaciółki, i nie chcę tego doświadczyć na własnej skórze. Te same, które dawniej naśmiewały się ze mnie i z mojej niewinności, teraz pytają, jak ja to robię, że tak dobrze radzę sobie z mężczyznami. Uśmiecham się i zbywam je milczeniem, ponieważ wiem, że lekarstwo jest gorsze od samego bólu: po prostu nie zakochuję się. Z każdym dniem widzę coraz wyraźniej, jak bardzo mężczyźni są słabi, niestali, niepewni siebie, dziwni... Zdarzało mi się odrzucać awanse ojców niektórych moich przyjaciółek. Wcześniej mnie to gorszyło. Teraz myślę, że to nieodłączna część męskiej natury.
Choć moim celem jest zrozumieć miłość i choć nieraz cierpiałam za sprawą tych, którym oddałam serce, muszę przyznać, że ci, którzy dotknęli mojej duszy, nie rozbudzili mojego ciała, ci natomiast, którzy dotknęli mojego ciała, nie poruszyli mojej duszy. Po ukończeniu szkoły średniej dziewiętnastoletnia Maria znalazła posadę sprzedawczyni w sklepie z tkaninami. Właściciel zakochał się w niej - wtedy już potrafiła posłużyć się mężczyzną, nie pozwalając się wykorzystać. Nigdy nie pozwoliła mu się dotknąć, choć zawsze była dla niego czarująca. Zdawała sobie sprawę z siły swojej urody.
Siła urody... Czym może być świat dla brzydkich kobiet? Miała przyjaciółki, na które nikt na tańcach nie zwracał uwagi, z którymi nikt nie rozmawiał. Dziewczyny te przywiązywały dużą wagę do najwątlejszego uczucia, jakim je obdarzono, rozpaczały w milczeniu, gdy je odtrącano, i starały się nie budować swej przyszłości na złudnej nadziei, że się komuś spodobają. Były bardziej niezależne, więcej czasu poświęcały sobie, choć w mniemaniu Marii świat musiał się im wydawać nie do zniesienia.
Maria była świadoma swojej urody. Choć zazwyczaj puszczała mimo uszu przestrogi matki, tej jednej nie zlekceważyła: `Córeczko, uroda przemija`. Dlatego trzymała pracodawcę na dystans, co przyniosło jej znaczną podwyżkę (nie wiedziała, jak długo uda się zwodzić go samą nadzieją, że pewnego dnia pójdzie z nim do łóżka, ale jak na razie dobrze zarabiała), nie licząc premii za godziny nadliczbowe (tak naprawdę wolał mieć ją przy sobie, obawiając się, że gdyby zaczęła wychodzić wieczorami, mogłaby stracić dla kogoś głowę). Pracowała dwadzieścia cztery miesiące bez przerwy, dzięki temu mogła wspomóc rodziców, no i - co za sukces! - zaoszczędziła dość pieniędzy, by zafundować sobie tydzień wakacji w mieście swych marzeń, w mieście artystów, perle Brazylii: Rio de Janeiro!
Szef chciał jej towarzyszyć w podróży i pokryć wszystkie wydatki. Maria skłamała. Powiedziała mu, że matka zgodziła się puścić ją do jednego z najbardziej niebezpiecznych miast na świecie pod jednym warunkiem: miała zatrzymać się u kuzyna, który uprawiał dżiu-dżitsu.
- Poza tym nie może pan tak po prostu zostawić sklepu bez opieki - skwitowała.
- Nie mów do mnie `pan` - poprosił, a Maria dostrzegła, że w jego oczach tliło się coś, co już znała: iskierka uczucia. Była zaskoczona, bo sądziła, że chodzi mu tylko o seks. A jednak jego wzrok mówił co innego: `Mogę ci ofiarować dom, rodzinę i bezpieczeństwo`. Z myślą o przyszłości, postanowiła podsycać tę iskierkę.
Oświadczyła, że będzie tęsknić za pracą, którą tak lubi, i za ludźmi, których uwielbia (nie wymieniła nikogo z imienia, by nie rozwiać mgiełki tajemnicy, czy to jego właśnie ma na myśli). Obiecała, że będzie bacznie pilnować portfela i jego zawartości. Prawda była zupełnie inna: chciała, by nikt, absolutnie nikt nie zepsuł jej pierwszego tygodnia całkowitej wolności. Chciała popływać w morzu, obejrzeć witryny sklepów i pokazać nieznajomym, że jest wolna - na wypadek gdyby pojawił się książę z bajki, chętny porwać ją ze sobą w nieznane.
- Cóż to jest tydzień? - powiedziała, uśmiechając się kokieteryjnie. - Minie szybko i ani się obejrzymy, a będę z powrotem.
Zmartwiony pracodawca jeszcze trochę nalegał, ale w końcu dał za wygraną. Postanowił się oświadczyć zaraz po jej powrocie. Nie chciał popsuć wszystkiego, pozwalając sobie na zbytnią śmiałość.
Maria spędziła dwie doby w autobusie. Wynajęła pokój w hotelu piątej kategorii w dzielnicy Copacabana. (Ach! Copacabana! Bajeczna plaża, błękitne niebo...). Zanim się rozpakowała, chwyciła bikini - ostatni nabytek - wciągnęła je na siebie i choć dzień był pochmurny, poszła prosto na plażę. Ocean napawał ją obawą, ale zdobyła się na odwagę i weszła do wody. Nikt na plaży nie miał pojęcia, że był to jej pierwszy kontakt z oceanem, z boginią Iemanjá, prądami morskimi, spienionymi falami i z wybrzeżem Afryki rojącym się od lwów po drugiej stronie Atlantyku. Gdy wyszła z wody, zaczepiła ją kobieta sprzedająca kanapki, potem przystojny ciemnoskóry mężczyzna, który zapytał, czy ma wolny wieczór, oraz cudzoziemiec, który wprawdzie nie znał ani słowa po portugalsku, ale żywo gestykulując, zapraszał ją na kokosowe mleczko.Kupiła kanapkę, bo nie umiała odmówić. Jednak obu mężczyzn zbyła milczeniem. Poczuła, że ogarnia ją smutek. Czemu teraz, gdy mogła wreszcie robić, co dusza zapragnie, zachowywała się tak żałośnie? Nie znajdując wytłumaczenia, usiadła na piasku, czekając, aż słońce wyjdzie zza chmur.
Wrócił obcokrajowiec z orzechem kokosowym dla niej. Była zadowolona, że nie musi z nim rozmawiać. Wypiła kokosowe mleczko, uśmiechnęła się, on również odpowiedział jej uśmiechem. To była wygodna forma kontaktu, do niczego nie zobowiązywała - jeden, drugi uśmiech - aż do chwili, gdy mężczyzna wyciągnął z kieszeni miniaturowy słownik w czerwonej okładce i powiedział ze śmiesznym akcentem: bonita - ładna. Uśmiechnęła się znowu. Szczerze mówiąc, wolałaby spotkać nieco młodszego i mówiącego w jej języku księcia z bajki.Kartkując słownik, mężczyzna wydukał:
- Kolacja dziś? - I zaraz dorzucił: - Szwajcaria!
Po czym wypowiedział słowa, które niemal w każdym języku brzmią niczym chóry anielskie: `Praca! Dolary!`
Maria nie znała restauracji `Szwajcaria`. Czy to możliwe, aby wszystko było tak łatwe i marzenia spełniały się tak szybko? Lepiej mieć się na baczności: bardzo dziękuję za zaproszenie, jestem zajęta i wcale nie zamierzam kupować dolarów.
Mężczyzna, który nie zrozumiał ani jednego jej słowa, zaczął tracić nadzieję. Zniknął na chwilę i wrócił z tłumaczem. Za jego pośrednictwem wyjaśnił, że pochodzi ze Szwajcarii (a więc to nie była restauracja, tylko jego kraj), chciałby zjeść z nią kolację i zaproponować popłatną pracę. Tłumacz - portier z hotelu, w którym zatrzymał się ten mężczyzna - a zarazem jego pomocnik w interesach, dorzucił po cichu:
- Na twoim miejscu zgodziłbym się bez wahania. Ten facet to gruba ryba w show-biznesie. Przyjechał do Brazylii w poszukiwaniu nowych talentów. Mogę ci opowiedzieć o kilku osobach, które przyjęły już jego propozycję. Wiedz jedno: dziś są bardzo bogate. Założyły rodziny, a ich dzieciom nie grozi bezrobocie i włos im z głowy nie spadnie... W Szwajcarii robi się pyszne czekolady i świetne zegarki - dodał, by pochwalić się światowym obyciem.
Artystyczne doświadczenie Marii było co najmniej skromne: grała niewiastę sprzedającą wodę - niemą rolę w Męce Pańskiej, którą wystawiano zawsze podczas Wielkiego Tygodnia. Chociaż w autokarze nie zmrużyła oka, nie czuła zmęczenia. Była przejęta widokiem morza, znużona objadaniem się kanapkami i zakłopotana, bo w Rio nie znała absolutnie nikogo i chciała szybko spotkać jakąś bratnią duszę. Doświadczyła już sytuacji, w których mężczyzna dawał mnóstwo obietnic i nie spełniał żadnej z nich, uznała więc, że ta historia z show-biznesem to pretekst, by ją poderwać. Udawała, że wcale jej nie obchodzi ta propozycja, ale w głębi duszy była przeświadczona, że szansę tę zsyła jej Najświętsza Panienka, że winna wykorzystać każdą sekundę tego tygodnia wakacji i cieszyła się, że będzie miała co opowiadać koleżankom. Przyjęła zaproszenie pod warunkiem, że towarzyszyć im będzie tłumacz, gdyż miała dosyć ciągłego uśmiechania się i udawania, że rozumie wywody obcokrajowca.
Jedyny problem, skądinąd bardzo istotny, polegał na tym, że nie miała odpowiedniego stroju na tę okazję. Kobieta nigdy nie wyjawia tak intymnych spraw (łatwiej jest się jej przyznać do zdrady męża, niż ujawnić stan swej garderoby), skoro jednak nie znała tych mężczyzn i zapewne już nigdy więcej ich nie zobaczy, nie miała nic do stracenia.
- Właśnie przyjechałam z Nordeste i nie mam odpowiedniego stroju, by pójść do restauracji - powiedziała.
Za pośrednictwem tłumacza Szwajcar poprosił ją, by nie zawracała sobie tym głowy, tylko podała mu adres hotelu. Tego samego popołudnia przysłał przez posłańca sukienkę, o jakiej nawet nie śniła, wraz z parą butów wartych zapewne jej roczną pensję. Poczuła, że oto rozpoczyna się wielka przygoda, o której tak gorąco marzyła przez całe dzieciństwo i wiek dojrzewania na głuchej brazylijskiej prowincji - krainie suszy i facetów bez przyszłości, w mieście, gdzie ludzie żyli w niedostatku, choć uczciwie, gdzie wiodła nudną i pozbawioną sensu egzystencję. Teraz stanie się panią świata! Jakiś człowiek zaoferował jej właśnie pracę za dolary, podarował parę luksusowych pantofli i bajeczną suknię! Brakowało tylko makijażu, ale recepcjonistka z hotelu przyszła jej z pomocą, ostrzegając przy tym, &e nie każdy obcokrajowiec jest godny zaufania, tak jak nie każdy Carioca - mieszkaniec Rio de Janeiro - jest draniem.
Maria puściła te przestrogi mimo uszu. Włożyła suknię, istne cudo, i spędziła kilka godzin przed lustrem, żałując, że nie ma aparatu fotograficznego. Nagle wpadła w popłoch - zdała sobie sprawę, że jest już niemal spóźniona, więc wybiegła, niczym Kopciuszek, do hotelu, w którym zatrzymał się Szwajcar.
Ku jej zaskoczeniu tłumacz oznajmił, że nie będzie im towarzyszył:
-Nie przejmuj się wcale językiem. Najważniejsze, żeby się dobrze z tobą czuł.
- Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić, skoro on nie rozumie, co ja do niego mówię?
- No właśnie. Nie musicie ze sobą rozmawiać, to kwestia przepływu energii.
Maria nie miała pojęcia, co to znaczy. W jej rodzinnym mieście, gdy ludzie spotykali się, chcieli wymieniać myśli, zadawać pytania i słuchać odpowiedzi. Ale Maílson - tak nazywał się tłumacz-portier - zapewnił ją, że w Rio de Janeiro i na całym świecie jest zupełnie inaczej.
- Nie staraj się rozumieć. Zrób wszystko, by poczuł się dobrze. To bezdzietny wdowiec, właściciel nocnego lokalu. Szuka Brazylijek chętnych do pracy za granicą. Powiedziałem mu, że brak ci klasy, lecz on się upiera. Twierdzi, że zakochał się w tobie dziś na plaży od pierwszego wejrzenia. Bardzo spodobało mu się twoje bikini. Zrobił przerwę.
- Prawdę mówiąc, jeżeli chcesz znaleźć tu faceta, musisz zmienić fason bikini. Poza tym Szwajcarem nikt nie zwróci na nie uwagi, dawno już wyszło z mody. Maria udała, że nie słyszy. Maílson ciągnął dalej:
- Moim zdaniem nie chodzi mu tylko o przygodny romans. Uważa, że masz talent i w krótkim czasie możesz stać się główną atrakcją jego lokalu. Oczywiście nie wie jeszcze, jak śpiewasz i tańczysz, lecz tego można się nauczyć, natomiast uroda jest nam dana.
Ach, ci Europejczycy! Zjawiają się tu i myślą, że wszystkie Brazylijki są zmysłowe i potrafią tańczyć sambę. Jeżeli on ma poważne zamiary, radzę, byś domagała się umowy - z podpisem uwierzytelnionym przez konsulat szwajcarski - zanim opuścisz kraj. Jutro będę na plaży, przed hotelem. Przyjdź do mnie, gdybyś miała jakieś wątpliwości. Szwajcar z uśmiechem wziął ją za rękę i zaprowadził do czekającej przed hotelem taksówki.
- Gdyby jednak jego zamiary były inne, to pamiętaj, że stawka za jedną noc wynosi trzysta dolarów. Pod żadnym pozorem nie bierz mniej - rzucił Maílson na odchodne. Zanim zdołała cokolwiek z siebie wydusić, jechała już z obcokrajowcem do restauracji. Ich rozmowa ograniczała się do minimum:
- Pracować? Dolar? Brazylijska gwiazda?
Maria rozmyślała jeszcze nad tym, co powiedział Maílson: trzysta dolarów za jedną noc! Ależ to istny majątek! Nie musiała żywić płomiennego uczucia, mogła uwieść tego mężczyznę, tak jak uwiodła swojego pracodawcę, wyjść za mąż, mieć dzieci i zapewnić rodzicom dostatni byt na starość. Cóż miała do stracenia? On nie jest już pierwszej młodości, może niebawem umrze, a ona odziedziczy po nim wielki majątek. Podobno Szwajcarzy śpią na złocie, ale wygląda na to, że w ich kraju brakuje kobiet.
Podczas kolacji rozmowa niezbyt się kleiła. Wymienili parę zdawkowych uśmiechów. Maria powoli zaczynała rozumieć, co znaczyła `kwestia przepływu energii`, a mężczyzna pokazał jej katalog, w którym były wycinki z gazet w jakimś obcym języku, zdjęcia kobiet w bikini (bez wątpienia bardziej twarzowych i śmiałych niż to, które nosiła dziś na plaży), kolorowe broszury reklamowe, w których jedynym zrozumiałym dla niej słowem było `Brazil`, napisane z błędem ortograficznym (czyż nie uczono jej w szkole, że pisze się przez s?). Dużo piła, na wypadek gdyby Szwajcar złożył jej nieprzyzwoitą propozycję (nikt nie pogardzi trzystoma dolarami, a odrobina alkoholu znacznie ułatwia sprawy, zwłaszcza kiedy nie ma w pobliżu nikogo znajomego).
Lecz ten mężczyzna zachowywał się jak dżentelmen, przysuwał jej krzesło, gdy siadała, i odsuwał, gdy wstawała. Pod koniec wieczoru, udając zmęczenie, zaproponowała spotkanie na plaży następnego dnia (pokazując godzinę na zegarku, naśladując dłonią ruch fal, bardzo powoli i wyraźnie wymówiła słowo `jutro`). Wydał się zadowolony, również spojrzał na swój zegarek (pewnie szwajcarski) i dał jej do zrozumienia, że godzina mu odpowiada.
Tej nocy źle spała. źniło jej się, że to wszystko było tylko snem. Obudziła się. Ale to była prawda. Na krześle w jej skromnym hotelowym pokoju rzeczywiście wisiała suknia, obok stała piękna para pantofli, a za kilka godzin czekało ją spotkanie na plaży.

odsłuchaj fragment książki przeczytaj fragment książki

Jedenaście minut (miękka)

książka

Wydawnictwo: Drzewo Babel

Oprawa: miękka

Ilość stron: 234

Wysyłamy w: 24h - 48h

Nasza cena: 29,68

Cena detaliczna: 34,91

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

27,93

Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (10)

  • Inne wydania

Jedenaście minut - opis produktu:

Książki Paula Coelho, przetłumaczone na 56 języków świata, trafiały na czołówki list bestsellerów, ale stawały się też przedmiotem socjologicznych i kulturoznawczych dyskusji. Filozofia i tematyka książek Paula znajduje uznanie milionów czytelników, poszukujących swojej własnej drogi i nowych sposobów rozumienia świata. Urodzony w 1947 roku w Rio de Janeiro w wieku siedmiu lat rozpoczął naukę w jezuickiej szkole. Obowiązkowy charakter praktyk religijnych zniechęcił go do modlitwy i uczestnictwa w mszach. Jednak szkoła miała też swoje zalety: w jej ascetycznych i surowych korytarzach Paulo odkrył swoje prawdziwe powołanie: być pisarzem. Pierwszą nagrodę literacką zdobył w szkolnym konkursie poezji, a jego siostra, Sonia, opowiada, że nagrodzono jej esej, w którym wykorzystała tekst wyrzucony przez Paula do śmieci.

Jedenaście minut - wybrana recenzja:

Michał 14/11/2007

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Może z miesiąc temu przeczytałem książkę „Jedenaście minut” autorstwa Paulo Coelho („Alchemik”, „Piąta Góra”, „Demon i Panna Prym”), wydana w 2003 roku. Ten niespełna 60-letni brazylijski pisarz zyskuje w Polsce i na... (czytaj dalej)

Jedenaście minut - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, powieść społeczno-obyczajowa

Wydawnictwo: Drzewo Babel
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:125x205
Ilość stron:234
ISBN:978-83-64488-01-6
Wprowadzono: 26.10.2015
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Jedenaście minut - recenzje klientów

michal.slaz(at)poczta.fm 14/11/2007

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Może z miesiąc temu przeczytałem książkę „Jedenaście minut” autorstwa Paulo Coelho („Alchemik”, „Piąta Góra”, „Demon i Panna Prym”), wydana w 2003 roku. Ten niespełna 60-letni brazylijski pisarz zyskuje w Polsce i na całym świecie coraz większą popularność. Także i ta książka została przyjęta gorąco przez czytelników. Piszę „gorąco” z pełną odpowiedzialnością – nie twierdzę, że wszystkim się podobała, ale kto się z nią zetknął, nie pozostał wobec niej obojętny…
Jest to nowoczesna powiastka o Kopciuszku, warto nadmienić, że powiastka dla dorosłych. Rozpoczyna się od słów „Była sobie raz prostytutka Maria…” Dość niewinne nawiązanie do historii przedstawionej w książce. Słowa niczym z bajki dla dzieci, a jednak dość zaskakujące. I owszem, cała książka zaskakuje. Jest to w skrócie historyjka o pięknej dziewczynie z brazylijskiej prowincji, Marii, która przeżywa pierwsze życiowe rozczarowania miłosne i przestaje wierzyć w szczęśliwą miłość. Schematyczne? Owszem… Ale to nic, książka ma być łatwa i lekka, ma się ją pochłaniać w dwa wieczory i nie rozmyślać nad nią dłużej.
Kontynuując, Maria zostaje skuszona przez bogatego mężczyznę z Europy i wybiera drogę sławy i łatwych pieniędzy jako egzotyczna tancerka samby. Dalej schematyczne? Oczywiście… Niebawem Maria znajduje się w zaśnieżonej Genewie, mieście dokładności, banków, pieniędzy i zapracowanych ludzi, którzy szukają rozrywki w różnych ciekawych miejscach… Jednym z takich miejsc jest ekskluzywny bar Copacabana, w którym ma pracować Maria.
Niestety, dość szybko okazuje się, że perspektywa pieniędzy i sławy i pieniędzy była tylko przynętą i Maria zostaje prostytutką. I tu się kończy schemat… Maria nie robi tego z przymusu, tylko z własnej woli, gdyż tak jest łatwiej. Chce zarobić na powrót do Brazylii oraz na kupno farmy... Słowem, cel uświęca środki.
Czy Maria czuje się poniżona będąc kobietą lekkich obyczajów? Otóż nie, ona uważa się za kogoś ponad to… W dosyć uproszczony sposób zarysowana jest droga Marii jako początkującej prostytutki, która staje się luksusową damą do towarzystwa dla mężczyzn „ze specjalnymi potrzebami”. Jest jednocześnie niezwykle dobrą uczennicą języka francuskiego oraz ni stąd, ni zowąd koneserką sztuki i literatury.
Dość niezwykłe? Raczej… kiczowate. Naiwne. Ale to nie szkodzi, wręcz przeciwnie, czyta się dzięki temu książkę łatwo i przyjemnie. Coelho już przyzwyczaił nas do tego, żebyśmy czytając jego książki, oczekiwali z nadzieją na szczęśliwe zakończenie. Niekoniecznie ambitne. Poważny koneser literatury sięgnie po inną książkę, chyba że zechce mu się przeczytać coś odstresowującego. Właśnie taka jest „Jedenaście minut”. Dość schematyczna powieść o temacie seksu, który wciąż jest tabu.
Jak kończy Maria? Otóż, powoli zaczyna nudzić się seksem, zwłaszcza, że nie przynosi jej on rozkoszy. Traci nadzieję na miłość… a może obawia się jej? I tu nagle, niczym z nieba, pojawia się dwóch intrygujących mężczyzn. Brytyjski ekscentryczny dżentelmen, który zasmakował w bólu. Pokazuje Marii zupełnie inne ścieżki rozwoju seksualnego człowieka, daje jej prawdziwą rozkosz. Drugim jest znudzony życiem i seksem artysta-malarz, który chce się czegoś nauczyć od mistrzyni w swoim fachu.
Wszyscy uczą się od wszystkich, historia się powoli rozwiązuje… I w końcu, niezbyt zaskakująco, kończy się. Pozostaje niedosyt… Ale to tylko lekka powiastka, którą mogę polecić wszystkim czytelnikom, którzy mają ochotę na lekko banalną historię opowiedzianą w ciekawy sposób.

17/02/2009

Nie od dziś Paulo Coelho jest jednym z najlepiej sprzedających się pisarzy na świecie i nie od dziś w Polsce ma miliony fanów. Kilka lat wcześniej równie popularny był nad Wisłą amerykański literat, od lat mieszkający w Paryżu – William Wharton. Obaj mają wspólną cechę – czyta się ich lekko, łatwo i przyjemnie, opisywane przez nich sytuacje nie odkrywają Ameryki, przeciwnie – trafiają w gust popularnego czytelnika, co gwarantuje obecność ich książek na listach bestsellerów. Popularny czytelnik to już brzmi jak komplement w kraju, gdzie popularny jest brak czytelnictwa, stąd więc czytelnicy Coelho należą poniekąd do elity. Podobnie jak czytelnicy Grocholi, Lisa i Agathy Christie. I wszyscy inni.

Dlaczego więc od lat przyznawanie się do uwielbienia dla tego rodzaju lektury jest fi donc w kręgach elit intelektualnych? Ano, pewno dlatego, że coś, co uchodzi za łatwe, nie pobudza do pracy tych uwielbianych przez Herkulesa Poirota szarych komórek i jest po prostu miłym relaksem dla ludzkiego umysłu, nie zmuszając go do żadnej pracy. Jak mawiano w reklamach o pewnym środku przeczyszczającym – działa łagodnie, nie przerywając snu... Czy to źle, w odniesieniu do książek? Bynajmniej! Dobra książka powinna się dobrze czytać. Ale jeśli od lektury oczekujemy czegoś więcej niż odwrócenia naszej uwagi od nudy podróży pociągiem czy nie interesującego nas zebrania – wtedy pewno weźmiemy do ręki dzieło nieco ambitniejsze.

Twórczość 57-letniego brazylijskiego pisarza rozpoczął w końcu lat 80-tych „Dziennik Czarnoksiężnika”, wydany u nas dopiero w ubiegłym roku pod tytułem „Pielgrzym”, ale jego sławę ugruntowała dopiero druga książka, „Alchemik”, najpopularniejsza jak dotąd i zdecydowanie najlepsza, oscylująca między baśnią z moralitetem, niekiedy oczywista aż do trywialności, niekiedy zaskakująca świeżością spojrzenia. O to ostatnie już potem było coraz trudniej.

Powieści Coelho mają dwie wspólne cechy, obie bardzo pozytywne: po pierwsze – świetnie się je czyta, co już rozważaliśmy. Po drugie – wszystkie one są swojego rodzaju zabawą literacką, grą w skojarzenia, nieźle wyglądającym daniem, przygotowanym wedle sprawdzonego i działającego od lat przepisu. Mnie najbardziej się podobały „Demon i panna Prym” – swobodna wariacja na temat Dürrenmattowskiej „Wizyty starszej pani”, oraz „Weronika postanawia umrzeć”, której początek jest literackim rozwinięciem scenariusza filmu „Przerwana lekcja muzyki” (i autobiograficznej powieści Susanny Kaysen, opisującej jej 16-miesięczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym po załamaniu nerwowym), zaś atmosferę wzmacniają reminiscencje zarówno z „Lotu nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya, jak i „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna. Nieautentycznie? Ależ tak! Ależ nie! Karol Szymanowski mawiał kiedyś, że nie istnieje współczesny dobry kompozytor, który nie miałby za sobą wielu pokoleń Chopinów, Mozartów, Beethovenów i Bachów...

„11 minut” to wyświechtana przez wiele pokoleń pisarzy opowieść o młodziutkiej, pięknej dziewczynie, która na skutek nieszczęśliwych okoliczności życiowych zostaje luksusową prostytutką, wykonuje swój zawód jak dobry urzędnik, wreszcie któregoś dnia spotyka mężczyznę, w którym się zakoc[...]e, co prowadzi do szeregu komplikacji. Chciałoby się powiedzieć za Fredrą: „Znacie? Znamy! No to posłuchajcie!”.

Pierwszy ze sławnych opisywaczy dam lekkich obyczajów mających nie tylko waginę, ale i serce, ksiądz Antoine François Prévost d’Exiles, ckliwą powieścią „Historia Manon Lescaut i kawalera des Grieux” (1753) otworzył szeroko wrota do romantyzmu w literaturze. Mniej romantycznie, ale także wzruszająco opisał to samo zjawisko Aleksander Dumas-syn w „Damie Kameliowej”, czego współczesną wersję oglądaliśmy w kinowym przeboju z 2001 roku – „Moulin Rouge”, gdzie niemoralną, ale piękną i kochającą Satine grała Nicole Kidman. Ale najbliższym wzorem dla najnowszej powieści Paulo Coelho jest najpopularniejszy bodaj film Julii Roberts – „Pretty Woman”. Tu i tam prostytuujący się Kopciuszek pochodzący z ubogiej rodziny spotyka klienta – księcia z bajki: młodego, przystojnego, bajecznie bogatego i zakochanego, który nie zważa na jej przeszłość, a nawet teraźniejszość, tylko po prostu ją ogromnie kocha.

I dobrze, prostytutkom też od czasu do czasu należy się orgazm, tylko dlaczego to wszystko w opisie Coelho jest tak przeraźliwie, aż do bólu banalne i sztuczne? Maria, trafiwszy z brazylijskiej prowincji do bogatej, mieszczańskiej Genewy, nie znając języka (chodzi tu o francuski...), mając ledwo ukończoną średnią szkołę, po kilku tygodniach pracy staje się koneserką kultury, stałą bywalczynią biblioteki, dyskutuje w języku Moliera z klientami i patronem, i co najgorsze – prowadzi dziennik, w którym notuje swoje filozoficzne spostrzeżenia... Czy istnieje pornograficzny kicz? W zasadzie każda pornografia jest kiczem... Autor lawiruje między banałem a perwersją, nie mogąc się zdecydować, czy urabiać w czytelniku współczucie dla biedoty z brazylijskich faveli, czy podziw dla profesjonalizmu zawodowego prostytutki, która po każdym numerku odkłada do banku (z dyrektorem banku też pracuje...) ciężko zarobione franki, zamierzając po czasie wrócić do kraju i kupić fermę... Szkoda, że Scarlett O’Hara nie była aż tak przedsiębiorcza... Gdy spotyka przystojnego malarza, niegdyś stałego klienta jej firmy, mającego problemy z życiem seksualnym mimo dwóch małżeństw i mnóstwa innych związków, bardzo stara się w nim nie zakochać, ale – ku wielkiemu naszemu zaskoczeniu, nieprawdaż... – jednak się zakoc[...]e. I – ku kolejnemu zaskoczeniu – malarzowi wreszcie wszystko pojawia się na właściwym miejscu, a ona kocha się nareszcie dłużej niż tytułowe 11 minut (tyle wg jej zawodowych obserwacji statystycznie trwa scena łóżkowa), odczuwa wreszcie upragniony orgazm i to nie jeden, a trzy, na szczęście po kolei, a nie naraz.... Nie chcąc się jednak uzależnić od seksu, co jest dość interesującą obawą w ustach, że się tak wyrażę, profesjonalistki w tej branży, przyspiesza wyjazd do Brazylii, mając cały czas nadzieję, że bogaty przyjaciel zechce ją jednak zatrzymać, on jednak śpi w najlepsze, ale w czasie międzylądowania w Paryżu odnajduje Marię z bukietem kwiatów w ręku i proponuje jej wspólne zwiedzanie miasta miłości. Szalenie żeśmy się zdziwili!

Kiedy już skończymy smarkać nos, zastanawiamy się, czy te ckliwe banały pojawiły się w twórczości Coehlo tylko dla kasy i utrwalenia popularności wśród licealistek (doprawdy, wart zarwania lekcji jest opis masturbowania łechtaczki bohaterki przy pomocy rączki pejcza przez angielskiego dewianta-dżentelmena!), czy słynny pisarz miał inny cel. Otóż - miał. Jak pisze w epilogu, ktoś kiedyś podesłał mu rękopiśmienny pamiętnik pierwowzoru Marii, który go tak zachwycił, że przeprowadził wnikliwe studia w europejskich [...]ach i w dowód wdzięczności dla kilkunastu wymienionych z pseudonimów panienek książkę ową napisał. Przyznawanie się do takiej motywacji przy ściąganiu z cudzego pamiętnika byłoby niebanalną pointą banalnego kiczu, gdyby ktoś w taki banał zdołał uwierzyć. Inna rzecz, że dziś ludzie uwierzą we wszystko... Także i w to, że po zwiedzeniu najpopularniejszego symbolu fallicznego Europy, Wieży Eiffla, kochankowie osiedli na farmie i zajmowali się wyłącznie przysparzaniem światu kolejnych czytelników powieści Paulo Coelho.

5/02/2008

muszę przyznać, że urzeka mnie każda powieść pana Coelho, z "Jedenastoma minutami" na czele. :)

cassinghton(at)gmail.com 31/01/2008

najbardziej w tej książce podoba mi się notka od wydawcy...

cassinghton(at)gmail.com 11/01/2008

najbardziej w tej książce podoba mi się notka z dedykacją od wydawcy.

michal.slaz(at)poczta.fm 14/11/2007

... mężczyzn „ze specjalnymi potrzebami”. Jest jednocześnie niezwykle dobrą uczennicą języka francuskiego oraz ni stąd, ni zowąd koneserką sztuki i literatury.
Dość niezwykłe? Raczej… kiczowate. Naiwne. Ale to nie szkodzi, wręcz przeciwnie, czyta się dzięki temu książkę łatwo i przyjemnie. Coelho już przyzwyczaił nas do tego, żebyśmy czytając jego książki, oczekiwali z nadzieją na szczęśliwe zakończenie. Niekoniecznie ambitne. Poważny koneser literatury sięgnie po inną książkę, chyba że zechce mu się przeczytać coś odstresowującego. Właśnie taka jest „Jedenaście minut”. Dość schematyczna powieść o temacie seksu, który wciąż jest tabu.
Jak kończy Maria? Otóż, powoli zaczyna nudzić się seksem, zwłaszcza, że nie przynosi jej on rozkoszy. Traci nadzieję na miłość… a może obawia się jej? I tu nagle, niczym z nieba, pojawia się dwóch intrygujących mężczyzn. Brytyjski ekscentryczny dżentelmen, który zasmakował w bólu. Pokazuje Marii zupełnie inne ścieżki rozwoju seksualnego człowieka, daje jej prawdziwą rozkosz. Drugim jest znudzony życiem i seksem artysta-malarz, który chce się czegoś nauczyć od mistrzyni w swoim fachu.
Wszyscy uczą się od wszystkich, historia się powoli rozwiązuje… I w końcu, niezbyt zaskakująco, kończy się. Pozostaje niedosyt… Ale to tylko lekka powiastka, którą mogę polecić wszystkim czytelnikom, którzy mają ochotę na lekko banalną historię opowiedzianą w ciekawy sposób.

28/08/2007

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Jak wiadomo wszem i wobec, zawód prostytutki jest najstarszym zawodem świata. Książka ta, jak zapewne większość z Was wie, opowiada właśnie o dziewczynie, która przez swoją naiwność trafiła do tego parszywego świata. Jej historia jest naprawdę ujmująca, gdyż, praktycznie rzecz biorąc, każdy z nas może kiedyś, zupełnie przez przypadek, znaleźć się na jej miejscu. Utwór ten jest, jak zwykle zresztą, naszpikowany cudownymi cytatami, z których możemy korzystać przy każdej stosownej chwili. Jest w niej zawartych też kilka erotycznych scen, które zapewne ubarwią ją czytelnikom. Serdecznie polecam.

kasia19870(at)vp.pl 6/10/2005

jestem pod absolutnym wrażeniem... "Tylko ten, kto czuje się wolny kocha bezgranicznie. A ten, kto kocha bezgranicznie czuje się wolny."

muszka1986(at)o2.pl 16/07/2005

Na każdą książkę tegoż autora warto poświęcić czas.....

weranike(at)o2.pl 7/07/2005

Traktujca o prostytucji książka, pokazuje nam zupełnie nowe oblicze tejże profesji. Dzięki niej wiele osób może zmienić sowoje poglądy na ten dostyć delikatny temat. Szczerze polecam historie poszukiwania sensu życia, przygody, oraz prawdziwej miłości. Mimo dość przewidywalnego zakończenia naprawde warto pościęcić swój wolny czas na przeczytanie tej powieści.

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Paulo Coelho - przeczytaj też

Szpieg

P. Coelho

książka

36,38 zł taniej -15%

Szpieg

P. Coelho

książka

25,77 zł taniej -30%

Być jak płynąca rzeka

P. Coelho

książka

14,05 zł taniej -6%

Zdrada

P. Coelho

książka

32,15 zł taniej -15%

Zobacz również

Mitologia nordycka

N. Gaiman

książka

20,24 zł taniej -30%

Leśna polana Leśna trylogia, Tom 1

K. Michalak

książka

25,77 zł taniej -30%

Szpieg

P. Coelho

książka

25,77 zł taniej -30%

Król

S. Twardoch

książka

31,36 zł taniej -30%

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: