zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Gramy - PRACA ZBIOROWA .

Gramy Oficjalna kolorowanka EURO 2012

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,79 4,07

Gramatyka? Ależ tak! - Joanna Machowska

Gramatyka? Ależ tak! Ćwiczenia ...

Joanna Machowska

cena: 50,83

Graj rocka na gitarze - Phil Capone, Paul Copperwaite

Graj rocka na gitarze Nauka gry i riffy ...

Phil Capone,

Paul Copperwaite

cena: 59,00

Grafika - Beth Grabowski, Bill Fick

Grafika Techniki i materiały. Przewodnik

Beth Grabowski,

Bill Fick

cena: 51,73

GRA O TRON - George R.R. Martin

GRA O TRON cykl: Pieśń lodu i ognia Tom ...

George R.R. Martin

cena: 58,85 50,02

GRA ENDERA - Orson Scott Card

GRA ENDERA 1. część przygód Endera

Orson Scott Card

cena: 29,04

GR HR Gaber i Pani Fantazja - Klara Czerniewska

GR HR Gaber i Pani Fantazja Surrealizm ...

Klara Czerniewska

cena: 29,05

Gorzej niż martwy - Charlaine Harris

Gorzej niż martwy seria: Sookie ...

Charlaine Harris

cena: 34,91 27,93

Gnoza - Kurt Rudolph

Gnoza

Kurt Rudolph

cena: 49,01

Głębia - Tricia Rayburn

Głębia

Tricia Rayburn

cena: 31,92 27,13

Ginące kultury - Małgorzata Halszka Kurleto

Ginące kultury Australii, Nowej ...

Małgorzata Halszka Kurleto

cena: 43,59

Gringo wśród dzikich plemion (twarda)
powiększenie, przód
przeczytaj fragment książki
Gringo wśród dzikich plemion (twarda)

JAK SPOTKAŁEM PIERWSZEGO INDIANINA

Było to na odludnych terenach Ameryki Środkowej. W miejscu gdzie nie wiadomo dokładnie jaki to kraj, bo jeden został daleko za plecami, a drugi się jeszcze nie zaczął.
Takich miejsc jest wciąż sporo - chociażby Mosquitia, czyli karaibskie Wybrzeże Moskitów. Ciągnie się od Hondurasu przez Nikaraguę aż do Kostaryki. Ma długość 600 kilometrów i sięga na 100 do 200 kilometrów wgłąb lądu. W Europie to mogłoby być niezależne państwo - Dania, Holandia - a tutaj, po prostu wielka zarośnięta dżunglą ziemia niczyja.
Oficjalnie oczywiście ma właściciela, jest nawet podzielona na prowincje, ze stolicami i gubernatorami, ale w praktyce to tereny bezludne i dzikie. Nigdy niecywilizowane. Wciąż jest tam wielkie pole do popisu dla poszukiwaczy przygód i odkrywców. I wciąż, mimo zakusów cywilizacji, sporo przestrzeni dla Indian.

* * *

Najpierw jechałem wojskową ciężarówką. Długo i wolno. W prażącym słońcu na pace bez plandeki. Przewiewnie? No owszem, tyle że wiatr składał się z kurzu zamiast powietrza.
Asfalt skończył się po stu kilometrach. Wylazły spod niego dwie wyboiste koleiny. Zaczęło kiwać i podrzucać tak bardzo, że dostałem choroby morskiej. Wysiadłem po osiemnastu godzinach. Na środku pustkowia porośniętego sawanną.
Potem jechałem na grzbiecie muła - dwie noce, bo za dnia było zbyt gorąco - aż do miejsca, gdzie zaczynały się bagna. Dalej muł nie chciał iść. Zaparł się stanowczo przednimi kopytami i burczał na mnie nieprzyjemnie. Ponaglany piętami, patykiem oraz okrzykami zachęty, w których przewijały się pewne nieprzyjemne sugestie związane z jego przyszłością, muł odwrócił się i ugryzł mnie w kolano. Wtedy zsiadłem, pognałem go z powrotem, a sam ruszyłem dalej na piechotę.
Wąska, prawie niewidoczna ścieżka wiła się między bajorami. Powietrze dookoła cuchnęło rozgrzaną zgnilizną, a do tego bzyczało i gryzło. Po kilkunastu godzinach ścieżka przeprowadziła mnie na drugą stronę moczarów. Tam, na skraju tropikalnego lasu, spotkałem pierwszego w moim życiu Indianina. Takiego, który wciąż żyje po staremu - mieszka w szałasie, chodzi na bosaka i żywi się tym, co upoluje w puszczy.
My, biali, mówimy o takich, że dzicy. Tymczasem dla niego to ja byłem "dziki".

Pierwszego dnia wieczorem było tak:
- Słyszysz głos tukana, gringo ? - zapytał Indianin.
- Nie. A który to?
- Ten co robi truk-truk... truk-truk...
- Teraz słyszę.
- To jest śpiew na dobrą pogodę - wyjaśnił.

* * *

A następnego dnia o wschodzie słońca było tak:
- Słyszysz głos tukana, gringo ?
- Słyszę. Znów robi truk-truk... truk-truk... Wróży dobrą pogodę - odpowiedziałem zadowolony, że coś wiem.
- Nic nie wiesz, gringo. On teraz robi truk-truk na deszcz.
- Ale przecież to jest takie samo truk-truk, jak tamto wczorajsze na pogodę - zaprotestowałem.
- Będzie lało. Mówię ci, truka na deszcz.

* * *

Indianin miał rację - godzinę później byliśmy przemoczeni do suchej nitki. Tak samo cały nasz bagaż i prowiant. Najgorsze, że wilgoć wpełzła także do puszki, w której trzymałem proch do nabojów.
- Nooo pięknie, KTOŚ nie docisnął wieczka - popatrzyłem wymownie w jego stronę - i teraz proch jest do kitu, a w takim deszczu nie wyschnie przez parę dni.
- Wyschnie, wyschnie. Jeszcze dzisiaj, gringo.
- Ciekawe gdzie?
- Na słońcu. Nie słyszysz jak tukany śpiewają truk-truk ? Będzie słońce jak drut! Rozsypiemy proch na jakimś ciepłym kamieniu i wyschnie. A w nocy pójdziemy polować.

* * *

Indianin jak zwykle miał rację - poszliśmy. Polowaliśmy. I ustrzeliliśmy młodą kapibarę. A kiedy o świcie piekliśmy mięso, tukany nad naszymi głowami znowu robiły truk-truk.
- Tym razem trukają na deszcz czy na pogodę? - spytałem kompletnie skołowany.
- Dlaczego wy, gringos, nie potraficie się nauczyć najprostszej rzeczy? Przecież wystarczy obserwować świat dookoła i człowiek od razu wie.
- Skąd niby mam wiedzieć, które truk-truk wróży słońce, a które deszcz, skoro wszystkie te truki są IDENTYCZNE !?
- No właśnie.
- Co "no właśnie"? - teraz dopiero byłem skołowany, tamto poprzednie skołowanie to był tylko lekki zamęt w głowie. - No więc może mi to wyjaśnisz. Skąd mam wiedzieć ?
- Popatrz w niebo - westchnął wywracając oczami.
- Patrzę.
- I co widzisz ?
- Słońce.
- To znaczy, że będzie deszcz - znowu wywrócił.
- Aaaa... jakby był deszcz to by znaczyło, że się rozpogodzi? - chyba zaczynałem rozumieć.
- No właśnie - odrzekł Indianin, a potem uśmiechnął się jak psychiatra na widok ciężkiego przypadku, któremu się odrobinkę poprawia. - Tukany robią truk-truk, kiedy idzie zmiana pogody - zakończył.
- A jak nie ma być żadnej zmiany, to co robią? Chyba mi nie powiesz, że w porze deszczowej przez trzy miesiące w ogóle nie śpiewają?
- Śpiewają ciągle - odparł spokojnie. - To bardzo gadatliwe ptaki.
- No i jak to robią, kiedy nie ma być żadnej zmiany?
- Zwyczajnie: truk-truk, truk-truk. Przez te wielkie dzioby nie wychodzi im nic innego.

MORAŁ:
Obcowanie z Indianami jest jak gra w "Chińczyka" - nie wolno się irytować. Trzeba zaakceptować. Takimi, jakimi są - z ich tajemniczą logiką "dzikich ludzi". Oni to samo robią wobec nas - akceptują niezrozumiałe. (I uśmiechają się wtedy, jak psychiatrzy, na widok ciężkich przypadków.)

Gringo wśród dzikich plemion (twarda)

Wydawnictwo: Bernardinum

Oprawa: twarda

Ilość stron: 304

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 39,02

Cena detaliczna: 42,88

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Będzie to o opowieść o tropikalnej puszczy.
A także o ostatnich wolnych Indianach.
I o pewnym białym człowieku, który zamieszkał pośród nich.
Choć od pewnego czasu w ogóle nie nosi butów, zamiast majtek wkłada przepaskę biodrową, a jedzenie zdobywa za pomocą dmuchawki, jest on w gruncie rzeczy taki sam jak Wy. Też kiedyś czytał książki podróżnicze i marzył o dalekich lądach.
Pewnego dnia wstał z fotela, zarzucił sobie na plecy lodówkę i poszedł na pobliski bazar. Wkrótce potem wrócił, wytarł kurz w pustym miejscu po lodówce, a następnie zaczął pakować plecak. Głęboko w kieszeni miał mały zwitek pieniędzy i świeżą rezerwację na samolot.

Tak się to wszystko zaczęło.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura faktu i reportaż, literatura piękna, powieść podróżnicza

Wydawnictwo: Bernardinum
Oprawa: twarda
Wymiary: 150x210
Ilość stron: 304
ISBN: 978-83-7506-925-9
EAN: 9788375069259
Wprowadzono: 29.11.2011

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

kostuchen 14 lipiec 2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Poprzedniczka napisała już chyba wszystko, co można powiedzieć o książce Wojciecha Cejrowskiego Gringo wśród dzikich plemion. Gdybym miała opisać swoje wrażenia z czytania tej książki... zapewne nie powiedziałabym nic nowego, a jedynie powieliłabym wszystkie argumenty mojej poprzedniczki. Ale mogę zrobić coś od siebie... Przede wszystkim polecić tę książkę innym, bo jest pisana z podróżniczą pasją, jest pisana z podróżniczym zębem, jest pełna ciekawostek, dobrego humoru, egzotyki. Momentami jest nostalgiczna, momentami zabawna. Raz mówiąca o przeszłości, innym razem o teraźniejszości. Taki mały tygiel, taka mała mieszanka, którą czyta się z nieukrywaną radością. Polecam bardzo gorąco!

yenna91 yenna91(at)gmail.com 10 październik 2008

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Ten to ma "gawędowane"... Co jak co, ale Wojciech Cejrowski gadać potrafi. Z nieodłączną mate w ręku, w barwnej, kiczowatej koszuli, tylko go włączyć i słuchać i... nie wierzyć. Bo jak można wierzyć w aż takie dziwy? Pobija go w owym gadaniu tylko pewna Blondynka, ale mawiają, że to nie tak całkiem inna historia. Zazdroszczę mu odwagi do podróży. Jak na przykład tej. Podróży do dzikich plemion. Do tajemnic i wszelakich przejawów dzikości..."Będzie to opowieść z puszczy. A także o ostatnich wolnych Indianach." Tak więc na przykład o tym, jak tzw. Dziki nosi swoje "pinga", czyli czemu na wierzchu, a nieDziki pod spodem i dlaczego tak się ten podobno wyższy cywilizacyjnie z tym męczy. O tym, że Indianom się nie odmawia oraz, o zupełnym braku prywatności i dziwaczności wstydliwości białego człowieka. Będzie o plemieniu Wai Wai z Gujany, Israelitas, błocie, tatuażach, golasach, no i dmuchawkach. Ale najważniejsze, że będzie o opowieściach. Które staną się elementami kolejnej historii. Tak jak to powinno być. Bo gadanie jest najważniejsze, jeżeli oczywiście ma się co powiedzieć. A Cejrowski przeżył tyle, że gadać o czym ma. Dorzucając do tego sporą garść fotografii sprawia, że czujemy się... dzicy. Jacyś tacy cofnięci w rozwoju duchowym... "Gringo wśród dzikich plemion", to malownicza, humorystyczna, miejscami irytująco wstydliwa, opowieść o tym, co przybyły Gringo widział i czemu się bardzo mocno dziwił. O tym, że PRZEŻYŁ! I o tym, jak to wlazł między wrony i marnie mu wychodziło krakanie. Jak starał się niezbyt wyróżniać, oraz robić to, co inni. Ale też o tym, że pomogła mu we wszystkim pewna blizna. Jak się okazuje, czasem wszystko się przydaje. Ale przede wszystkim, będzie to historia wielkiej przygody w świecie permanentnie dzikim. Świecie, w którym znalazł się mieszczuch z dobrymi chęciami, który chciał pooglądać ptaszki i motylki, no i jakoś Dzicy, okazali się być (jak zwykle!) bardziej cywilizowani!!! I dziwowali się, no i ubaw mieli wielki.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.