Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Kiedy dotarłem do posterunku w El Amatillo, właśnie zapadał zmrok. Zdążyłem w ostatniej chwili przed zamknięciem. Całe szczęście - w przeciwnym razie musiałbym czekać do rana, a nie bardzo było gdzie. Amatillo to nie jest miejscowość, lecz wyłącznie strażnica. Dobrze obwarowana i na noc szczelnie zamykana. W jej sąsiedztwie tłoczy się kilkadziesiąt drewnianych budek. W ciągu dnia pootwierane, stanowią coś w rodzaju strefy wolnocłowej. Można tam kupić dosłownie wszystko, wymienić dowolnie wybraną walutę środkowoamerykańską na każdą inną, no i zjeść. Na noc cywile zwijają interes i wynoszą się do odległego o trzydzieści minut jazdy autobusem miasteczka Santa Rosa de Lima. Powitalne uderzenie salwadorskiej pieczęci wjazdowej o mój paszport zginęło w ogólnym huku zasuwanych na noc drewnianych okiennic, żelaznych sztab przytrzymujących te okiennice od środka, zatrzaskiwanych w popłochu drzwi samochodów. Zapadał zmrok, więc wszyscy odjeżdżali. Nadchodziła godzina guerrilli. - Zjeżdżaj stąd, gringo, do Santa Rosa, i to szybko - powiedział żołnierz oddając mi paszport. - Tu jest naprawdę niebezpiecznie. Pełno bandytów. Oni wiedzą, że niewiele im możemy zrobić. Wystarczy, że przeskoczą za granicę i już nam nie wolno strzelać. Weź taksówkę, bo ostatni autobus odjechał godzinę temu. Był życzliwy i wyraźnie zaniepokojony moim losem. Ale jednak nie zaproponował bym przeczekał do rana w budynku wojskowym. Zresztą, kto wie czy to byłoby miejsce bezpieczne? W zapadających (wyjątkowo szybko) ciemnościach ruszyłem w kierunku, który mi wskazał. Po przeciwnej stronie drogi stały zaparkowane jeden za drugim trzy samochody osobowe. Pierwszy miał zdjęte wszystkie koła. Kilku mężczyzn właśnie starało się upchnąć je we wnętrzu drugiego auta. Mocowali się i stękali przy tym strasznie, bo sami też chcieli jakoś wleźć do środka. Z urywków ich rozmowy wynikało, że pierwszy samochód się zepsuł i właściciel postanowił zabrać koła na noc do domu, żeby się w ten sposób zabezpieczyć przed kradzieżą pojazdu. W końcu upchnęli się jakoś - cztery koła i czterech chłopa i odjechali z piskiem opon. Na drodze zostałem ja i ten trzeci ostatni samochód. Na jego dachu siedział jogin. Zrobiło się już ciemno, więc nie widziałem dokładnie, ale byłem pewien, że ten człowiek, nie siedzi normalnie tylko jest zaplątany w podwójny kwiat lotosu. A może nawet w potrójny, choć to niemożliwe, bo musiałby mieć trzy nogi. I jeszcze robi coś dziwnego z rękami. Pewnie mantruje... - Taxi gringo - ni to zapytał, ni oświadczył w moim kierunku. Głos, a właściwie głosik, miał przeraźliwie piskliwy i dziwnie trzeszczący. Pomyślałem, że mógłby z powodzeniem grać czarownice w radiowych horrorach. - Tak. Potrzebuję szybko do Santa Rosa. - Stąd nigdzie indziej nie można - zapiszczał jogin. - Szybko zresztą też nie można, bo straszne dziury w drodze. Ale proszę, możemy jechać. - Za ile? - Co łaska. - Jak to? - I tak jadę w tamtą stronę, bo przecież nie będę nocował TUTAJ. Zabiorę cię, a kiedy dojedziemy, sam mi powiesz ile to dla ciebie było warte. - Czemu tak? - Jadąc po ciemku przez ten las obaj ryzykujemy życie. Zostając tutaj ryzykujemy jeszcze bardziej. - To czemu pan nie odjechał wcześniej? - Widziałem jak się odprawiasz, gringo, i nie mogłem cię zostawić bez transportu. Ja tu jestem ostatni, a u nas taki obyczaj, że ostatnia taksówka czeka na ostatniego pasażera. Nie zostawia się ludzi na drodze do Santa Rosa. Tak samo jak nie wsadza się głowy do młockarni. - Ale czemu pan nie chce powiedzieć ile będzie kosztował kurs? - Co mi po twoich pieniądzach teraz? Jak nas napadną albo zastrzelą to i tak wszystkie wyciągną, obojętnie czy z mojej, czy z twojej kieszeni. Ale ja wtedy przynajmniej będę miał zasługę w niebie, że cię wiozłem za darmo. Dziwna to była logika i dziwny facet. No i czemu siedział na dachu swego auta? - Nie wszystko trzeba wiedzieć, gringo - powiedział ni stąd ni zowąd, tak jakby usłyszał moje myśli. - Włóż plecak do bagażnika i jedziemy.
GRINGO WŚRÓD DZIKICH PLEMION
Wydawnictwo: Bernardinum
Oprawa: miękka
Ilość stron: 264
Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy
Nasza cena: 27,14
Cena detaliczna: 29,83
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: biografie i wspomnienia, wspomnienia, literatura faktu i reportaż |
| Wydawnictwo: | Bernardinum |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 145x210 |
| Ilość stron: | 264 |
| ISBN: | 83-7506-017-8 |
| EAN: | 9788375060171 |
| Wprowadzono: | 17.10.2006 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjękostuchen 26 lipiec 2010
recenzja nagrodzona 2.00pkt
Polski podróżnik - Wojciech Cejrowski w charakterystycznym dla siebie stylu, pełnym dobrego humoru, błyskotliwych spostrzeżeń, ciekawych przypowiastek, zabiera nas po raz N-ty w arcyciekawą podróż do dzikich plemion ukrytych w południowoamerykańskich dżunglach Amazonii. Z książki tej nie dowiemy się, gdzie one dokładnie leżą, ani jak do nich dotrzeć. To wszystko nie jest ważne. Istotne jest to, że takie pierwotne, najdziksze plemiona są powoli na wyginięciu i trzeba zachować po nich pamięć. A choćby pamięć zaklętą w książce Rio Anaconda, która to jest nadzwyczaj fascynującą odyseją poprzez południowoamerykański sposób myślenia, poprzez tamtejszą wiarę, obrzędy, kulturę, język, obyczajowość ale i prawdziwą magię, której w tej książce wcale nie brakuje.
Fenek fenek6665(at)gmail.com 8 sierpień 2009
recenzja nagrodzona 2.00pkt
Podobno pierwsze książki podróżnicze powstawały w zaciszu Angielskich, Francuskich lub Niemieckich salonów, między łykami herbaty dostojni ponowie przelewali na papier świeżo wymyślone przygody bohaterskich marynarzy, podróżników czy kolonistów którzy na czele swojej bohaterskiej kompani walczyli z wieloma przeciwnościami losu takimi jak czarni kanibale, agresywne goryle czy najazd plemienia Indian na szczerze pacyfistycznych przybyszów niosących kaganek oświaty i nowoczesną medycynę. O jakości takich książek najlepiej świadczy fakt że nikt ich dzisiaj nie czyta. Pan Cejrowski jest całkowitą przeciwnością takich pisarzy. W kolorowej koszuli, z torbą i pełnym zbiornikiem zapasowego paliwa przemierza rzeki Amazonii, ze sobą ma również prezenty dla Indian i sporo suchego prowiantu. Brakuje mu jednak butów ponieważ w puszczy amazońskiej wszystkie buty gniją. I tak przemierza tą dżunglę. W poszukiwaniu dzikich, pół-dzikich i już-nie-dzikich plemion. A gdy już je znajdzie to spędza z nimi wiele miłych tygodni poświeconych rozmowom z szamanem i pozostałymi członkami plemienia. A potem gdy już wraca to spisuje co ciekawsze przygody (oczywiście je lekko koloryzuje) a potem publikuje okraszają je dużą ilością zdjęć. I tak jedyne co w tej książce może się nie podobać to poglądy autora. Uporczywie chrześcijańskie i jednocześnie skrajnie kapitalistyczne.
Ewa rybka234(at)gazeta.pl 21 marzec 2009
recenzja nagrodzona 2.00pkt
Któż z nas nie marzył choć przez chwilę o dalekich wyprawach w egzotyczne kraje? Któż nie widział siebie w roli odkrywcy nieznanych ziem czy plemion? Któż nie podążał śladami Winnetou i nie chłonął z wielkim zaciekawieniem jego przygód? Oczywiście wielu z nas powie: Nie ja! To nie moje marzenia! Ale inna część z nas, choćby niewielka, będzie się utożsamiała z tymi pragnieniami. I właśnie dla nich wszystkich, dla mnie i może dla Ciebie, książka Wojciecha Cejrowskiego będzie niesamowitą, pełną ciekawych przygód lekturą. A po jej przeczytaniu... pozostanie już tylko sprzedać lodówkę i ruszyć w drogę:)
marysienka7 marysienka7(at)wp.pl 4 wrzesień 2008
recenzja nagrodzona 2.00pkt
Pan Wojciech Cejrowski jest już większości znany z telewizyjnego serialu 'Boso przez świa'. Niestety w swoim serialu nie mówi nawet połowy tego, co jest opisane w książce. Pełna humoru i ciekawostek książka sprawia, że chce ją się czytać i robi się to bardzo szybko, a przy końcu aż prosi się, żeby była dłuższa i dłuższa. W życiu nie pomyślałabym, że motyle mogą zabić, albo że wypicie wody ze źródełka może spowodować straszliwe choroby. Ogólnie książka jest bardzo przyjemna i lekka. Brawa dla Pana Wojtka!
zilo210 zilo210(at)interia.pl 5 marzec 2008
recenzja nagrodzona 2.00pkt
Wraz z Wojciechem Cejrowskim wchodzimy do świata dżungli, dzikich plemion i rzek. Opisywane przez niego przygody zapierają dech w piersiach i wywołują wielki uśmiech na twarzy czytelnika. Wszystko opisane jest tak dokładnie i w taki sposób, że widzimy to własnymi oczyma. Książka posiada wiele ciekawych zdjęć i dopowiedzeń, dzięki którym jeszcze łatwiej jest nam to wszystko sobie wyobrazić. Polecam książkę - naprawdę jest co czytać !
Isadora 11 marzec 2011
Ta rewelacyjna książka spełniła moje oczekiwania w trzystu procentach! Spodziewałam się - miałam nadzieję - że będzie ona podobna do tych opowieści,które znam z cyklu "Boso przez świat" ; nie tylko dostałam to,czego chciałam,ale dostałam z nawiązką. Jeszcze ładnych parę lat temu Cejrowski irytował mnie swoim sposobem bycia,światopoglądem,komentarzami otaczającej nas rzeczywistości.Niedawno dokładnie za to samo go polubiłam ; podziwiam za odwagę posiadania i głoszenia niepopularnych poglądów w zgodzie z samym sobą,za cięty,błyskotliwy i giętki język,który tak fantastycznie oddaje otaczający nas świat i wszelkie zjawiska,które w nim zachodzą,a które akurat trafiły na tapetę pana Wojtka. Dlatego też niniejsza książka była dla mnie prawdziwą ucztą.Doskonały zmysł obserwacji,wyciągania i formułowania wniosków,a przy tym inteligentne i błyskotliwe refleksje na najróżniejsze tematy wciągnęły mnie bez reszty. Amazońska dżungla widziana oczami autora pochłonęła mnie od pierwszych stron ; niezwykłe,często groźne przygody,niesamowite spotkania z kulturą tak różną od naszej jak to tylko możliwe,absurdalne przeszkody biurokratyczne,a wszystko to okraszone ogromną dawką fascynacji i prawdziwego uczucia do przemierzanych krain i zamieszkujących je rdzennych mieszkańców sprawiają,że nie sposób oderwać się od tej lektury.Delektowałam się nią to z uśmiechem na ustach (a częściej z głośnym śmiechem z głębi serca),to z nutką nostalgicznej refleksji,to znów z grymasem obrzydzenia lub zgrozy na twarzy. Dawno nie czytałam książki,która wzbudziłaby we mnie tyle pozytywnych emocji,która rozśmieszyłaby mnie do rozpuku i ogólnie dostarczyła takiej masy wartościowej i mądrej rozrywki.A także jakże pouczających,pełnych humanizmu refleksji. Gorąco polecam!!!
Mateusz Koziołek lordmatius(at)wp.pl 28 październik 2007
Nie wiem co mnie pociągnęło do przeczytania tej książki ( nigdy się za bardzo nie interesowałem dżunglami i plemionami w niej mieszkajającymi ) ale było warto. Podróżujemy wraz z autorem przez dżungle i niekiedy zarzymujemy się na krótko w jakiejś mieścienie.Wszystko śmiesznie napisane że przy czytaniu pękałem ze śmiechu i brzuch od niego bolał przez kilka minut, nie można przestaćczytać, mnóstwo scen jak z kabaretu. I dziwne dla tubyłców zachowania Cejrowskiego( i przeciwnie;)) ( np. on się kąpie w rzece a oni podglądają go nawet się z tym nie kryjąc a autor zamienia się w dorodnego buraka ;) ) Dowiadujemy się przy tym o żciu i wierzeniach plemion które według autora za 20,30 lat nie będą już istnieć ponieważ to wszystko zniszczy tak zwany cywilizowany świata niektóre z tych plemion już nie istnieją. Polecam każdemu bez róznicy czy lubi ten temat czy nie ja dzięki tej książce polubiłem tą tematykę. ;)
Zobacz również
