Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Helenę Harris o szóstej rano wyrwał ze snu koszmar.
Leżała w łóżku zlana potem i usiłowała opanować panikę. Postanowiła wstać, bo i tak czekało ją mnóstwo zajęć. Zastanawiała się często, jak wiele czasu i zachodu mogliby sobie oszczędzić ludzie, gdyby jadali śniadania wieczorem zamiast rano, kiedy dzieje się tyle innych rzeczy.
O wpół do dziesiątej spodziewała się przyjazdu fotografa i dziennikarki pracującej dla „Fabulous Homes”. Miesięcznik chciał zamieścić artykuł o jej domu. Helena, kusząc dziennikarkę ostatnimi przeróbkami – czarne posadzki, pomalowana na czarno stolarka i całkowicie współczesne wykorzystanie historycznie tradycyjnych odcieni ściennych farb – liczyła wprawdzie na artykuł w „House & Garden”, ale dziewczyna wróciła ze zleceniem dla mniej prestiżowego magazynu. Helena była rozczarowana. Cóż, dobre i to, w końcu każda prasowa wzmianka podtrzymywała zainteresowanie świata nazwiskiem Heleny Harris, a zawsze istniała możliwość, że kiedy skończą się szanse w aktorstwie… Nie chciała o tym myśleć, ale nawet popularna aktorka musi mieć wyjście awaryjne. A ona mogłaby kiedyś wyrobić sobie markę jako dekoratorka wnętrz.
Niemal godzinę zajęło jej skompletowanie modnego, choć niekrępującego stroju. Sprawdzała, jak się prezentuje z tyłu, i dobierała buty. Później posprzątała wszystkie ślady kosmetyków z toaletki i dopiero wtedy wzięła się za rodzinną łazienkę. Przygotowanie domu do artykułu w prasie branżowej kosztowało tyle pracy, że Helena czasem się zastanawiała, czy warto zawracać sobie głowę.
Oczywiście, że warto, powiedziała do lustra, podciągając ramiączka jedwabnej, jasnoniebieskiej koszulki i poprawiając sposób ułożenia fałd kaszmirowego sweterka w podobnym odcieniu. Niebieski to kolor uduchowienia. A poza tym, pasuje do jej jasnowłosej urody typowej angielskiej róży i do leciutko opalonej, nieco piegowatej cery. Czy jednak nie będzie jej nieco zbyt chłodno? Sprawdziła pogodę za oknem. Wokół domu osiadała gęsta, ciężka mgła i Helena nagle poczuła osamotnienie i irracjonalny strach. Może powinna już podciąć włosy? Starannie przystrzyżona, półdługa geometryczna fryzurka stała się wprawdzie jej znakiem rozpoznawczym, jak u Mary Quant czy Anny Wintour, ale jej połyskliwy kontur trzeba było regularnie odświeżać. Zerknęła na zegarek. Na razie nic więcej nie da się zrobić.
Olliemu też jest do twarzy w niebieskim. Ma taką cudownie spraną koszulę w kolorze barwinka, której obszerny fason przydaje mu wyglądu awanturnika; Helenie bardzo się w niej podobał. Podkreślała jego piwne oczy i ciemne, długie, kręcone włosy.
– Twoja piracka koszula! – zawołała, wrzucając ją do przyległej łazienki. – Musisz wyleźć wreszcie z wanny, bo ta… Jak jej tam? Będzie tu za chwilę. A łazienkę też chcemy sfotografować.
– Na litość boską… – Oliver Cooper wcale nie był zadowolony, że mu przeszkadzają. Najlepiej myślało mu się w wannie. Helenie jednak nie sposób było wytłumaczyć, że on nie jest w stanie pisać, jeśli nie może rozpocząć dnia w całkowitym spokoju, bez zakłóceń, za zamkniętymi drzwiami łazienki. Mając przynajmniej pół godziny dla siebie.
Ubrał się szybko i otworzył drzwi do sypialni, sprawdzając, gdzie podziewa się żona, a potem szybko zbiegł po schodach i sięgnął po pocztę. Zerknął na górę – w razie gdyby Helena spoglądała ze szczytu schodów – przejrzał listy i dwa z nich schował do kieszeni. Resztę z powrotem rzucił na wycieraczkę, jakby dopiero co zostały dostarczone.
Helena, zbyt zaabsorbowana, żeby coś zauważyć, zastanowiła się przelotnie, co robią dzieci. Eddie uprzedzał, że ma dzień nauki w domu, a bliźniaki najwyżej spóźnią się do szkoły. Mają zaledwie pięć lat, więc nie ominie ich nic ważnego.
– Ania! – zawołała Helena w stronę dziecięcego pokoju. – Zadbaj, proszę, żeby dzieci miały na sobie odcienie niebieskiego, bieli i kremowego! Kiedy każdy wkłada inne kolory, robi się okropna pstrokacizna.
U szczytu schodów pojawiła się opiekunka.
– Słucham?
– Ruby i Roly. Możesz dopilnować, żeby włożyli coś ładnego i niebieskiego? Albo niebiesko-białego. Bez przesady z elegancją, ale też nie za swobodnie. Te małe bawełniane sweterki są słodkie. – Nie była pewna, ile Ania zrozumiała z jej przemowy. Może lepiej iść na górę i wszystkiego dopilnować? – Jeśli chcesz, żeby coś zostało zrobione porządnie, najlepiej zwróć się o pomoc do zabieganej kobiety – mruknęła pod nosem, nie kierując tej uwagi do nikogo konkretnego.
– Eddie, wstałeś już? – Weszła piętro wyżej, usiłując nie zwracać uwagi na kłucie w kolanie, z którym miała maleńki problem. Te wysokie londyńskie domy potrafiły utrzymać człowieka w dobrej kondycji! Zastukała do drzwi starszego syna i weszła do środka.
Eddie, cudowny Eddie, którego kochała najbardziej ze wszystkich na całym świecie, uniósł się na łokciach, potrząsnął rozczochranymi lokami i zamrugał oczami w nagle zalanym światłem pokoju. Ludzie brali go czasem za syna Olliego, więc Helena musiała przyznać, że najwyraźniej ma upodobanie do określonego męskiego typu. Brązowoocy, opaleni piraci i Cyganie. Źli chłopcy. Nie żeby Tim Harris zaliczał się do naprawdę złych chłopców. Po prostu był zbyt ambitny, żeby długo wytrwać przy Helenie i synku. Ollie z kolei też nie był niedobry, a przynajmniej nie do końca. Miał w sobie wystarczająco dużo zadziorności, by żyło się z nim ciekawie.
Eddie miał smutne, brązowe oczy w oprawie wyraźnie zarysowanych, ciemnych brwi i długich rzęs. Nieraz myślała, że z takimi oczami powinien być dziewczyną, ale potem zawsze przychodziło jej do głowy, że gdyby nią był, ona nie miałaby swojego ukochanego Eddiego.
– Mamo, mam dzień nauki w domu. Nie idę do szkoły, przecież wiesz. – Eddie nie lubił okłamywać matki, ale czasem nie miał innego wyjścia.
– Przychodzi fotograf.
Eddie jęknął, ponownie nurkując w fałdy nieświeżej pościeli.
– Po co to robisz, mamo? Dlaczego ciągle muszą nam robić te zdjęcia?
– Wcale nie ciągle, tylko od czasu do czasu. A poza tym, to część moich obowiązków. Muszę robić takie rzeczy, żeby nie dać o sobie zapomnieć. Chciałbyś może wrócić do Earls Court i znów klepać biedę?
– A czemu nie? – mruknął. – Mnie tam było dobrze.
Jej też, chociaż wtedy nie zdawała sobie z tego sprawy. Ciągła troska o pieniądze, o to, czy zdąży się jeszcze załapać na dobrą rolę, czy jej kariera wreszcie nabierze rozpędu – wszystko to przypominało rwący prąd, który groził, że ją porwie i wciągnie pod wodę. Gdy jednak sięgała myślami wstecz, pamiętała o tamtym słodko-gorzkim szczęściu. Tylko ona i Eddie, i mieszkanie w suterenie. I Tim Harris, taki przystojny, taki popularny i fajny, który nie poradził sobie z niespodziewanym ojcostwem i równoczesnym wypadnięciem z obsady znanego telewizyjnego serialu. Wyjechał do Hollywood. Do Heleny i Eddiego docierało od niego niewiele informacji i nie docierały żadne pieniądze. Żyli z zasiłku i podrzucanych nieregularnie przez Edwarda Beaumonta pięćdziesięciu funtów.
Ona i Eddie stanowili dla siebie nawzajem cały świat. Kiedy chodziła na przesłuchania, Katinka, mieszkająca piętro wyżej Rosjanka, zwykle zgadzała się popilnować dziecka za parę funtów, ale już na imprezy Helena zawsze zabierała Eddiego na tylnym zderzaku swojego roweru. W tamtych dniach dzieci nie były dobrem powszechnym, więc przez krótką chwilę wszyscy szczebiotali nad jej synkiem, który zaraz potem zasypiał na stosie płaszczy albo oglądał nieodpowiednie filmy na wideo
w towarzystwie upalonych producentów i aktorów. Od czasu do czasu jeździł na trochę do dziadka, po którym odziedziczył imię.
– Ma w sobie zadatki na niezłego małego jeźdźca – zawyrokował kiedyś Edward, a Helena mocno przytuliła synka do siebie. Nigdy się nie przyznała, nawet przed siostrami, że uważa konie za stworzenia przerażające i niebezpieczne, i nie chciała, żeby i Eddiego pochłonął ten koński światek. Wypadek Dominika Kelly’ego potwierdził tylko, że miała rację.
Przez kilka lat zanosiło się na to, że Dom i Bramble powtórzą jeździeckie sukcesy Edwarda. Domowi udało się raz wygrać Burghley, a Bramble tego samego dnia zajęła tam dziesiąte miejsce i w efekcie oboje trafili na okładkę pisma „Horse & Hound”: Dom trzy razy, a Bramble raz. Nazywano ich „czarodziejskim małżeństwem dwojga partnerów”. Zaczynali przyciągać uwagę poważnych sponsorów, a dwa z ich koni uważano za wierzchowce z ogromnym potencjałem. Otwarta natura Doma – był energicznym mężczyzną, nie potrafił usiedzieć w miejscu, lubił się śmiać – sprawiała, że prawie z każdym poznanym człowiekiem umiał nawiązać bezpośredni, niemal serdeczny kontakt. Jeździł tak, jakby ścigały go demony piekieł. Czasami ludzie przebąkiwali, że jeździ za szybko, a ktoś kiedyś powiedział, że Dom powinien się zacząć bać.
A potem zginął. W wypadku, który nie powinien się wydarzyć. Dzień był piękny, słoneczny, a grunt pod końskimi kopytami – pewny. Nic nie rozpraszało uwagi jeźdźców; żaden durny widz nie błyskał fleszem aparatu ani nie wymachiwał jaskrawym kapeluszem, żaden pies ani królik nie zabiegły drogi. Trasa crossu, choć ambitna, jak najbardziej mieściła się w zakresie umiejętności Doma, a późniejsze dochodzenie w kwestii bezpieczeństwa nie doprowadziło do żadnych wniosków co do możliwości zapobiegania podobnym wypadkom w przyszłości. Świat jeździeckich zawodów uznał, że był to tragiczny przypadek, coś, co może spotkać każdego. Wszyscy wiedzieli, że któregoś pięknego dnia, niemal zupełnie bez powodu, komuś z nich też może się przydarzyć podobny.
Po tym zdarzeniu kariera Bramble zaczęła szybko chylić się ku upadkowi. Nigdy już nie pojechała na takim samym poziomie, a ludzie zaczęli przebąkiwać, że z ich pary to Dom obdarzony był talentem i wolą odniesienia sukcesu. Bez Doma jego żona zaczęła spadać w rankingach.
Edward powiedział córce, że powinna odpuścić sobie wszelkie myśli o zwycięstwach.
– Jesteś dobrym, rozważnym jeźdźcem – tłumaczył jej spokojnie. – I konie ci ufają. Wspaniale je mobilizujesz i wydobywasz z nich to, co najlepsze, ale nie jedziesz po to, żeby wygrać. Twój rozsądek bierze górę. Za dużo myślisz.
Helena patrzyła na smutną minę siostry, ale wiedziała, że ojciec ma rację. I postanowiła nie pozwolić, żeby Eddie narażał się na tego typu niebezpieczeństwa. Jeśli w efekcie będzie musiała tak układać własne życie, żeby jej syn nie spędzał w Lorenden zbyt wiele czasu – cóż, zrobi, co trzeba. Eddie jest najważniejszy.
Tak więc wyszła za mąż za miłego, mocno od niej starszego mężczyznę, zamożnego i pobłażliwego, przyjemnego w roli kochanka, tolerancyjnego i łagodnego w roli ojczyma. I wpływowego z punktu widzenia jej kariery – bankiera, pełniącego funkcję nieetatowego dyrektora w zarządach kilku zespołów teatralnych. Mężczyzna był rozsądnym wyborem. Zaoferował Helenie czas na rozwinięcie jej kariery, a Eddiemu zapewnił bezpieczne dzieciństwo. To była właściwa decyzja. Ale zatrzymała nazwisko Tima Harrisa. „Helena Harris” brzmiało bardzo dobrze.
Osiem lat później, gdy była już sławna, a Eddie przebywał w szkole z internatem, wyrozumiały, wpływowy, podtatusiały lowelas Heleny zamienił się w zrzędliwego starca, którego interesowały wyłącznie golf i brydż, i który nie lubił jadać zbyt późnych kolacji.
Helena poznała wtedy na basenie Olliego Coopera; przepływał pięćdziesiąt długości dziennie. Jego najnowszy scenariusz zdobył właśnie nominację do Oscara. Był synem Normana Coopera, aktora. Ollie rozumiał życie Heleny, Helena zaś pozbyła się z domu na Primrose Hill posiwiałego męża i pozwoliła się wprowadzić Olliemu.
– Jestem jak Zsa Zsa Gabor – emocjonowała się na przyjęciach. – Świetna ze mnie pani domu. Mężów zmieniam, ale zawsze zatrzymuję dom.
Po półtora roku Ollie oświadczył jej się w hotelu Gritti Palace w Wenecji.
– Za pierwszym razem wychodzisz za mąż powodowana młodzieńczą namiętnością – powiedziała Helena do Bramble w dzień swojego ślubu. – Za drugim razem, żeby zadbać o dzieci… – Z satysfakcją sprawdziła, jak wygląda w kremowym, jedwabnym kostiumie. – A za trzecim… No cóż, to już jest książę z bajki. Ten jedyny.
– W każdym razie – odezwała się Helena w domu na Primrose Hill, gdzie troje dzieci i niechętny mąż powinni się już szykować do sesji fotograficznej – teraz nie byłoby nas stać na Earls Court. Gdybyśmy stracili wszystkie pieniądze, musielibyśmy się wynieść do… – Przeszła przez pokój, żeby rozsunąć zamaszystym gestem zasłony, i zaczęła zbierać z podłogi nadające się do prania ciuchy, cały czas usiłując przypomnieć sobie jakąś tanią londyńską dzielnicę. – …musielibyśmy przenieść się do… Catford. Tak, do Catford. Poza tym wiesz, że pozwoliliśmy ci chodzić do szkoły w Londynie po egzaminach GCSE , bo obiecałeś przykładać się do dalszej nauki. Więc wstawaj, ubieraj się i bierz się do roboty. I bądź dla wszystkich miły.
Dziedzictwo
Wydawnictwo: Prószyński I S-Ka
Oprawa: miękka
Ilość stron: 808
Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy
Nasza cena: 39,94
Cena detaliczna: 43,89
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Felicity Beaumont, najstarsza z trzech sióstr, pracuje jako reporterka; relacjonując zdarzenia z kolejnej strefy działań wojennych, jest w swoim żywiole. Uciekła kiedyś z domu po kłótni z ojcem, i to nieporozumienie nigdy nie zostało wyjaśnione. Helena, druga z sióstr, jest aktorką i wytrwale buduje idealny obraz samej siebie - ale jak długo zdoła ten wizerunek podtrzymywać? Najmłodsza, Bramble, ma jedno marzenie: za wszelką cenę chce zdobyć, jak kiedyś ojciec, medal olimpijski w jeździectwie.
Trzy siostry, złączone testamentem ojca, walczą z ludźmi od dawna nieprzychylnymi rodzinie i ze sobą nawzajem, a sekrety Beaumontów stopniowo wychodzą na jaw. Konieczna okaże się jeszcze jedna, tragiczna śmierć, zanim siostry zdołają odkryć prawdziwą wartość odziedziczonego spadku. Czy zwycięży jedna z nich, czy stracą wszystko?
Nina Bell - urodziła się na Gibraltarze, a większość dzieciństwa spędziła w Ameryce Południowej. Pisała dla wielu gazet i czasopism, takich jak Daily Telegraph, The Independent czy The Times. Jest też autorką sześciu słuchowisk radiowych emitowanych w BBC. Na swoim koncie ma już cztery powieści, które zostały przetłumaczone na dziesięć języków i cieszą się uznaniem czytelniczek na całym świecie.
Tytuł oryginału: The Inheritance
Tłumaczenie: Edyta Jaczewska
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: literatura piękna, saga rodzinna |
| Wydawnictwo: | Prószyński I S-Ka |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 125x195 |
| Ilość stron: | 808 |
| ISBN: | 978-83-7839-020-6 |
| EAN: | 9788378390206 |
| Wprowadzono: | 19.01.2012 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjęZobacz również
