rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Czesław NIEMEN. Kiedy dziwić się przestanę...
ocena: 6, głosów: 3
 
przeczytaj fragment książki
Czesław NIEMEN. Kiedy dziwić się przestanę...

ROZDZIAŁ I
“Spojrzenie za siebie” - kurtyna tęsknoty

Pierwsze, nieraz z siłą obsesji zapamiętane obrazy, a z drugiej strony wspomnienia okryte mgłą, pozasłowne impresje, ciepło i słodycz rodzinnego domu to zarazem coś tak oczywistego i tak prywatnego, że nie sposób o tym mówić bez popadania w koleiny rutyny, nie sposób także oddać w ubogich słowach bogactwa i niepowtarzalności tych wrażeń, które składają się na jedyne i dla każdego człowieka niewymienne doświadczenie dzieciństwa... W moim, nie do końca znów typowym przypadku, a stwierdzam to dziś – w co czasami mnie samemu trudno uwierzyć! – z ponadpółwiecznego dystansu, na pewno można przekonać się, że wiele z tego, co cenię w życiu i sztuce do dziś opiera się na tej bezsłownej hierarchii wartości podyktowanej przez wrażenia z pierwszego okresu życia, pierwszych lat, w których nie miałem jeszcze właściwie poczucia upływu czasu, gdy zdaje się, że lata przed nami to niewyczerpany ocean. Dziś łapię się coraz częściej na tym, że przeważająca większość moich planów i zamierzeń pozostanie niezrealizowana, że puls wydarzeń prowadzi nieraz do odłożenia ad acta tych prac, które powinny być pierwszoplanowe. Z tamtych lat pozostaje jednak wiele – właściwie fundament przekonań, które późniejsze wydarzenia wzbogacały w kolejne argumenty: choćby fakt, że najwyżej cenię pracę prostych ludzi, głęboko odczuwam naturalne piękno przyrody, czuję wstręt do cywilizacyjnego zakłamania – wszystko to wywodzi się właśnie z nowogródzkich krajobrazów, wiejskiej perspektywy, która tylko ludziom zaślepionym może jednoznacznie, a zarazem podświadomie, kojarzyć się wyłącznie z prowincjonalizmem – mówił Niemen w 1993 roku, gdy spotkaliśmy się w warszawskim hotelu “Forum”, by porozmawiać o jego pierwszych latach, o okresie, który go ukształtował na całą resztę życia.
Urodzony w Starych Wasiliszkach, położonych w odległości 2 kilometrów od miasteczka Wasiliszki, niedaleko Szczuczyna, a z większych miast — Grodna i Wilna, 16 lutego 1939 roku, u progu wojny. Jego rodzinna wieś – jak wspominają ówcześni sąsiedzi i znajomi - liczyła około 250 mieszkańców, z których dziś pozostało zaledwie 50. Przepływająca opodal rzeka, Lebiodka, dziś jest leniwie cieknącym strumykiem, z dawnych krajobrazów i klimatu pozostało bardzo niewiele... Obecnie Starych Wasiliszek nie ma nawet na mapie!
Ojciec, Antoni Wydrzycki, syn Jakuba, cenionego w okolicy rymarza, pełniącego także funkcję zakrystiana, był swego rodzaju “złotą rączką”. Nie tylko, jak można przeczytać w nielicznych nieco dokładniejszych biogramach, był stroicielem organów i fortepianów - umiał także naprawiać maszyny do szycia i do pisania, rowery, pistolety i strzelby myśliwskie, barometry, zegary stojące i zegarki na rękę, w czasie wojny — także broń dla AK, a nawet - co budziło wówczas szczególny podziw – aparaty radiowe. Parał się także rymarstwem i cholewkarstwem.
Matka Anna, z domu Markiewicz – po której Niemen, jak sam twierdził, odziedziczył głos – śpiewała donośnym sopranem, w chórze kościelnym, do którego należała tak jak jej mąż. W latach powojennych śpiewali w nim także zarówno Czesław, jak i jego starsza siostra, Jadwiga. Nazwisko Wydrzycki figuruje w księgach parafialnych od XVI wieku, wcześniej - jak ustalił Antoni Wydrzycki — na Litwę został sprowadzony organista Widzini vel Viccini (może z Włoch?), który - po spolszczeniu nazwiska - dał rodowi początek. Z kolei po babce, Elżbiecie z Lipińskich, Niemen jest potomkiem Karola Józefa Lipińskiego, znanego szeroko na przełomie XVIII i XIX wieku, nie tylko w kraju, wirtuoza skrzypiec, uznawanego w owym czasie za równego Paganiniemu.
Dom z gankiem od ulicy i podwórka był ulokowany na końcu wsi, skąd niedaleko już było do miasteczka Wasiliszki. Zbudowany został z przydzielonych sosen przez braci - Antoniego (ojca Czesława), Wiktora i Józefa - w 1918 roku, po pożarze poprzedniego domu i śmierci ich ojca Jakuba dwa lata wcześniej. Dom zachował się po dziś dzień, a większość gałęzi rodziny Wydrzyckich mieszka przeważnie w Polsce.
Jednak centrum życia Starych Wasiliszek był dość duży kościół neogotycki pw. św. Piotra i Pawła, wymurowany jeszcze za zezwoleniem cara Mikołaja, w miejsce wcześniejszego drewnianego kościółka. Pamiętam doskonale, że ten poprzedni był przedstawiony na jednym z witraży w nawie głównej - a jest to jedno z tych najwcześniejszych wspomnień... - mówił mi sam Niemen. Kościoły były wówczas ośrodkami nie tylko wiary i edukacji, ale przede wszystkim przekazu tradycji, a tym samym - polskości.
Nie oznacza to jednak “monolitowości” kulturowo-etnicznej tego regionu - wprost przeciwnie: położenie na pograniczu Litwy i Białorusi miało ogromne konsekwencje dla ukonstytuowania się swoistego tygla trzech, a może nawet czterech kultur - polskiej, białorusko-litewskiej i... tatarskiej. Tej ostatniej dlatego, iż w sąsiedztwie majątku “Lebiódka” położona była osada tatarska - Sądykowszczyzna, w której spolonizowani Tatarzy byli wyznawcami islamu. Był więc tam meczet, zamknięty jednak później przez władze radzieckie w ramach “asymilacji”. Jako dorastający chłopak zaprzyjaźniłem się z kilkoma rówieśnikami tatarskimi. Mieszkali na Wileńszczyźnie od pokoleń, świetnie mówili po polsku – wspomina Niemen w książce Barbary Hołub “Przy wileńskim stole” z 1992 roku. Dlaczego to podkreślam? Z wielu powodów. Myślę, że dla artysty w ogóle, a dla muzyka w szczególności bardzo ważne są pierwsze muzyczne zasłuchania. Nie chodzi mi więc tylko o nastrój, aurę dziecięcych lat, lecz przede wszystkim o tamte melodie, które ukształtowały moją muzyczną wrażliwość. Gdybym, powiedzmy, urodził się na Mazowszu, jako muzyk byłbym zupełnie inny, tak jak inny jest tu i tam śpiew wiernych zgromadzonych w kościele. (...) Tamte okolice obfitowały w zastępy muzykalnych ludzi. Były to głosy-samorodki. Nikt ich nie uczył techniki śpiewu, ale śpiew towarzyszył ludziom właściwie w każdej sytuacji życiowej. Weźmy chociażby pogrzeby. Istniał zwyczaj czuwania przy zmarłych oraz śpiewania przy tym nabożnych pieśni. Kto choć raz usłyszał taki śpiew, zostawało to już w nim na całe życie. Albo śpiew cerkiewny. Jeździłem z ojcem do cerkwi w Grodnie. Jeździłem tam tylko po to, by posłuchać cerkiewnego chóru.
Nie był to czas ekumenizmu, lecz jego elementy wyraźnie zaznaczały swoją, choć nie uświadomioną, obecność. Cerkwie w całej okolicy sąsiadowały z kościołami, śpiew liturgiczny był harmonicznie pokrewny cerkiewnemu — wielogłosowy, pełną mocą, a nie unisono. Księża odprawiali mszę oczywiście po łacinie, ale wierni śpiewali po polsku.
Językiem dominującym był polski, w dużym wachlarzu odmian — począwszy od autentycznie literackiego, i to w wielu rodzinach, a skończywszy na gwarze z dużymi naleciałościami rosyjskimi lub białoruskimi.
Kilka lat temu [w 1976 roku — przyp. RR] będąc na występach w Mińsku, a więc w stolicy Białorusi, wyraziłem zdziwienie, że wszyscy wokoło mówią po rosyjsku, a nie po białorusku. Odniosłem nawet takie wrażenie, że oni wstydzą się swego języka. Zdumiony, zapytałem jak to jest? A oni na to: Co to za język? I że posługują się nim już tylko ciemni- ponad pół wieku temu - przyp. RR], zwłaszcza w naszej okolicy, nikt by tam pani nie powiedział, że mówi po białorusku. Ci, co nie posługiwali się językiem polskim, twierdzili, że mówią po prostu językiem własnym, tutejszym. Jak mówili, tak mówili, ale przynajmniej ci z dookolnych wsi czuli się Polakami - czytamy w przytoczonej już pozycji Barbary Hołub, opublikowanej we fragmentach również na łamach tygodnika “Przekrój” w 1992 roku.
Po wybuchu II wojny światowej tereny te zagarnął Związek Radziecki, zaczęły się prześladowania, wywózki i rządy NKWD. W polskiej szkole zaczęto oczywiście uczyć języka rosyjskiego i historii rosyjskiej, a przede wszystkim historii partii komunistycznej, co w pamięci Niemena utrwaliło się tylko pośrednio, dzięki późniejszym opowiadaniom bliskich. Dzieci - jak to dzieci - dorysowywały to i owo zdjęciom Stalina w podręcznikach. Ojciec był nawet w tej sprawie proszony do szkoły, choć to oczywiście nie była jeszcze moja “zasługa”, prędzej siostry Jadwigi - odtwarzał w rozmowie ze mną Niemen te najwcześniejsze wojenne wspomnienia. - Przypominam sobie, że ze starszą o 10 lat siostrą kryłem się w okopie. Pewnie przewalał się wtedy front. Ale to tylko takie oderwane reminiscencje - dodaje w rozmowie z Barbarą Hołub. W pierwszych miesiącach okupacji narastało jednak poczucie zagrożenia - nie tylko wśród przyznających się do polskości, ale wszystkich o “podejrzanie” brzmiących nazwiskach z końcówkami “-cki” i “-ski”. Rodzina Wydrzyckich też była już umieszczona na liście do wywózek. Dalszych krewnych wywieziono już nawet do Kazachstanu. Z zesłania wrócili dopiero w 1957 roku, ale już do Polski w nowych granicach, osiedlając się w Gdańsku. Paradoksalnie - ratunek przyniosło złamanie paktu Ribbentrop–Mołotow i atak Hitlera na Związek Radziecki. W czasie natarcia Armii Czerwonej w czerwcu 1944 roku miasteczko zostało niemal doszczętnie spalone. Stare Wasiliszki jednak ocalały, choć, na wieży kościelnej Niemcy ustawili ckm-y, które potem porzucili w ucieczce.
Mimo że Polska nie była już “bękartem Wersalu”, ale sojusznikiem w walce z hitleryzmem, Stalin “przemeblował” Europę, zajmując polskie Kresy. Mieszkańcy tych okolic - podobnie, jak w innych regionach Litwy, Białorusi i zachodniej Ukrainy - liczyli początkowo, że jest to stan przejściowy, ale kolejne lata rozwiewały te nadzieje. Znów pojawiło się poczucie zagrożenia, terror i... prowokacje: Działania NKWD znamionowała szczególna perfidia. Podam taki przykład: do wsi przyjechał gazikiem enkawudzista, nastawił głośno radio i słuchał Londynu. Przechodził ojciec kolegi, którego enkawudzista nader uprzejmie zagadnął, po czym zaprosił do posłuchania audycji. Następnie dołączył się jeszcze wujek tego kolegi. Posłuchali, pogwarzyli, enkawudzista odjechał. A po kilku dniach przyjechał, lecz już nie sam. Zabrali tych, co słuchali, i słuch o nich zaginął. Ów kolega mieszka teraz tutaj, w Warszawie, ale o tym, gdzie byli, co przeżyli - nadal milczy - opowiada Niemen na łamach wspominanej już książki Barbary Hołub. - Zapamiętałem na przykład, enkawudzistę, oficera, który jeździł z woźnicą-żołnierzem taką dwukółką, nazywaną tam “taczanką”. Ów enkawudzista, przeważnie pijany, pewnie dla zabawy strzelał z pepeszy, więc myśmy bali się go strasznie. Kiedyś, strzelając w powietrze, zapewne nie do mnie - okropnie mnie wystraszył. Uciekłem i schowałem się w zbożu. Ale lęk został. Dzieci uciekały przed taczanką. Jak jechała taczanka nie było dzieci. A mnie, cóż, zdarzyło się raz zagapić... - dodaje.
Dopiero dziś, oglądając się wstecz, można wnioskować, jakim cudem było przeżycie Niemena i jego najbliższych wśród tej apokalipsy. A przecież zarówno lata wojenne, jak i okres dorastania nie były pasmem martyrologicznej udręki. Wiążą się z nim także miłe wspomnienia i anegdoty rodzinne, jak choćby ta, o której mówił w wywiadzie dla radiowej “Trójki”, przeprowadzonym w sierpniu 1999 roku przez Hannę Marię Gizę, po zwycięstwie piosenki “Dziwny jest ten świat” w plebiscycie czytelników “Polityki” na najpopularniejszych wykonawców XX wieku, przez Hannę Marię Gizę: — Moja siostra opowiadała, że mając już dwa lata, usiłowałem co chwila popisywać się swoim wysokim dyszkantem śpiewając zasłyszane piosenki... Ojciec mówił wtedy “rośnie nam nowa sława światowa, nowy Kiepura”, a ja - ledwie od ziemi odrosły - zastanawiałem się, co to jest ta sława i ta tajemnicza “kiepura”.

Czesław NIEMEN. Kiedy dziwić się przestanę...

książka

Wydawnictwo: Iskry

Oprawa: twarda w obwolucie

Ilość stron: 402

Dostępność: niedostępny

DARMOWA DOSTAWA przy zamówieniach od 50zł Pocztą Polską
(dot. zam. przedpłaconych na terenie kraju)

Nasza cena: 64,24

Cena detaliczna: 69,83

U nas taniej o 8%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

55,86

Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje

Czesław NIEMEN. Kiedy dziwić się przestanę... - opis produktu:

Niezwykła, absolutnie unikalna biografia Niemena, nad którą prace trwały kilkanaście lat. Powstała przede wszystkim na podstawie rozmów autora z bohateremi rodzących się w ich wyniku refleksji. Materiał faktograficzny zgromadzony został bardzo pieczołowicie. Autor przedstawił życie i dorobek artystyczny Niemena w sposób prawdziwie rzetelny, choć nie hagiograficzny.
Biografia artystyczna zawiera wiele wątków mało znanych szerszej publiczności. Wiele fotografie obrazujące kolejne etapy życia artysty a także reprodukcje okładek najważniejszych płyt.

Czesław NIEMEN. Kiedy dziwić się przestanę... - szczegółowe informacje:

Dział: Książki
Wydawnictwo: Iskry
Oprawa:twarda w obwolucie
Wymiary:160x240
Ilość stron:402
ISBN:8320717701
Wprowadzono: 10.11.2004
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Czesław NIEMEN. Kiedy dziwić się przestanę... - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.
10.00 10.00 10.00

Brak list życzeń:

Utwórz

rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Kup podręczniki i wyprawkę szkolną
na RATY!

Szczegóły >>

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: