zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Błękitna magia - S. C. Ransom

Błękitna magia

S. C. Ransom

cena: 34,72 29,51

Biznesplan - Jerzy T. Skrzypek

Biznesplan Model najlepszych praktyk + CD

Jerzy T. Skrzypek

cena: 45,29

Biuletyn IPN 7/2011 + DVD - PRACA ZBIOROWA .

Biuletyn IPN 7/2011 + DVD Socjalizm po ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 8,17

Bitwa o Skandię - John Flanagan

Bitwa o Skandię Zwiadowcy Księga 4.

John Flanagan

cena: 32,82 27,90

Bitwa o Skandię - John Flanagan

Bitwa o Skandię Zwiadowcy Księga 4.

John Flanagan

cena: 39,81 33,83

Biblioterapia w praktyce - Ewelina J. Konieczna

Biblioterapia w praktyce Poradnik dla ...

red. Ewelina J. Konieczna

cena: 25,42

Biblia dla dzieci - Van B.J. Wijk

Biblia dla dzieci Lektura na każdy dzień

Van B.J. Wijk

cena: 44,89 38,15

BHP w szkole - Małgorzata Celuch

BHP w szkole Bezpiecznie od momentu ...

red. Małgorzata Celuch

cena: 94,35

BezMarketing - Scott Stratten

BezMarketing Przestań kusić klientów, ...

Scott Stratten

cena: 33,81

Bezdomne wampiry - Tadeusz Baranowski

Bezdomne wampiry komiksy z lat 1985-2009

Tadeusz Baranowski

cena: 36,21

Baw się zwierzątkami - PRACA ZBIOROWA .

Baw się zwierzątkami Książeczka z ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 5,61 4,77

BŁĘKITNOKRWIŚCI TOM I przeczytaj fragment książki
BŁĘKITNOKRWIŚCI TOM I

Mimi Force, żywiła niezachwianą pewność, wynikającą z jej pozycji towarzyskiej, że wszyscy uważają ją za osobę niezwykłą. Gdy rozeszła się wiadomość o śmierci Aggie, popularność Mimi sięgnęła nowych szczytów – ponieważ teraz była nie tylko piękna, ale także po ludzku doświadczona przez los. Zupełnie jak wtedy, kiedy Tom Cruise zostawił Nicole Kidman i nagle Nicole przestała sprawiać wrażenie lodowatej, bezlitosnej, zainteresowanej tylko karierą Amazonki i stała się po prostu kolejną porzuconą kobietą, której każdy mógł współczuć.
Płakała nawet w programie u Oprah. Aggie była najlepszą przyjaciółką Mimi. No, może niezupełnie. Mimi miała wiele najlepszych przyjaciółek, na tym opierała się jej popularność.
Wiele osób uważało ją za bliską osobę, nawet jeśli ona nie uważała za bliską osobę żadnej z nich. Ale mimo wszystko Aggie była wyjątkowa. Dorastały razem. Łyżwy w Wollman Rink, lekcje etykiety w Plaza, wakacje w Southampton. Carondoletowie zaliczali się do nowojorskich rodzin z tradycjami, a rodzice Aggie przyjaźnili się z rodzicami Mimi. Ich mamy chodziły do tej samej fryzjerki u Henriego Bendela. W żyłach Aggie, podobnie jak w żyłach Mimi, płynęła najprawdziwsza błękitna krew.
Mimi uwielbiała być w centrum uwagi, uwielbiała, gdy okazywano jej specjalne względy. Mówiła to, czego od niej oczekiwano, drżącym głosem podkreślając swój szok i żal. Ocierała oczy, nie rozmazując kredki. Wspominała ze wzruszeniem, że pewnego razu Aggie pożyczyła jej swoje dżinsy Rock and Republic. I nigdy nie poprosiła o ich zwrot! To się nazywa prawdziwa przyjaciółka.
Po spotkaniu w kaplicy Mimi i Jack zostali odciągnięci na bok przez gońca, stypendystę, który pracował jako chłopak na posyłki dyrektorki. Powiedział im, że dyrektorka chce się z nimi widzieć.
W wyścielonym grubym dywanem gabinecie usłyszeli, że mogą wziąć cały dzień wolnego – nie muszą czekać do południa. Komitet szkolny wie, że byli bardzo blisko z Augustą. Mimi promieniała. Jeszcze więcej specjalnych względów! Ale Jack potrząsnął głową i powiedział, że jeśli nikt nie ma nic przeciwko, wróci na lekcje.
Przestronny korytarz przed gabinetem dyrektorki świecił pustkami. Wszyscy uczniowie znajdowali się już w klasach. Stali tylko we dwoje. Mimi wygładziła kołnierzyk brata, przesuwając palcami po jego spalonej przez słońce szyi. Wzdrygnął się pod jej dotykiem.
– Co w ciebie ostatnio wstąpiło? – spytała niecierpliwie.
– Nie rób tego, dobra? Nie tutaj.
Nie rozumiała, czego się obawiał. W pewnym momencie wszystko się zmieni. Ona się zmieni. Jack wiedział o tym, ale albo nie mógł, albo nie pozwalał sobie tego zaakceptować. Może tak musiało być. Ojciec dokładnie wyłożył im historię rodziny, więc wiedzieli, że ich role zostały wyznaczone dawno. Jack nie miał wyboru, czy tego chciał, czy nie, dlatego Mimi czuła się w jakimś stopniu dotknięta jego zachowaniem.
Spojrzała na swojego brata – bliźniaka, swoją drugą połowę.
Był częścią jej duszy. W dzieciństwie, zachowywali się, jakby stanowili jedną osobę. Kiedy ona stłukła palec, on płakał. Kiedy on spadł z konia w Connecticut, ją w Nowym Jorku bolały plecy. Zawsze wiedziała, co Jack myśli, co czuje, i kochała go tak mocno, że aż ją to przerażało. To uczucie pochłaniało ją całą. Ale ostatnio brat odsunął się od niej. Był roztargniony, nieobecny, a jego umysł stał się niedostępny dla Mimi. Kiedy starała się sięgnąć do jego jaźni, nie wyczuwała niczego. Pusta tablica. Albo może raczej tłumik. Koc narzucony na głośnik. Zmienił częstotliwość nadawania, ukrył przed nią swoje myśli. Starał się od niej uniezależnić. Łagodnie mówiąc, martwiło ją to.
– Zupełnie jakbyś mnie już nie lubił – nadąsała się, podnosząc gęste, jasne włosy i pozwalając, żeby opadły jej na ramiona. Była ubrana w ażurowy, czarny, bawełniany sweterek, prześwitujący w świetle jarzeniówek na korytarzu. Wiedziała, że może zobaczyć przez cienki materiał kremowe koronki stanika Le Mystère.
Jack uśmiechnął się kwaśno.
– To niemożliwe. Musiałby znienawidzić siebie samego, a nie jestem masochistą.
Powoli wzruszyła ramionami i odwróciła się od niego, przygryzając wargi.
Przyciągnął ją i przytulił, przyciskając jej ciało do swojego. Byli jednakowego wzrostu – ich oczy znalazły się na jednym poziomie. To przypominało patrzenie w lustro.
– Bądź grzeczną dziewczynką – poprosił.
– Kim jesteś i co zrobiłeś z moim bratem? – parsknęła. Ale miło było być przytulaną i sama mocno go objęła. Poczuła się zdecydowanie lepiej.
– Boję się, Jack – szepnęła. Byli tam, tej nocy, z Aggie. Aggie nie powinna być martwa. Aggie nie mogła być martwa. To nie mogła być prawda. To było niemożliwe. W każdym znaczeniu tego słowa. Ale w zimny, szary poranek widzieli ciało Aggie w kostnicy. Ona i Jack zostali poproszeni o zidentyfikowanie zwłok, ponieważ telefon Mimi był pierwszym numerem w komórce Aggie. Dotykali jej pozbawionych życia dłoni. Widzieli jej twarz, zastygłe w krzyku usta. Co gorsza, widzieli ślady na jej szyi. Niemożliwe! Wręcz absurdalne. Nic nie pasowało do siebie. Zupełnie jakby świat stanął na głowie. To zaprzeczało wszystkiemu, co im mówiono. Mimi nie potrafiła odszukać w tej sytuacji nawet cienia sensu.
– To głupi dowcip, nie?
– Nie, nie dowcip – potrząsnął głową Jack.
– Może po prostu wcześniej zakończyła cykl? – Mimi wbrew sobie starała się wierzyć, że istnieje jakieś racjonalne wyjaśnienie. Musiało istnieć. Takie rzeczy nie mogły się zdarzyć. Nie im.
– Nie. Robili badania. Co najgorsze, jej krew zniknęła.
Mimi poczuła zimny dreszcz na plecach.
– Jak to zniknęła?
– Została wyciągnięta.
– Chcesz powiedzieć…
– Całkowite wysuszenie – skinął głową Jack.
Mimi wyrwała się z jego ramion.
– Kpisz sobie ze mnie. To jest… niemożliwe – znowu to słowo.
Chodziło za nią przez cały weekend, od sobotniego poranka, kiedy zadźwięczał telefon. Tak samo mowili rodzice, Starsi, Strażnicy, wszyscy. To, co się stało z Aggie, było po prostu niemożliwe. Co do tego wszyscy byli zgodni. Mimi podeszła do otwartego okna, rozkoszując się słońcem pieszczącym jej skórę. Nic nie mogło się im stać.
– Zwołali zgromadzenie. Wczoraj zostały rozesłane zawiadomienia.
– Tak szybko? Ale oni nie zaczęli się jeszcze zmieniać – zaprotestowała Mimi. – Czy to nie jest wbrew zasadom?
– Sytuacja nadzwyczajna. Wszyscy muszą zostać ostrzeżeni, nawet niedojrzali.
– Jasne – westchnęła. Odpowiadało jej bycie jedną z najmłodszych, natomiast nie podobało jej się, że jej status zostanie niebawem przejęty przez nową partię.
– Wracam do klasy. Gdzie się wybierasz? – spytał, wpychając koszulę w spodnie – bezskutecznie, bo kiedy sięgnął po skórzany plecak, wysunęła się znowu.
– Do Barneysa – odparła, zakładając ciemne okulary. – Nie mam się w co ubrać na pogrzeb.
Na drugiej lekcji Schuyler miała etykę – łączone zajęcia, na które przychodzili uczniowie drugich i trzecich klas w ramach zaliczania puli przedmiotów do wyboru. Nauczyciel, profesor Orion, absolwent Uniwersytetu Browna, z kręconymi włosami, długimi wąsami i pokaźnym nosem Cyrana, miał zwyczaj ubierać się w za duże swetry, które wisiały na nim jak na wieszaku.
Teraz siedział na środku klasy, prowadząc dyskusję. Schuyler znalazła miejsce koło okna i przysunęła swoje krzesło bliżej do otaczającego profesora Oriona kręgu. Było tylko dziesięć osób, tyle ile liczyła zwykle ich grupa. – zwykły rozmiar klasy. Nie mogła nie zauważyć, że Jacka brakowało na zajmowanym zwykle przez niego miejscu. Nie odezwała się do niego ani razu w tym semestrze i była ciekawa, czy w ogóle pamięta, że spotkali się w piątkowy wieczór.
– Czy ktoś z was znał dobrze Aggie? – zapytał profesor Orion, chociaż było to zbędne pytanie. Duchesne zaliczała się do takich szkół, w przypadku których wychowankowie spotykając się po latach przypadkowo w Centrum Pompidou w Paryżu albo na mieście u Maxa Fisha natychmiast umawiali się na drinka i wypytywali o rodzinę. Nawet jeśli w szkole nie zamienili ani słowa, praktycznie na pewno wiedzieli o sobie wszystko, nie wyłączając plotek.
– No więc? – ponowił pytanie profesor.
Bliss Llewellyn niepewnie podniosła rękę.
– Ja – powiedziała nieśmiało.
– Czy możesz nam o niej opowiedzieć?
Bliss opuściła rękę i poczerwieniała. Opowiedzieć o Aggie? Co właściwie o niej wiedziała? Tylko tyle, że lubiła ciuchy, zakupy i swojego malutkiego pieska, Śnieżkę. Była to chihuahua, podobnie jak piesek Bliss, a Aggie uwielbiała stroić ją w zabawne ubranka. Śnieżka miała nawet futro z norek pasujące do futra Aggie. Tyle pamiętała. Kto tu właściwie kogoś znał? Tak naprawdę Aggie była raczej przyjaciółką Mimi.
Bliss przypomniała sobie tamtą noc. Skończyło się na tym, że przez całą wieczność siedziała w zaułku, gadając z Dylanem. Kiedy wypalili ostatniego papierosa, byli już sami, a wtedy on wrócił w końcu do The Bank, a ona niechętnie udała się do Block 122, na spotkanie fochów Mimi. Aggie nie było przy stoliku i Bliss nie widziała jej przez resztę imprezy.
Od bliźniaków Force Bliss dowiedziała się kilku rzeczy. Aggie została znaleziona w „kraju Nod” – pokoiku na tyłach klubu, gdzie obsługa kładła znarkotyzowanych gości. Ten niepozorny sekrecik Block 122 ukrywał skrzętnie przed tabloidami, przekupując tak policję, jak i paparazzich. W większości przypadków goście odzyskiwali przytomność kilka godzin później, lekko sfatygowani, a w zanadrzu mieli doskonałą historyjkę. „A potem budzę się w tym schowku! Niezła jazda, nie?” – opowiadali, gdy w stanie (niemal) nienaruszonym zostali odesłani do domów.
Ale piątkowej nocy coś poszło nie tak. Nie można było docucić Aggie. A kiedy „ambulans” (sportowy wóz właściciela klubu) przywiózł ją na ostry dyżur do szpitala St. Vincent, Aggie już nie żyła. W powszechnej opinii było to przedawkowanie. Ostatecznie ofiarę znaleziono w tym pokoju. Tyle tylko, że Bliss wiedziała, iż Aggie nie tykała narkotyków. Podobnie jak w przypadku Mimi, jej nałogi ograniczały się do wizyt w solarium i papierosów. „Nie muszę się niczym szprycować. Szprycuję się życiem” przechwalała się Mimi.
– Była… bardzo miła – spróbowała coś wymyślić Bliss. – Kochała swojego pieska.
– Miałam kiedyś papugę – skinęła głową dziewczyna z drugiej klasy, z zaczerwienionymi oczami. To ona na korytarzu podawała Mimi chusteczki. – Kiedy umarła, to było jakby część mnie umarła.
I w ten sposób śmierć Augusty „Aggie” Carondolet z tragedii stała się po prostu punktem wyjściowym zażartej dyskusji o tym, że zwierzęta także są członkami rodziny, gdzie znajdują się cmentarze dla zwierząt i czy klonowanie swojego zwierzęcia jest etyczne.
Schuyler z trudem ukrywała obrzydzenie. Lubiła profesora Oriona i jego luzackie podejście do życia, ale była zniesmaczona tym, jak jej koledzy zamieniali coś prawdziwego – śmierć kogoś, kogo znali, kto miał niespełna szesnaście lat, dziewczyny, którą widzieli opalającą się na wewnętrznym dziedzińcu, posyłającą mocne serwy w czasie gry w squasha, opychającą się świeżymi ciasteczkami (jak wszystkie popularne dziewczęta w Duchesne, Aggie uwielbiała jedzenie, które zupełnie nie szkodziło jej niemal anorektycznej figurze) – w trywialne wydarzenie, okazję do porozmawiania o własnych obsesjach.
Drzwi otwarły się i wszyscy spojrzeli na zaczerwienionego Jacka Force’a, wchodzącego do klasy. Oddał swój formularz profesorowi, który machnął ręką.
– Siadaj, Jack.
Jack przeszedł przez klasę, kierując się do ostatniego wolnego krzesła – obok Schuyler. Wyglądał na zmęczonego i trochę wymiętego, w pogniecionej koszulce polo wyłażącej z obszernych, wełnianych spodni. Słaby prąd elektryczny przemknął przez ciało Schuyler – kłujące, ale nie nieprzyjemne uczucie.
Co się zmieniło? Zdarzało się już, że siedzieli obok siebie, ale dotąd nigdy nie zwracała na niego uwagi. Teraz nie patrzył na nią, a ona była zbyt przestraszona i podekscytowana, żeby spojrzeć na niego. To dziwne, że znudzili się tam tego samego wieczora. Tak blisko miejsca, w którym umarła Aggie.
Kolejna podwładna Mimi paplała o swoim chomiku, który zdechł z głodu, kiedy wyjechali na wakacje.
– Tak strasznie kochałam Bobo – chlipnęła w chusteczkę, a reszta klasy wyrażała jej swoje współczucie. W kolejce czekały opowieści o żałosnym końcu równie ukochanych jaszczurek, kanarków i królików.
Schuyler przewróciła oczami i zaczęła bazgrać na marginesie notesu. W ten sposób odgradzała się od świata. Kiedy nie mogła już wytrzymać rozpuszczonych kolegów z klasy, pewnych samouwielbienia monologów, niekończących się lekcji matematyki, usypiających właściwości podziału komórkowego, kryła się za kartką i ołówkiem. Zawsze uwielbiała rysować. Dziewczęta i wielkoocy chłopcy z anime. Smoki. Duchy. Buty. W roztargnieniu szkicowała profil Jacka, kiedy czyjaś ręka naskrobała notatkę na górze strony.
Zaskoczona podniosła wzrok, instynktownie zasłaniając rysunek.
Jack Force ponuro skinął głową, stukając w notes ołówkiem i kierując jej uwagę na napisane przez siebie słowa.
Aggie nie przedawkowała. Została zamordowana.

BŁĘKITNOKRWIŚCI TOM I

Wydawnictwo: Jaguar

Oprawa: miękka

Ilość stron: 350

Wysyłamy w: mały zapaspomoc

 

Nasza cena: 31,69

Cena detaliczna: 34,82

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Pośród najbardziej elitarnych rodzin Nowego Jorku ukrywa się grupa tych, których przodkowie przybyli na amerykańską ziemię wraz z pierwszymi osadnikami na pokładzie statku Mayflower. Utrzymujący swoje istnienie w tajemnicy są bogaci, mają ogromne wpływy i... nie są ludźmi. To Błękitnokrwiści, starożytna rodzina wampirów.
Wampirów... nie ma wśród nas, nie łudźmy się. Tych, w których żyłach dosłownie płynie błękitna krew, nie należy szukać na jakiejś prowincji, w cieniu, kryjących się w mrokach nocy. Oni żyją w świetle - świetle jupiterów i fleszy, błyszcząc w najwyższych kręgach towarzyskich Nowego Jorku!
Takie właśnie życie prowadzą szkolni koledzy piętnastoletniej Schuyler Van Alen, uczennicy elitarnego liceum Duchesne. Jej samej nie interesuje to w najmniejszym stopniu, nie tylko dlatego, że Van Alenowie są biedakami wśród krezusów. Schuyler nie bawi dzielenie życia między butiki, pokazy mody i snobistyczne nocne kluby. Woli spędzać czas ze swoimi oddanymi przyjaciółmi, Oliverem i Dylanem, niż wkupywać się w łaski szkolnej królowej, Mimi Force. Jednak, jak nietrudno się domyślić, już niedługo jej życie gwałtownie się zmieni: ona także nie jest zwykłym człowiekiem, ale jedną z tych, których skomplikowana historia sięga tysięcy lat wstecz.
Dla najmłodszego pokolenia błękitnokrwistych rozpoczynają się wieczorne lata - okres dorastania i poznawania swojej mocy. Są potężni, są nieśmiertelni, ludzie nie mogą im zagrozić... Więc dlaczego jedno z nich ginie tragicznie? Dlaczego, choć to nie pierwszy taki przypadek, starsi nie zamierzają niczego robić? Co takiego jest dostatecznie potężne, by polować na wampiry? Tylko niepokorna Schuyler ma dość siły woli, by zadać te pytania i dążyć do prawdy... która może okazać się straszniejsza, niż przypuszcza.

Poznajcie Schuyler (czyt. Skaj-ler) Van Alen, młodą błękitnokrwistą, którą magazyn Entertainment Weekly sklasyfikował na #9 w rankingu na 20 najpopularniejszych wampirów w historii!

Uroczo gotycka i nieustannie zbuntowana Schuyler zdeklasowała tym samym przesławnego hrabiego Draculę oraz bohaterów książek z serii Dom Nocy.

Pierwszy tom cyklu Błekitnokrwiści zaledwie wprowadza czytelników w złożony świat, łącząc barwną i atrakcyjną teraźniejszość z zawikłaną i mroczną przeszłością. To pełne humoru, ocierające się o satyrę zestawienie powieści obyczajowej, romansu i horroru z pięknymi nieśmiertelnymi w rolach głównych. Bękitnokrwiści to idealna propozycja dla wszystkich, którzy oczekują czegoś więcej, niż tylko kolejnego powieścidła o wampirach.

W końcu Dracula nigdy nie paradował w szpilkach od Jimmy'ego Choo!


Melissa De La Cruz to amerykańska pisarka i dziennikarka. Pisze między innymi dla Glamour, Cosmopolitana i New York Timesa. Jest absolwentką Columbia University i ma dyplomy z historii sztuki oraz języka angielskiego. Polskie czytelniczki kojarzą ją przede wszystkim z cyklu powieści o au pair, ale Błękitnokrwiści są międzynarodowym sukcesem autorki. Melissa zna od podszewki życie celebrytów i ludzi goszczących na pierwszych stronach gazet. Mieszka w Hollywood razem z mężem i córką.
Tytuł oryginalny: Blue Bloods.
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, romanse, sensacja, horror

Wydawnictwo: Jaguar
Oprawa: miękka
Wymiary: 140x210
Ilość stron: 350
ISBN: 978-83-60010-95-2
EAN: 9788360010952
Wprowadzono: 16.03.2010

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Loumee 20 kwiecień 2011

recenzja nagrodzona 2.00pkt

W świecie obrzydliwego luksusu, w elitarnych dzielnicach Nowego Jorku żyją jeszcze potomkowie tych, którzy byli jednymi z pierwszych, którzy zasiedlili Nowy Świat. Nie są oni jednak tacy jak zwykli, szarzy ludzie. W ich żyłach nie płynie zwyczajna krew. Ich wspomnienia nie zaczynają się od dnia, w którym przyszli na świat. Nazywają się Błękitnokrwiści. I rządzą Nowym Jorkiem. Wszystkich jest kilkaset. Za każdym razem, kiedy ktoś umrze, odradza się od nowa. W nowym ciele, jako nowy człowiek. Dopiero w wieku nastoletnim zaczyna poznawać swoją naturę, swoją uwikłaną przeszłość. Shuyler należy do jednych z osób, które ostatnio dowiedziały się o sobie zupełnie nowych rzeczy. I kiedy wreszcie wie wszystko, jej życie nabiera tempa. Nagle cały świat staje się nadnaturalny, a jej własny przyjaciel to tak naprawdę śmiertelnie groźna istota. Wraz z Oliverem, chłopakiem, z którym zna się od zawsze, będzie starać się odnaleźć prawdę. Książka bardzo ciekawa. Polecam!

monika monikakucharska11(at)wp.pl 22 grudzień 2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Jestem niezwykle poruszona historią o niezwykłych istotach . Mogę pewnie stwierdzić że jest ciekawsza od pamiętników wampirów i sagi zmierzch . Myślałam , że po przeczytaniu ponad 15 książek o wampirach nic mnie nie zaskoczy , a jednak . W teraźniejszości motyw wampirów jest bardzo znany nie nie budzą już strachu u czytelnika jak kiedyś moim zdanie nie jedna nastolatka marzy o chłopaku w stylu Edwarda po porostu wampira . Niezwykle przystojnego i nieśmiertelnego . Melissa de la Cruz wnosi coś nowego do tych historii . Znamy wampiry ale nie wiemy jak się narodziły z kąt się wzięły a w tej książce wiem jak się narodziły i to w bardzo realny sposób . Do tego wątek wiecznej miłości niezwykle porywa sprawia że czytelnik nie jest już niczego pewien . Przynajmniej ja nie wiem czego mam się spodziewać .Przeczytałam dopiero pierwszy tom a już wywarł na mnie ogromne wrażenie . Jako fanka książek o wampirach mogę z pewnością stwierdzić że to moja ulubiona saga o ty istotach zmierz już mnie nie zachwyca po przeczytaniu tej książki wygasa moja fascynata zmierzchem na dobre . Serdecznie polecam tą niezwykła historię dla czytelników spragnionych emocji , akcji i wątku miłości niezwykłej i zaskakującej . POLECAM

Pokaż więcej

Miravelle kkajja(at)onet.pl 24 styczeń 2012

Sama nie wiem, dlaczego skusiłam się na serię "Błękitnokrwiści". W bibliotece jakoś nie było nic ciekawego, a chciałam coś wypożyczyć. Dopiero później przeczytałam opis z okładki i jej fragment. Już na samym początku się rozczarowałam. Jednak to rozczarowanie, było niczym w porównaniu do tego, jakie poczułam czytając książkę. Schuyler jest zwykłą piętnastoletnią dziewczyną, na pozór nie wyróżniającą się z tłumu. Ma dwójkę przyjaciół i jest zadowolona z ich towarzystwa. Razem wręcz z obrzydzeniem spoglądają na popularne, do szpiku kości zepsute dzieciaki, których głównymi zmartwieniami jest to, na którą sesję się wybrać bądź w co się ubrać. Jednak pewnego dnia Schuyler przypadkowo poznaje brata Mimi Force- najpopularniejszej i najładniejszej dziewczyny w szkole. Przez to, powoli zaczyna, mimo wszystko, należeć do elity. Jednak nie wszystko jest takie słodkie i piękne. Umiera jedna z uczennic Duchesne, przyjaciółka Mimi- Aggie. Ludzie twierdzą, że przedawkowała narkotyki, jednak Schuyler dowiaduje się, że naprawdę tak nie było. Że została zamordowana. Wkrótce potem dowiaduje się kolejnej szokującej rzeczy- że jest wampirem. Więc co było tak silne, aby zabić Aggie, również wampira? Czy wszyscy są teraz w ogromnym niebezpieczeństwie? Znowu całkowicie nowy pogląd na wampiry. Muszę przyznać, że jak do tej pory, ten chyba spodobał mi się najmniej. Zresztą był tak pogmatwany, że nie do końca go zrozumiałam. Z tego, co wiem, to wampiry rodzą się, umierają, a potem w innym ciele, znowu rodzą. Do tego wszystko zapominają i nie wiedzą z początku, że są wampirami... Ale zaczynają się pojawiać wspomnienia ich wcześniejszych żyć. Nie wiem, naprawdę nie wiem. Nie podobało mi się to wszystko. Fabuła niezbyt ciekawa. Książka nawet niezbyt mnie wciągnęła, ale przeczytałam ją szybko ze względu na jej lekkość. Opisana tylko ta bogata elita. Styl autorki mnie drażnił, a te nazwy ulic, mark ciuchów, wszystkiego, wprost wyprowadzały z równowagi. Szczególnie, że wszystkie były mi obce i tego nie umiałam sobie wyobrazić. Wszystko wlokło się niemiłosiernie... Jedyną rzeczą, która przypadła mi do gustu, były fragmenty opowiadane przez jakąś kobietę sprzed bardzo dawna, pojawiającymi się co kilka rozdziałów. Ciekawiło mnie, co się stało, o czym ona opowiada i kim tak naprawdę jest. Bohaterowie powieści zostali przedstawieni fatalnie. Żaden z nich nie ma jakiś ciekawych, wyróżniających się cech, nie jest warty uwagi. Miałam wrażenie jakby wszyscy zostali skądś skopiowani. Ani nie polubiłam żadnego z nich, ani tak właściwie dobrze nie poznałam. Może na początku poczułam trochę sympatii do Schuyler, jednak, gdy zaczęła się zadawać z popularną elitą, mimo że zawsze jej nienawidziła i zaczęło jej to sprawiać przyjemność, ta sympatia gdzieś się ulotniła. Według mnie każda z postaci powinna być o wiele bardziej wyrazista, bo niestety były nijakie. Zauważyłam bardzo dużo podobieństw do innych powieści. Największe chyba do "Miasta kości". Clary nie wiedziała, kim jest jej ojciec, a jej matka była w śpiączce. Do tego, przez większość życia, nie wiedziała, kim tak naprawdę jest. Tak samo jest i w "Błękitnokrwistych". Tylko, że w tym przypadku Schuyler nie ma pojęcia, że jest błękitnokrwistą, wampirem, a Clary Nocnym Łowcą. Bohaterowie chodzili na jakieś modne, drogie, spotkania, a nic się nie działo. To natomiast przypominało mi to bardzo serial "Plotkara". Wszystko było wprost identyczne! Nie ma w tej książce nic nowego, oryginalnego, co mogłoby sprawić, żeby mi się spodobała. Komu polecam? W sumie to najchętniej nie polecałabym nikomu, ponieważ według mnie jest naprawdę niewarta przeczytania. Ale zrobię to mimo to. Więc: "Błękitnokrwistych" polecam osobom, które od lektury nie wymagają zbyt dużo, które lubią młodzieżówki bez żadnego przesłania i sensu, wywyższanie bogatszych, "lepszych" ludzi nad biednymi, z dodatkiem (właściwie nie wiem, po co dodanym, bo w ogóle tu nie pasuje) wampirów.

Within rubihall(at)go2.pl 13 czerwiec 2010

Jeszcze nie tak dawno każda nowo wydana książka, w której pojawiały się wampiry wzbudzała spore zainteresowanie. Jeśli jeszcze była to książka dla nastolatków, można się było spodziewać, iż stanie się hitem. Teraz już nie ma tak dobrze. Książek okołowampirycznych na półkach księgarskich zalew. Spora ich część zaś skierowana jest do młodego czytelnika. Co więc zrobić ma autor, by jego książka wybiła się z tej powodzi? Okazuje się, że bardzo dobry sposób na to znalazła Melisa de la Cruz. Stworzyła nader udane połączenie współczesnej powieści o życiu bogatych nastolatków z tzw. dobrych domów z wątkiem kryminalnym i motywem wampirycznym. W jej książce jednak wampiry nie są obarczone tradycyjnymi niedogodnościami w postaci lęku przed dziennym światłem czy czosnkiem. Wręcz przeciwnie. Żyją jak zwyczajni ludzie i na pierwszy, czy nawet drugi rzut oka nie sposób ich rozpoznać. A w dodatku Ale po kolei. Historia, jaka zostaje nam przedstawiona w głównej części dotyczy Schuyler van Alen. Uczennicy Duchesne, jednej ze snobistycznych prywatnych szkół Nowego Jorku. Dziewczyna nie jest wprawdzie zbyt bogata, pochodzi jednak z cenionego i starego rodu, którego przodkowie przybyli do Ameryki na pokładzie Mayflower. W szkole czuje się outsiderką i trzyma się nieco na uboczu. Serdeczniejsze stosunki utrzymuje jedynie z przyjacielem z dzieciństwa Olivierem oraz Dylanem. Jednak, jako że serce nie sługa, toteż bije jej nieco mocniej na widok przystojnego Jacka Forcea. Niestety należy on do grupy bogatych dzieciaków, no i ma jeszcze wredną siostrę Mimi, która nie cierpi Schuyler. Oczywiście to za mało by fabuła porwała czytelnika. Melisa de la Cruz serwuje nam wątek kryminalny: po imprezie znalezione zostają zwłoki jednej ze szkolnych koleżanek Schuyler. Wkrótce okazuje się, że jej samej oraz innym uczniom zaczyna zagrażać poważne niebezpieczeństwo. Wspomniałam, że fabuła w głównej mierze opiera się na losach Schuyler oraz jej przyjaciół. Istnieje jednak również drugi wątek. To historia, którą poprzez swe listy opowiada Catherine Carver, która wraz z pierwszymi osadnikami przypłynęła do Ameryki w roku 1620 na pokładzie statku Mayflower. Tutaj również pojawia się tajemnica. Dobrze, ale gdzie obiecane wampiry? Już wyjaśniam. Nasza bohaterka Schuyler oraz jej przyjaciele są właśnie wampirami. Są to jednak nieco inne wampiry, niż te jakie zazwyczaj spotykam na kartach książki. Wampiry de la Cruz to bowiem błekitnokrwiści potomkowie upadłych aniołów, którzy zostali wygnani z Królestwa Niebieskiego, (dlatego też nie lubią krzyży, bowiem przypominają im one o tym fakcie). Okazuje się, że w Nowym Jorku jest ich całkiem sporo i zasiadają w wielu decydujących o losach miasta urzędach i komitetach. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autorka przedstawiła pochodzenie Błękitnokrwistych, ich cykl życiowy oraz wyjaśniła skąd wzięła się większość towarzyszących im przesądów. Oczywiście wampiry nadal lubią pić ludzką krew, mogą jednak czynić to tylko i wyłącznie pod pewnymi warunkami. Można je również uśmiercić. Ma to jednak znacznie poważniejsze konsekwencje niż zabicie zwykłego innoksiążkowego krwiopijcy. Jakie? Z pewnością z przyjemnością o tym przeczytacie. Książka stanowi bowiem świetną rozrywkę, wbrew pozorom nie tylko dla młodego czytelnika. Czyta się ją lekko i przyjemnie, a wątek kryminalny potrafi nieźle zainteresować. Dodatkowym atutem bez wątpienia jest fakt, iż akcja powieści rozgrywa się w kręgach ludzi pięknych i bogatych, a jednak niepozbawionych problemów. Błękitnokrwiści są pierwszym tomem cyklu o tym samym tytule i wiele wątków jest w nim dopiero zarysowanych. Jest jednak pozycja wielce obiecującą myślę,że czytelnicy, w tym i ja sama, z niecierpliwością będą wypatrywać kolejnych jego tomów.

montgomerry www.slowemmalowane.blogspot.com 28 luty 2010

Jest to pierwszy tom serii o wampirach z Manhattanu amerykańskiej pisarki Melissy de La Cruz, który szybko stał się bestsellerem "New York Timesa" i "Wall Street Journal Hardcover Fiction List". Nie dziwię się temu zbytnio, bo książkę czyta się bardzo dobrze. Autorka świetnie potrafiła ująć charakterystyki każdego z bohaterów. Wartka akcja, dobre dialogi i pomysł na nowe ujęcie życia wampirów to na pewno atuty tej książki. Główną bohaterką jest zbuntowana piętnastolatka Schuyler Van Alen, która w ubiorze preferuje styl gotycki i nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest piękna. Dzieciaki z elitarnej szkoły w Duchesne uważały, że ubiera się jak menelka. Była osobą nieśmiałą i zamkniętą w sobie oraz stroniła od rówieśników. Jej jedynym przyjacielem od drugiej klasy okazał się być chłopak o imieniu Olivier. Od jakiegoś czasu przyjaźnili się również z Dylanem. Nie interesowało ich życie śmietanki skupionej wokół Mimi Force. Do Duchesne chodzili wszyscy, którzy wywodzili się od osadników osadników „Maylower”. Były to dzieciaki bogate, ubierające się w markowe ciuchy i kochające towarzyskie życie. Van Alenowie utracili niegdyś swój majątek i byli właściwie biedakami w stosunku do fortun innych rodzin. Po za tym Schuyler Van Alen wychowywał babka Kordelia, ojciec zmarł, a matka natomiast leżała od piętnastu lat w śpiączce. Kiedy Schuyler skończyła piętnaście lat wszystko powoli zaczęło się zmieniać. Na jej ciele coraz bardziej widoczne były błękitne żyłki tworzące mozaikę przedziwnych wzorów. Młoda dziewczyna powoli zaczyna odkrywać tajemnicę. Z książki dowiadujemy się, że wampiry żyją pośród nas. Co ważniejsze nie są one ani groźne dla innych ludzi, ani złe. Są potomkami upadłych aniołów, ale próbują wrócić do łask Stwórcy. Co więcej towarzyszą im archanioły. Organizują charytatywne bale i przyjęcia, fundują szkoły i szpitale, są znakomitymi prawnikami, lekarzami, bankowcami. Wampiry posiadają również specjalną błękitną krew, odradzają się co jakiś czas z całą pamięcią i jednocześnie na ziemi może ich być jedynie 400. Wystarczy jedynie kropla, by odtworzyć wampira. Zagrażają im jedynie srebnokrwiści, którzy atakują młode wampiry pomiędzy 15 a 21 rokiem życia. Warto zaznaczyć, że współczesnej wersji powieści towarzyszy również pamiętnik Catherine Carver, która przybyła do Ameryki w 1620 r. razem z pierwszymi osadnikami na statku Mayflower. Do poczytania dla przyjemności.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.